Archiwum dla kategorii 'ciemna strona'

Bzdury

W komentarzach pod czwartkowym tekstem po raz kolejny. Autor o obrazie, dyskutujący o farbach. Albo jak w tym starym powiedzeniu o wskazującym na księżyc i patrzących na palec. Ja o odpowiedzialności, oni o inspektorach i urzędach pracy. Wstęp potraktowany jak zakończenie. Jakaś paranoia. Zastanawiam się jaki jest sens takiego pisania... Czyżby oznaki zanikania felietonu?

13.07.2012

Na głowie

Media o aferze w Watykanie. O Światowym Spotkaniu Rodzin milczenie.

Media o Obamie. O Karskim milczenie.

A  w Krakowie konferencja o etyce w mediach....

31.05.2012

Co dziś świętujemy?

Walenty od samego rana. Dzień zakochanych odmieniany przez wszystkie przypadki. Nawet w mediach katolickich. Rozumiem, że skoro już przyszedł ten zwyczaj, to należy go ochrzcić. Ale dlaczego przy okazji tworzyć legendy? Jak w pewnej rozgłosni katolickiej, słyszalnej w moim domu. Oczy przecierałem ze zdumienia, a właściwie uszy, gdym dowiedział się o potajemnych ślubach, udzielanych rzekomo przez św. Walentego bez zgody władzy kościelnej. A jeśli już tak bardzo próbuje sie utożsamić go z zakochaniem, to czemu ani słowa o zakochaniu w upośledzonych i chorych na epilepsję. Przecież patronuje im od wieków. Ba, ale to bardzo trudny rodzaj miłości. Całusów nie ma i wycieczki do Paryża do wygrania.

Gdy na początku Mszy św. mówiłem o dzisiejszych patronach, świętych Cyrylu i Metodym, parafianie patrzyli na mnie ze zdziwieniem. A jak mieli patrzeć? Przecież z wyjątkiem mszału i brewiarza wszyscy o nich zapomnieli.

14.02.2011

Ratlerek

Wieczorną porą wracał myśliwy z zakupów do domu. Za którymś zakrętem dojrzał w światłach reflektorów małego pieska. Skulony, wygłodniały, zagubiony między lasem a polem, siedział na poboczu ratlerek. Więc ulitował się nad nim, wsadził do samochodu i zawiózł do domu. Tu umieścił go w psiarni, dokarmiał, a nawet czasem zabierał pod dach, sprawiając uciechę dzieciakom. Z czasem ładował go z innymi psami do jeepa i zabierał na polowanie. Gdy tamte uganiały się za zającami, naganiały sarny i dziki, on siedział przy nodze pana i… smutniał. Też by chciał wykazać się siłą, sprytem, wojowniczym charakterem i – jak tamte – zasłużyć na pańską nagrodę. Ale był tylko małym ratlerkiem-znajdą.

 

Kiedyś nadarzyła się okazja. Państwo z dziećmi wyjeżdżali na spacer do lasu. Tato, weź z nami ratlerka. Będziemy mieli z kim się bawić, prosiły maluchy. Szczęśliwa psina wskoczyła do auta i przytuliła się z wdzięcznością do nóg dzieciaków. Ileż było harców, zabaw i uciechy. Aż wyczuł ratlerek zwierza w pobliżu. Zjeżył się, sierść nastroszył, zaszczekał i ruszył. Jedyna okazja. Teraz albo nigdy nie wykażę się przed swoim panem, rozumował swoim psim rozumem, pędząc po tropie. Wreszcie dopadł. Borsuk to był.

 

Zdziwił się niepomiernie. Zatrzymał. Popatrzył. Co za dziwo ujada i do nogi skacze? Złapał się borsuk za brzuch i w śmiech, w nos trącił, łapą odsunął. Lecz kiedy ratlerek za palec chwycił i ciągnąć zaczął wkurzyło się borsuczysko. Pazurami po karku przejechał, zębami poprawił, przydepnął. Plama została.

 

Kuria mać, mruknął borsuk pod nosem i nie oglądając się na to, co kiedyś było ratlerkiem, poszedł pod sosnę, kończyć jamę na zimowe leże.

08.12.2009

Pytanie

Wyszło jak zwykle, czyli inaczej niż było zaplanowane. Czyli miałem rozdzielić młodzieży pracę przy kościele, jechać do dentysty a potem usiąść i coś napisać. Wkrótce okazało się, że dyski do papieru ściernego się popsuły, znów zabrakło żelu do zdejmowania farby olejnej, spod kilku powłok malatury wyłoniły się dziury wygryzione przez korniki. Próba wyczyszczenia tych miejsc przyniosła żałosne efekty. To znaczy po przejechaniu specjalną szczotką i czyszczeniu sprężonym powietrzem okazało się, że drzwi do kościoła już długo nie posłużą. Znów wyjazd do sklepu po szpachel. Wystarczyło na 1/4 powierzchni, choć wydawało się, że wystarczy. Zatem znów do sklepu, bo znów czegoś brakuje. Ani się nie spostrzegłem i nadszedł wieczór. Nic innego nie jestem już w stanie zrobić. Upał, parne powietrze i kolejna nadciągająca burza powiększają zmęczenie.

Czy już do końca życia jestem skazany na bycie księdzem od rozsypujących się drzwi, spróchniałych dachów i lepienia kolejnych dziur...?

Ps.

Czy ktoś mógłby podpowiedzieć jak radzić sobie ze spamem w komentarzach. Włączyłem stosowny filtr, ale on chyba nie działa. Nie wiem czemu, ale mam wrażenie, że wszystkie apteki świata chcą się reklamować na moim blogu. Makabra.

23.08.2007

© Copyright 2010; zapiski na skraju lasu. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Skórka: Góry najpiękniejsze są jesienią | Korzystając z serwisów wiara.pl akceptujesz warunki regulaminu.
Znalazłeś treści naruszające regulamin? Powiadom nas!

 

| załóż konto i pisz bloga

zgłoś błąd