Wyobraźnia

dodane 19:00

Cokolwiek czynisz …

Pomysł na temat piątego sierpniowego felietonu na moim blogu zagościł w mojej głowie podczas zakupów w ulubionym przeze mnie i żonę markecie. Na tablicy przy stoisku z mięsem i wędliną pojawiła się złota myśl, którą błyskawicznie odnalazłem w smartfonie. Była to sentencja autorstwa Alberta Einsteina: „Wyobraźnia jest ważniejsza od wiedzy, ponieważ wiedza jest ograniczona”.

Czymże zatem jest wyobraźnia? Według Praktycznego Słownika Współczesnej Polszczyzny oznacza ona „właściwość umysłu ludzkiego, która pozwala przedstawić sobie obrazy czegoś, czego w danej chwili nie widzi, co nie istnieje, czego się nie doświadczyło”.

Gdybym był ministrem edukacji, wprowadziłbym w szkołach podstawowych obowiązkową naukę gry w warcaby, a następnie w szachy. Uczą one bowiem dobrze, w świetle mojego doświadczenia, umiejętności, którą celnie ujął wspomniany słownik: „Żeby zaskoczyć przeciwnika, potrzebna jest wyobraźnia, pozwalająca wyjść poza utarte schematy działania.”

Tak jak w powstałym w tym roku filmie Jona Erwina „Młody Waszyngton”, o którym na łamach „Gościa Niedzielnego” 30/2026 w artykule „Amerykańska rewolucja” Edward Kabiesz pisze, że „nie tworzy z niego idealnego bohatera. Przeciwnie – pokazuje jego błędy, zbytnią pewność siebie i porażki, z których wyciąga wnioski.”

Wspomniane gry mogłyby, moim skromnym zdaniem, przygotować uczniów do lepszego radzenia sobie z trudnościami w ich dorosłym życiu. Podczas zasadniczej służby wojskowej przed ponad czterdziestoma laty słyszałem często takie zdanie: „Im więcej potu na ćwiczeniach, tym mniej krwi na polu walki”. Wystarczy odrobina zdrowej wyobraźni, aby tę zasadę odnieść nie tylko do wojskowości.

Chodzi generalnie o to, aby młode pokolenie odróżniało dobro od zła, mądrość od głupoty i piękno od brzydoty i wybierało to pierwsze. Stąd wielka odpowiedzialność spoczywa na tych, od których zależy, czego uczą się dzieci i młodzież, jak też od tego, czego się nie uczą, a powinni.

W Ewangelii wg Świętego Mateusza 7,12 znajdujemy cenną myśl, opatrzoną jasnym tytułem „Złota zasada postępowania”: „Wszystko więc, co chcielibyście, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie. Tego bowiem wymaga Prawo i Prorocy.”

Jaki piękny byłby świat, gdybyśmy zasadę powyższą stosowali w każdej sferze naszego życia. Czyż nie jest ona zrozumiała dla wszystkich ludzi dobrej woli? Ponad podziałami wyznaniowymi, religijnymi i politycznymi?  Czyżby brakowało nam potrzebnej w tym względzie wyobraźni?

Już starożytny filozof Diogenes sformułował inspirującą mnie od dłuższego czasu radę: „Cokolwiek czynisz, czyń roztropnie i patrz końca”. Czyż ludzie czyniący zło w różnej postaci nie znają rzeczywiście tej rady? Czyż są aż tak ślepi i głusi na jej przesłanie? Czy naprawdę nie dostrzegają upadków tak wielu tyranii w historii Europy i świata? Czy niczego ich one nie uczą?

W podarowanym mi przez najmłodszą z trzech córek kalendarzu o. Adama Szustaka OP na ten rok trafiłem w lipcu na jakże wymowną myśl hiszpańskiego pisarza Carlosa Ruiza Zafóna: „Kto nie wie, dokąd zmierza, nigdy nigdzie nie dojdzie.”

Czy wiem, dokąd zmierzam? Czy pielęgnuję i rozwijam moją wyobraźnię o życiu po życiu, czyli o niebie? Czy przemawiają do mnie słowa oazowej i pielgrzymkowej piosenki: „Ja nie narzekam, chociaż wiele tu nie mam,/ Izdebkę małą i więcej  nic./ Ale w wieczności, w tej ojczyźnie niebieskiej,/ Będę miał pałac, co złotem lśni.”?

Grzegorz Joachim Jarmużewski