Spotkanie...

dodane 16:58

            Chodzi mi po głowie Samarytanka, ta od studni i sześciu (chyba) mężów. Ten obraz jakoś do mnie przemawia. Studnia jako symbol spotkania z Nim. Miejsce gdzie On na nas czeka. Może to każdy kościoł jaki mijam po drodze do pracy, na zakupy. To takie dzisiejsze studnie, poustawiane tu i tam, w przeróżnych kształtach i różnym stanie technicznym. Zabytkowe, poskładane pracowicie z tysięcy czerwonych cegieł i te byle jakie, zlepione z byle czego. Studnie.

Ona przychodzi do takiej studni bo chce pić i dlatego niesie ze sobą ten pusty dzban, ale chce też kogoś spotkać, pogadać, wyżalić się, bo studnia to miejsce spotkań, od czasów Jakuba, prawie od zawsze. Boi się tych rozmów, boi się opinii na jej temat, ale ich potrzebuje i dlatego nie przemyka ukradkiem obok Jezusa, ale natychmiast przyjmuje zaproszenie do rozmowy. „Czego tu szukasz, przy studni bez jakiegokolwiek naczynia ? Po coś  tu przyszedł ?”- rzuca zaczepnie.

„Bo wiedziałem, że tu będziesz, bo chcę z tobą pogadać” - On też prowokuje, przyjmuje zaproponowaną konwencję.

„Ze mną ?” - dziwi się - Jestem beznadziejna, mam popaprane życie. Jestem jak ten dzban, zupełnie pusta i nie umiem z tym nic zrobić. O czym chcesz ze mną gadać ?”

„Fakt życie masz popaprane, jak mało kto” - przyznaje On - „ale ja mogę ci pomóc. Mogę wypełnić ten pusty dzban jakim jesteś i to nie tą ciepłą wodą ze studni.”

„Zrób to jeśli potrafisz”

„Potrafię, w końcu jestem Bogiem, tym Bogiem do jakiego modlisz się na waszej górze”

I ona w to wierzy. Wierzy, że facet przy studni jest Bogiem, że może napełnić jej puste życie sensem, Sobą. I On to robi, bo ona już biegnie do wioski i przyprowadza ze sobą innych. Przyprowadza ich mimo, że do tej pory nią gardzili, odsuwali na margines, ale teraz ida za nią, bo nie jest już pustym dzbanem z popapranym życiem.

W pewnej chwili tej rozmowy przestała pytać i postanowiła uwierzyć. On nie zrobił nic nadzwyczajnego, żadnego cudu, żadnego błysku. Zwyczajny, zmęczony facet przy studni, który powiedział jej „Jestem Bogiem” i ona postanowiła mu uwierzyć, tam przy tej zwyczajnej studni z ciepła wodą .

Przychodzę czasem do tych współczesnych studni i niby wiem, że On tam jest, niby wiem kim On jest. Schemat prawie ten sam. Wchodzę bo czuję, że moje pomysły na życie się wyczerpały, jestem jak pusty dzban. Opowiadam o moim popapranym życiu, wyrzucam z siebie wszystkie żale. On mówi, że wie i że pomoże, tylko ja tego nie słyszę. Czekam na cud, na deklarację na piśmie..... On ciągle mówi, „czego się martwisz , ja jestem Bogiem” . Niby tak....., ale czy mógłbyś to jakoś udowodnić ?

Kategorie

Ostatnio dodane

Polecam

Bądź na bieżąco