Nowy post

dodane 22:47

Już dawno nie pisałam...

I oto przedostatnia sesja egzaminacyjna... W miarę posuwania się "do przodu", narastają obawy, i pytanie: co dalej? Jeszcze pozostaje tyle niewiadomych... Bo nawet ukończenie studiów nie oznacza pewności pracy w zawodzie - więc pozostaje cierpliwe oczekiwanie i zawierzenie... Bo nadal zapytuję, czy to Jego wola, by mnie uczynić lekarzem - ale wiele wskazuje, że tak... Tyle lat na studiach - a może skończyć się inaczej, niż oczekiwano...

Wiele obaw, nawet wprost udręk... Widzę coraz mocniej upadek etyki zawodowej, a także skłonność do przedmiotowego traktowania pacjentów - to drugie wyczuwam czasem i u siebie... Wśród zajęć, zaliczeń, pytań, napiętego planu nawiązanie relacji lekarz - pacjent, poświęcenie chorym należnej uwagi, traktowanie ich z szacunkiem i stosowną delikatnością okazuje się prawdziwą sztuką - i jest nie mniej ważne od umiejętności ściśle "praktycznych"...

Kiedyś napotkałam informację, która mocno wyryła się w mojej pamięci.... Gdy matka Teresa z Kalkuty po porannej adoracji Najświętszego Sakramentu rozsyłała siostry do pracy, do chorych, na ulice, mówiła im: "Pamiętajcie: Chrystus w Najświętszym Sakramencie i Chrystus w ciałach chorych to ten sam Chrystus".

Zatem modlitwą i pracą (na razie na studiach...) chcę jeszcze bardziej rozeznawać i wypełniać wolę Pana... Choć czuję się bardzo słaba i krucha - jak "naczynie gliniane"...

nd pn wt śr cz pt sb

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

12

13

14

15

16

17

18

19

20

21

22

23

24

25

26

27

28

29

30

31

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

Dzisiaj: 14.12.2019