Archiwum dla kategorii 'Moje dzieciaki'

Powroty

Cisza. Wodzimy wzrokiem po coraz bardziej oddalających się Gorcach i milczymy. Bo cóż powiedzieć...

Czytaj dalej

19.02.2012

Szanować tradycję

Zemsta bogów bywa okrutna.

Czytaj dalej

13.02.2012

W domu

Czyli dojechaliśmy. I coś więcej przy okazji.

Czytaj dalej

12.02.2012

Ich drogi

Prosił mnie kiedyś Gibon, żebym zaczął pisać o naszych górskich szlakach. Mnie jednak ciekawi coś innego. Dalszy ciąg. Czyli dokąd zaszli nasi podopieczni, domownicy, bywalcy. Obojętnie jak ich nazwać, bo przecież nie każdy czuł się jednym z wyżej wymienionych. Już mi się nawet widzi tytuł publikacji. "Z Gorca na…"  Albo "Z Zasadnego do…"

Przyszedł mi do głowy ten pomysł po lekturze tekstu jednego z dawniejszych zasadniańskich animatorów. Autor siedzi w Rzymie i pewnie już nie pamięta, jak z gromady stu pięćdziesięciu dzieciaków zrobił w stodole chór, śpiewający na osiem głosów „Raz do sułtana przyszedł bardzo stary żebrak”. Potem dziewczyny śmiały się pod moim oknem, że amerykanie mają skrzypka na dachu, a my mamy skrzypka w stodole. Skrzypek też wiadomy, bo potem były tylko skrzypaczki. Jedna zdaje się zawędrowała do filharmonii, druga siedzi w poważnym radio. I tak by można pisać i pisać. Gdzie was nie ma, kochane dzieciaki.

Ej, pewnie ktoś się obrazi. Dorośli ludzie, wrośnięci w życie, do czegoś doszli, wielu czymś kieruje.

Może uda się choć w części pozbierać historię waszych dróg? Tego dalszego ciągu…

27.02.2011

Wrócili, ale zostali

O wyjeździe nie będę się rozpisywał. Łatwo domyśleć się, jak to wyglądało. W każdym razie, jak w  zaleceniu gościa-domownika, było podziękowanie Panu Bogu i prośba o powrót. Zatem Mosiądz może być spokojny. A potem ten długo odwlekany moment... Potrójny sygnał klaksonu, światła awaryjne i wyciągnięte w pożegnaniu ręce. Zabrakło tylko tradycyjnego "Pan jest Pasterzem moim". Ale i na to przyjdzie jeszcze czas.

Dziś uświadomiłem sobie coś, co siedziało we mnie od dawna, ale nie było nazwane. Zasadne to nie miejsce. To pewien styl życia. Pokazany przez Gospodarzy, całkiem sporą grupę nazywanych domownikami i dziesiątki ludzi jakoś pomagających. Często spotkanych przypadkiem. Jak chociażby mechanik, reperujący nam we wtorek samochód. Inni odmówili, tłumacząc się brakiem czasu. On odłożył na bok zaplanowane prace, by przyjść nam z pomocą.

Bo ten styl życia polega na tym, by dać coś z siebie. Konsumenci tu nie wracają. Wracają kucharze.

 

13.02.2011

© Copyright 2010; zapiski na skraju lasu. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Skórka: Góry najpiękniejsze są jesienią | Korzystając z serwisów wiara.pl akceptujesz warunki regulaminu.
Znalazłeś treści naruszające regulamin? Powiadom nas!

 

| załóż konto i pisz bloga

zgłoś błąd