Churching...

dodane 22:49

... tęsknota za wspólnotą?

Zjawisko churchingu obijało mi się od czasu do czasu o uszy. Kiedy wspominam związane z nim wypowiedzi różnych ludzi: - nie lubisz księdza z parafii? - możesz chodzić na msze do innej parafii! Taka jest jedna strona tego zjawiska. To znaczy, bywa czasami, że z różnych przyczyn, konfliktu z proboszczem, nie sprzyjającej naszej wrażliwości atmosferze w parafii, zwyczajnie nie mamy ochoty chodzić do tego akurat kościoła. Mamy do tego prawo. I mądrą rzeczą jest, że nie rezygnujemy z udziału w życiu Kościoła w ogóle, ale szukamy innych miejsc, które bardziej nam sprzyjają. Kościół jest różnorodny, każdy znajdzie coś dla siebie.

Od ponad już prawie dwóch lat przytrafia mi się praktykowanie churchingu. Nie czuję się w swojej parafii komfortowo, zresztą nie to jest najważniejsze. Chcę zwrócić uwagę na to, że dla mnie jest to odczuwanie pewnego braku. Szukam, odwiedzam różne parafie, włóczę się po nich. Mam jedną, ulubioną, którą odwiedzam najczęściej, ale cały czas czuję, że nie jestem w pełni jej członkiem. 
Nie myślę o stricte instytucjonalnym byciu w tej, czy innej parafii, ale o byciu we wspólnocie. A wspólnotę tworzą ludzie bliscy, znający się, razem pracujący w jasno określonym celu, dla pewnej idei. Nie możemy zbawić się sami. Tylko w kontakcie z drugim człowiekiem możemy dążyć do wiecznego szczęścia. I do tego potrzebna jest nam wspólnota, do zbawienia!

Dlatego myślę, że to zjawisko łatwo jest znieść ludziom osadzonym już w różnych wspólnotach. 

Ważne jest poczucie przynależności - to nasza tożsamość.