Archiwum dla miesiąca: Styczeń 2011

Oblicza nienawiści

Nienawiść, czyli skrajna niechęć i wrogość wobec kogoś – osoby lub grupy osób, a także wobec czegoś – przedmiotu albo sytuacji (np. „nienawidzę chorować”) ma różne odmiany. Może więc być dzika, gwałtowna, namiętna, śmiertelna, zagorzała, zażarta czy żywiołowa. Może być głucha lub ślepa, ale też głęboka, skryta czy bezsilna. Ta leksykalna różnorodność dowodzi tego, iż nienawiść jest uczuciem dość powszechnym, że często towarzyszy ona człowiekowi, także i temu, który ma świadomość moralnej (opozycja wobec norm moralnych) lub kulturowej jej niestosowności (człowiek dobrze wychowany nie powinien odczuwać, a tym bardziej ujawniać silnych stanów emocjonalnych, zwłaszcza jeśli są one negatywne).

Jakie jest podłoże odczuwanej nienawiści? Odpowiedź na tak postawione pytanie zwykle dotyczy jednostki i sytuacji, w jakiej się ona znajduje. Ludzie odczuwają nienawiść wobec kogoś, kto ich skrzywdził, do kogo mają pretensje lub komu zazdroszczą. Można nienawidzić kogoś, bo jest lepszy, ładniejszy, ma większe życiowe osiągnięcia, stanowi dla nas niedościgły wzór. Nienawidzimy kogoś, kogo kochamy, a kto nas odrzucił. Częściej nienawidzimy ludzi bliskich, z którymi coś nas łączy niż tych odległych, mniej znanych, obcych. Prawidłowość tę Wiesław Myśliński wyraził takim oto aforyzmem: „Bo też nie ma większej nienawiści niż zrodzona z bliskości” (Traktat o łuskaniu fasoli). Nie przypadkiem więc tak bardzo nienawidzą się wyznawcy religii wyrosłych z tego samego pnia lub członkowie partii politycznych mających wspólną przeszłość (jak w Polsce – „Solidarnościową”). Nienawidzimy kogoś do nas podobnego, bo też nienawidzimy czegoś w sobie, a trudno bezpośrednio i w niezakamuflowany sposób odrzucić własną osobę. Nienawiść wywołują też ludzie, których się boimy i jednocześnie, o których nie możemy przestać myśleć.

Nienawiść można do kogoś czuć, nienawiść można jednak też ściągać, w kimś ją budzić. W pierwszym przypadku jest się podmiotem generującym tę emocję wobec innej osoby, w drugim – obiektem negatywnego nastawienia innej osoby. Ta analiza wskazuje na nienawiść jako stan, który określa relacje między jednostkami i wyznacza ich jakość.

Nienawiść można jednak też podsycać, siać i szerzyć.

Jolanta Miluska

31.01.2011

O nienawiści

Autorzy biblijni byli dobrymi obserwatorami ludzkich zachowań. Według nich nienawiść rodzi sie z lęku. Przez grzech człowiek popadł w lęk wobec Boga oraz człowieka. Adam, tracąc pierwotną pewność swojej wartości przed Bogiem, zaczyna się Go lękać. W ogrodzie Eden usiłuje się przed Nim ukryć. Od czasu gdy zgrzeszył, „nie chce Boga widzieć”. Już w tym prostym zdaniu ujawnia się polska etymologia pojęcia „nienawidzić”. Po grzechu Adam nie znosi widoku Boga. Jego widok lub świadomość Jego bliskości stają się dla niego wyrzutem sumienia, spowodowanym zatraceniem własnej wartości. Chociaż nie mamy tu jeszcze do czynienia z nienawiścią w jej aktywnej formie, to jednak uczucia niechęci i lęku leżą u podstaw nienawiści.

