Wiara jak ziarnko gorczycy.

dodane 19:46

O tym czy można dostać wiarę jak ziarnko gorczycy bez pogłębionej znajomości Boga.

Pytanie mi się nasunęło po obejrzeniu jednych z rekolekcji Marcina Zielińskiego, gdzie powiedział, że pragnie otrzymać większą wiarę od Boga jednakże zaznaczył, że nie zamierza podejmować studiów teologicznych. Więc pozostaje mu dokształcanie się własne oraz modlitwa. Zacząłem się zastanawiać czy przypadkiem wybór Marcina nie jest drogą do nikąd. Dlaczego? Otóż Bóg dając większą wiarę jakiemuś człowiekowi powierza mu większą władzę nad stworzeniem jeśli wiara ma przejawiać we władzy nad stworzeniem. Zatem, aby wiarę związaną z władzą otrzymać należy być na jej przyjęcie przygotowanym. Do tego celu służą studia teologiczne - pogłębieniu wiary jak bliższej relacji z Bogiem oraz nabyciu umiejętności posługiwania się władzą. Może oprócz wiary jak ziarnko gorczycy trzeba się modlić o dar wglądu w ludzkie serca i dar przepowiadania rzeczy przyszłych, tak aby kogoś nie uzdrowić kto mógłby jako zdrowy wyrządzić wiele zła, a jako chory nie może. Mając bowiem wiarę jak ziarnko gorczycy przyciągnie się wielu ludzi - takich, którzy mają wiarę i zrobią wiele dobra będąc uzdrowionym, ale również i takich, którzy odrzucą dobro otrzymane od Boga za pośrednictwem osoby uzdrawiającej i wybiorą zło. Chrystus przestrzega przed tym jakiegoś człowieka po uzdrowieniu mówiąc: ,,bacz aby ci się nie przytrafiło coś gorszego (w domyśle, gdy wybierzesz grzech)".

 

Zatem może być tak, że człowiek będzie uzdrowiony przez Boga i wybierze zło, mało tego może uzdrawiać w imię Pańskie i być później odrzuconym o czym również mówił Jezus. Przed tym powinny nas uchronić studia, gdzie oprócz wiedzy zdobywa się pogłębioną formację osobowościową. I dopiero wtedy Bóg będzie mógł użyczyć danej osobie swojej większej władzy. Nie każdemu ją daje, ale też nie każdy o nią się usilnie modli. Zatem moim zdaniem droga Marcina jest drogą błędną, gdyż odrzuca on pogłębioną relację z Bogiem jaką dają studia teologiczne, a której samokształcenie nie da, chyba, że otrzyma się specjalną łaskę od Boga w postaci mądrości i wiedzy wlanej - bardzo rzadkiej w Kościele. Jeszcze bardziej byłby Marcin obdarowany, gdyby wybrał kapłaństwo, stając się oblubieńcem Chrystusa a poprzez zaślubiny z nim jednocząc się jeszcze bardziej, a gdyby wybrał zgromadzenie zakonne to zjednoczyłby się poprzez rady ewangeliczne z Jezusem jeszcze bardziej niż kapłan diecezjalny. Ale Marcin zarzeka się, że kapłaństwo i życie zakonne to nie jego droga. Cóż, w takim razie będzie dreptał  w miejscu i zadowalał się małym kroczkami, zachwycając się, że tego bólu stawów parę miesięcy temu nie uzdrowił, ale teraz już tak. Natomiast najprawdopodobniej nie dojdzie u niego do takiego rozwoju wiary, że będzie on wskrzeszał zmarłych, dawno już zmarłych, na podobieństwo św. Patryka, którego cytował, czy też, że będzie rządził on pogodą np. w Polsce, za co rolnicy byliby mu wdzięczni, patrząc na to co dzieje się w tym roku ze zbiorami zbóż i co działo się w latach wcześniejszych. Albo z powodziami.

 

Tak sobie więc myślę w tym kontekście również o sobie: gdybym dostał wiarę jak ziarnko gorczycy to bym starał się o przyjęcie do jakiegoś zgromadzenia, aby być jeszcze bliżej Boga i bardziej Mu służyć, a poprzez to bardziej służyć Kościołowi i człowiekowi. Wcześniej jednak starałbym się o uzyskanie wiecznej młodości, nieśmiertelności, nietykalności i bycia obdarowanym w obfitości Duchem Świętym. Po co to wszystko? Cóż, nie jestem już młody, więc jakieś konkretne argumenty Magistrowi nowicjatu musiałbym przedstawić. Jakby zobaczył 70-latka wyglądającego na 25 lat i mającego faktycznie taki stan zdrowia (wieczna młodość) to w połączeniu z darem wymowy (obfite wylanie Ducha Świętego do duszy, które byłoby przedłużeniem bierzmowania) dałoby pożądany skutek w postaci przyjęcia do zgromadzenia. Staranie się o przyjęcie byłoby poprzedzone modlitwą w celu rozeznania, które zgromadzenie wybrać. Kiedyś w młodości miałem okazję, aby wybrać zgromadzenie, jednak bałem się, że nie podołam, teraz Bóg tak ukształtował moje wnętrze, że jestem gotowy, mam dyspozycje, ale nie mogę zostać kapłanem. Zresztą jak patrzę wstecz to widzę, że gdybym został kapłanem to nie mógłbym robić tego co robię teraz, a co według mnie jest ważniejsze niż moje kapłaństwo, którym posługiwałbym parafianom, a teraz mogę służyć każdemu człowiekowi, jaki kiedykolwiek żył. Mając tę posługę dopiero teraz mogę służyć jako kapłan z posługą sakramentalną. Mogę teraz powiedzieć, cytując abp-a Rysia, że może jestem dopiero teraz gotowy w sensie osobowościowym i duchowym do przyjęcia święceń, ale bez nadzwyczajnej interwencji Boga nie wydarzy się powołanie, czyli moment święcenia, kiedy mój biskup diecezjalny namaści mi ręce. Tak dobrze jest być kapłanem - nigdy bym nie gonił za pieniądzem, za seksem, nie popadł bym w alkoholizm. Byłby bowiem ze mną sam Jezus.

 

Czegóż można chcieć więcej? Chyba, żeby co dzień wzrastała moja miłość do Niego, gorliwość w pełnieniu Jemu służby, żeby rosła wiara i nadzieja razem z mądrością, roztropnością, męstwem, sprawiedliwością, miłosierdziem, łagodnością, pobożnością, bojaźnią Bożą, wytrwałością, opanowaniem, rozumem, radą, umiejętnością, wiedzą, zaradnością, czystością, ubóstwem i posłuszeństwem, pracowitością, skromnością, oszczędnością, radością, obfitością plonów, umiejętnością pozostawania w cieniu, przedsiębiorczością, nauczaniem, proroctwem, dobrocią. Tak, kochany Ojcze Niebieski, dobrze jest być kapłanem w zgromadzeniu zakonnym. Lepsze to niż bogactwo, sława, kariera zawodowa i sukces, seks, władza, rodzina. Bóg sam wystarcza.

nd pn wt śr cz pt sb

26

27

28

29

30

31

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

12

13

14

16

17

18

19

20

21

22

23

24

25

26

27

28

29

30

1

2

3

4

5

6

Dzisiaj: 17.06.2019