Znalezione

dodane 16:59

Znalazłem w jakimś zapomnianym folderze, gdzieś w zakamarkach laptopa....

Od rana ciemne chmury przesuwają się powoli. Od czasu do czasu na szybie pojawiają się pojedyncze krople. Duszno. Ciężkie nagrzane powietrze spowalnia każdy krok. Miasto wchłonęło już w swoje betonowe członki słoneczny żar . Chodnikowe płyty , betonowe ściany, brukowane ulice oddają zmagazynowane ciepło, odparowując początki deszczu . Gęste, wilgotne powietrze betonowej dżungli.

W szybę mojego okna na poddaszu , zaczynają uderzać deszczowi zwiadowcy. Wielkie, ciężkie krople. Sprawdzają wytrzymałości szkła i oleiście, powoli spływają po dachu. Na szybie tworzą się mikroskopijne kanały, wyżłobione przez wodę w warstwach miejskiego pyłu. Nagromadziło się go wiele przez ostatnie dni. Każdy przejeżdżający samochód , każde uderzenie młotka, pracujących obok robotników dokładało kolejną, cieniutka warstewkę . Nałożone na siebie pokryły szyby jakimś dziwnym wzorem. Świat oglądany przez nie wygląda jak kiepska fotografia, skrywająca obraz pod drobnymi ziarenkami. Teraz woda zaczyna zmywać ten pył . Wąski korytarze poszerzają się z każdą kolejną kroplą.  Jest ich co raz więcej i więcej. Znikają ostatnie suche plamy brudnego pyłu. 

Szyba wygląda jak mokry, błyszczący kryształ. Spoglądam przez niego w dół. Patrzę z perspektywy pięciu pięter w studnię podwórka. Szare, wysokie ściany kamienic wyrastają z betonowych płyt podwórka. Szeregi okien, pootwieranych by zatęchłe mieszkania złapały oddech. Oddech pierwszego letniego deszczu. By napełniły swoje stare płuca wilgotnym zapachem chodnikowych płyt, podwórzowego piachu, mokrych cegieł . Deszcz pada co raz mocniej. Przez uchylone okno widzę szeregi pędzących ku ziemi kropel. Jedna za drugą nieprzerwanym strumieniem mkną ku ziemi by spełnić swoja misję. Uderzenia wodnych pocisków w podwórzowy pył wzbijają go w górę. Wymieszany z wodą rozbryzguje się szarym błotem. Betonowe podwórze zaczyna znikać pod warstwą wody, początkowo brudnej, szarej, a z czasem, kiedy zasysają ją wirujące leje deszczowej kanalizacji,  coraz czystszej . W betonową studnię podwórza zaczyna unosić się para.. Strumienie wody chciwie łapią słoneczny żar, ukryty w betonowych płytach i oddają go powietrzu. Ulewa, która pewno potrwa....... .

Wróciłem do okna. Nadal pada. Na środku podwórka stoi jakiś człowiek. Dżinsowa kurtka, pozlepiane deszczem długie włosy. Stoi z rękami w kieszeniach, z uniesioną głową . Po twarzy spływają mu deszczowe łzy. Nawet gdyby to były jego łzy zginęły by w nieustającym szlochu czarnych chmur. Wyciąga ręce z kieszeni. Wyciąga je przez siebie, obraca. Złączone dłonie chwytają wodę. Przemywa nią i tak juz mokra twarz. Wygląda jakby się uśmiechał, coś mówił . Z wysokości mojego poddasza nie słychać słów i śmiechu. Wyciąga ręce w górę. Łapie deszczowe łzy. Z bramy wybiega kilkoro dzieci . Biegną przez pokryte warstwą wody podwórko, wzbijając fontanny kropel. Śmieją się krzyczą . Dobiegają do niego i zaczynają krążyć w dziwacznych podskokach. Skok , okrzyk , śmiech , skok , śmiech, skok,  okrzyk.  Cała scena zamazuje się w przezroczystych rozbryzgach..  

Kategorie

Ostatnio dodane

Polecam

Bądź na bieżąco