Podobne doświadczenie jest udziałem potomków Adama, czyli całego ludzkiego plemienia. Kain lęka się, że trudy jego pracy nie są dostrzeżone i docenione. Zazdrości swemu bratu Ablowi i nie może znieść świadomości, że owoce pracy tamtego zostały zauważone przez innych oraz przez Boga. Z lęku o siebie, czyli w wyniku swego niedowartościowania, zaczyna nienawidzić swojego brata – domyślnie drugiego człowieka. Zazdrość i nienawiść, którym daje się ponieść, doprowadzają go najpierw do kłamstwa i podstępu, a następnie do zbrodni. Ta ostatnia jest owocem nienawiści.

Nieco dokładniej drogę wzrostu uczuć nienawiści wobec drugiego człowieka obrazuje historia rywalizacji Saula z Dawidem w Pierwszej Księdze Królewskiej (1 Krl 18-26). Również tutaj nienawiść Saula wobec Dawida rodzi się z zazdrości.

(... )

Obydwa powyższe opowiadania biblijne pozwalają stwierdzić, że nienawiść rodzi się z zazdrości lub lęku o utratę swojej pozycji i wartości. O ile jednak uczucie zazdrości może pozostać ukryte i niekoniecznie przeradzać się w konkretne czyny, o tyle nienawiść jest aktywną formą niechęci wobec drugiego człowieka i wyraża się w pragnieniu „niewidzenia” przedmiotu nienawiści, unikania go, wyrządzania mu zła lub też wyniszczenia. Bliskość pomiędzy uczuciem zazdrości i nienawiści podkreślał poeta romantyczny Johann Wolfgang von Goethe, gdy twierdził: „Nienawiść jest aktywną niechęcią, zazdrość zaś pasywną, dlatego nie trzeba się dziwić, że tak szybko zazdrość przechodzi w nienawiść” (por. Maksymy).

(... )

Ponieważ Dawid postępuje nienagannie wobec Boga i ludzi, dlatego też jego postępowanie staje się pośrednią przyczyną nienawiści innych. Wynika to z prawdy o ludzkiej słabości i grzeszności. Paradoksalnie miłość Dawida oraz liczne dowody jego wierności wzbudzają jeszcze większą nienawiść u grzesznego Saula.

(... )

 „Liczniejsi od włosów na mej głowie są ci, co nienawidzą mnie bez powodu” (Ps 69,5); „Liczni są ci, którzy nienawidzą mnie bez powodu” (Ps 38,20); „Oskarżają mnie kłamliwym językiem, osaczają mnie słowami nienawiści i bez przyczyny mnie prześladują. Oczerniają mnie za miłość moją, choć się za nich modliłem” (Ps 109,2-4) – oto modlitewne skargi oraz lamentacje ludzi uciśnionych, których uczciwość wzbudza nienawiść innych. Zapisane w Psalmach liczne świadectwa niesprawiedliwych osądzeń, oskarżeń lub też prześladowań stały się z czasem modlitwą wszystkich tych, którzy żyjąc uczciwie, doznają prześladowań.

(... )

Postawa Chrystusa wobec nienawiści, a dokładniej mówiąc, wobec ludzi pałających nienawiścią, jest świadectwem zwycięstwa miłości nad nienawiścią. Chociaż Chrystus nie zniwelował nienawiści w ludzkich sercach, to jednak swoim życiem i nauczaniem wskazał sposób jej pokonania. Jest nim rezygnacja z naturalnych ludzkich skłonności do odwetu i odpłacania nienawiścią za nienawiść. Jezus Chrystus – jako nowy prawodawca na wzór Mojżesza – podał ludziom nowe przykazania, które nie biegną po linii zwykłego ludzkiego myślenia, lecz wymagają przemiany w sercu i w rozumie. W kazaniu na Górze (Mt 5-7) Jezus Chrystus odrzucił z Mojżeszowego prawa to, co przyzwalało na nienawiść względem wrogów niepochodzących z ludu izraelskiego (Kpl 19,17). Polecił miłość nieprzyjaciół, czyli tych, którzy nienawidzą – bo takie jest znaczenie słowa „wróg” w języku hebrajskim. Jako argument podał On postawę samego Boga. W ten sposób pełniej odsłonił oblicze Boga, którego stosunek do ludzi nie wypływa z lęku, zazdrości lub nienawiści. Kazanie na Górze wprowadza nowe przykazania, z których wynika, że człowiek może wznieść się ponad wspomniane ludzkie uczucia prowadzące do odpłaty złem za zło. Oznacza to, że człowiek zdolny jest przemienić swoje myślenie i działanie tak, aby w swoim zachowaniu stał sie podobnym Bogu i kierował się nadprzyrodzoną cnotą miłości. Wtedy nad nienawiścią, która „jest miłością ludzi słabych” (A. Bessa-Luis), zwycięży boska, nadprzyrodzona miłość.

Piotr Nyk OCD

Z dwojga złego wolę już mieć do czynienia z takim nienawistnikiem, który działa w poczuciu bezkarności niż z takim, który głosi, że jego racje i metody, którymi dochodzi się do celu, są słuszne, prawdziwe i umotywowane. Poczucie słuszności w połączeniu z nienawiścią rodzi bowiem fanatyzm. A ten jest nie do zatrzymania dla człowieka, który kieruje się w życiu innymi niż fanatyk zasadami. Nie do zatrzymania bez popełnienia śmiertelnego grzechu. Nienawiść połączona z przekonaniem o własnej racji to ślepota, której nie da się wyleczyć miłością, choćby nie wiem jak wielką.

Wszystko to czyni nienawiść pułapką bez wyjścia dla ludzi łatwowiernych i naiwnych, a także dla błądzących, którzy nie czują się nasyceni tym, co niesie im los i każdy dzień.

Gabriel Maciejewski

31.01.2011

Czas święty

W Biblii szabat jest ukoronowaniem tygodnia, wszystkie dni czekają na ten jeden dzień. Dzień święty nie służy odpoczynkowi przed dalszą pracą, a przeznaczony jest do życia i świętowania. To właśnie siódmy dzień pokazuje prawdziwe powołanie człowieka: przyjaciela Boga, Jego znawcy i kontemplatyka. Odpoczynek nie jest rozumiany jako coś negatywnego, czyli zaniechanie, powstrzymywanie się, sugerujące czynną postawę wzbraniania się przed czymś. „Co zostało stworzone w siódmym dniu? Cisza, pogoda, pokój i wytchnienie”.

Nieoczekiwana aktualność książki Heschela daje się zaobserwować, gdy pytam siebie: czy potrafię tak świętować? Czy mój szabat / moja niedziela nie jest raczej dniem, w którym nadrabiam zaległości w pracy (której jakby więcej i więcej), gdy realizuję projekty poboczne, na które nie mam w tygodniu czasu? Dzień święty jest dystansem wobec rzeczywistości mojego „małego wszechświata”. Dzieło rąk naszych najczęściej obraca się przeciwko nam samym, postęp techniki, zamiast dawać wolność, zniewala i pomnaża udręki, bo pożądamy więcej i więcej. Siódmy dzień ma smak siódmego nieba – pisze Heschel, a ja zastanawiam się, jak szybko tracę duchowy zmysł smaku.

Boga można spotkać jedynie w czasie, w wydarzeniu, a to się czyta: w życiu. Nie da się odłożyć znalezienia Boga na później, jak również nie inaczej doświadcza się Go, jak po prostu żyjąc. Oznacza to akceptację czasu. Czasu, którego paradoksalnie nie mam. Mogę go łapczywie zagarniać, jednak nie zapanuję nad nim, nie pomnożę go. Między innymi dlatego, że nie mam nad nim kontroli, że staję przed nim bezradny, jest on szansą na dostrzeżenie Boga.

Czas jest jak pustynia. Odznacza się wielkością, ale nie pięknem. Jego dziwna, straszliwa siła zawsze budzi strach, ale rzadko kiedy rozwesela. I wtedy przybywamy do siódmego dnia, a Szabat obdarzony jest błogością, porywającą duszę, która szybuje w naszych myślach uzdrawiającym współodczuwaniem. Jest to dzień, w którym jedna godzina nie wyrzuca innej. Jest to dzień, który może uśmierzyć wszelki smutek”. Dzień siódmy, wpisany w naturalny rytm czasu, poprzez swoje uświęcenie staje się wybawieniem z opresji czasu. Poświęcając go Bogu, zawieszam ruch wskazówek zegara i jego uporczywe tykanie, aby wejść w wieczność. „Trzeba zostać onieśmielonym przez cud czasu, aby być gotowym przyjmować obecność wieczności w tej chwili; należy żyć i działać tak, jak gdyby los całego czasu zależał od pojedynczej chwili”. Doprawdy, to szabat jest dla człowieka – dla jego godności i dla jego rzeczywistego powołania.

Marcin Cielecki

31.01.2011

"Cielesność" Ziemi Świętej

Bóg się chciał wcielić, a to oznacza konkret: uczynił to w takim miejscu, w takim czasie. Pielgrzymka do Ziemi Świętej to dla chrześcijanina głębokie przeżycie religijne. Jeśli chcę zrozumieć Chrystusa, powinienem jego cielesność możliwie najlepiej odnaleźć i opisać. Inaczej potem rozumie się Pismo Święte. Bycie na Golgocie i w Grobie Chrystusa to doświadczenie dla wiary niezwykle ważne. Szukamy tam śladów wcielenia. Bóg nie jest abstrakcją, tylko uczestnikiem ludzkiej historii.

ks. Grzegorz Ryś

28.01.2011

O przyjaźni

Szukając wokół siebie przyjaźni i bliskości, często nawet nie przychodzi nam do głowy, że moglibyśmy zaprzyjaźnić się z własnymi dziećmi.

Każda przyjaźń, także z własnym dzieckiem, zakłada wspólną płaszczyznę zainteresowania. Przyjaciele wspólnie „coś” zgłębiają, budują, czegoś poszukują. Im głębsza jest wspólnota myślenia i tworzenia, tym mocniejsza przyjaźń. W dzieciństwie to ojciec proponuje dzieciom płaszczyznę twórczości i spotkania: zabawę, spacer, sport, wyjście do kina, hobby, lekturę. (... ) Wspólne bycie razem ojca z dzieckiem to doskonała okazja do szczerych rozmów. Gdy nawiąże się pierwsza nić przyjaźni w dzieciństwie, wówczas w miarę dorastania dzieci same będą dzielić się własnymi zainteresowaniami z tatą.

(.. )

W dzieciństwie chłopcy walczą o uwagę, życzliwość i przyjaźń swych ojców. Narzucają im się z różnymi drobnymi sprawami. One nie są dla nich ważne, to tylko pretekst, by zbliżyć się do taty, od czegoś zacząć rozmowę. A kiedy ojciec mówi: „Nie zawracaj mi głowy drobiazgami”, czują się odrzuceni, zranieni. Chłopięca duma zostaje upokorzona. Gdy syn przychodzi do ojca i o coś go prosi, ten nie powinien odsyłać go do matki. Syn szuka bowiem spotkania i więzi z nim. Wie, że do matki może udać się w każdym momencie.

Dorastający chłopcy stają się coraz bardziej niezależni i samodzielni, a gdy noszą w sercu wiele żalu do swoich ojców, wówczas odsuwają się od nich. Grupa rówieśnicza zaspokaja ich potrzebę afiliacji, a ojciec przegrywa w rywalizacji o pozyskanie syna. Teraz sytuacja się odwraca. To ojciec prosi o trochę uwagi i życzliwość syna, ale ten staje się głuchy na jego prośby. Jeżeli ojciec nie doceni walki dzieci, zwłaszcza synów, o jego miłość, akceptację i czas w okresie dzieciństwa, może być pewny, że one z kolei nie zauważą jego starań o ich serdeczność, życzliwość i pomoc na stare lata. To żony winny przypominać mężom, by pamiętali o tej prawidłowości, gdy dzieci zbliżają się do nich. Jeżeli dziś dla ojca ważniejsza jest jego kariera i praca niż dziecko, jutro dla dziecka ważniejsze niż ojciec mogą okazać się jego własne sprawy.

Ojciec winien szukać przyjaźni zarówno z córką, jak i z synem, choć będą to dwa rodzaje przyjacielskiej więzi. Dorastającej dziewczynce łatwiej jest nieraz znaleźć wspólny język z ojcem niż z matką. Ma to miejsce szczególnie wówczas, gdy mama, niepewna siebie i swojej kobiecości, nieświadomie z nią rywalizuje. Przyjaźń z ojcem jest pozbawiona tej rywalizacji. Przyjaźń ojca z córką jest budowana bardziej wokół ich więzi uczuciowej, troski o siebie oraz gotowości udzielania sobie wzajemnej pomocy, aniżeli na wspólnych zainteresowaniach intelektualnych, zawodowych czy na wspólnym działaniu. Świat zainteresowań nastolatki i dorosłego mężczyzny zwykle różni się diametralnie. Ważny dar, jaki ojciec może ofiarować swej córce, to poczucie bezpieczeństwa i kobieca pewność siebie, której tak bardzo w okresie wzrastania potrzebuje.

Przyjaźń ojców z synami bywa trudniejsza. Nastoletni chłopcy pragną nie tylko dorównać swoim ojcom, ale ich także przewyższyć, pokonać. W okresie dorastania następuje swoista rywalizacja syna z ojcem. I choć bywa to forma zabawy, mimo wszystko syn usiłuje wygrać z tatą, by potwierdzić własną dorosłość. Jeżeli ojciec jest dojrzały, nie obawia się tej rywalizacji, zna bowiem doskonale swoją rolę i pozycję syna. Gdy jednak zbyt poważnie traktuje narzucone mu przez syna wyścigi, może poczuć się zagrożony. Łatwo może obudzić się w nim niechęć do własnego dziecka. Przyjaźń ojca z synem nie polega na wzajemnej trosce o siebie czy też silnej więzi emocjonalnej (te mężczyźni realizują przede wszystkim w relacji do kobiet), lecz na wspólnej pracy, zainteresowaniach religijnych, intelektualnych, społecznych, politycznych.

W latach dorosłych, gdy synowie już mają swoje dzieci, winni starać się budować przyjaźń ze swoimi ojcami wbrew wszystkim zranieniom, których być może doznali w dzieciństwie. Wzajemna niechęć, obojętność, jaka narosła, nie może się przecież utrwalić na wieki. Oto szczere wyznanie dorosłego mężczyzny w książce List do ojca: „Miałeś, tato, 59 lat. Odszedłeś. Żal, że przez tyle lat nie otworzyłem się pierwszy. Nie powiedziałem Ci, jak bardzo Cię kocham. Jak bardzo chciałbym dziś z tobą pogadać. Nie potrafię się z tym pogodzić”. Parafrazując słowa ks. Jana Twardowskiego, chciałoby się powiedzieć dorastającym i dorosłym już synom: „Spieszcie się kochać waszych ojców, tak szybko odchodzą”. To bardzo bolesne nieść przez dorosłe życie świadomość skłócenia z własnym ojcem.

Aby mężczyzna mógł patrzeć z ufnością w oczy swoich dzieci, zwłaszcza synów, musi najpierw w ten sam sposób spojrzeć w oczy własnego ojca.

Ks. dr hab. Józef Augustyn SJ

28.01.2011

© Copyright 2010; Zamyślenia z rodziną w tle. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Skórka: Przemijanie ma sens | Korzystając z serwisów wiara.pl akceptujesz warunki regulaminu.
Znalazłeś treści naruszające regulamin? Powiadom nas!

 

| załóż konto i pisz bloga

zgłoś błąd