Codzienność, Złośliwości

Ręce opadają

dodane 15:49

A w zasadzie opadły już dawno. Tylko...

To było dawno temu. W czasach słusznie minionych. Pojechałem do podkrakowskiej Doliny Kobylańskiej szukać znajomego. Nie, nie zgubił się, ale szkolił żołnierzy, a potrzebowałem szybkiego z nim kontaktu. Znalazłem. Tyle że stał na skałce zajęty tłumaczeniem szkolonemu jakiegoś wspinaczkowego czy asekuracyjnego niuansu. Spoko, można poczekać. Żołnierze, widać zmęczeni, zdawali się drzemać. Siadłem... Po jakichś kilkunastu może minutach  z góry rozległa się gromka prośba instruktora, by ktoś z dołu doniósł leżącą nieopodal linę. Starszy żołnierz podniósł się od niechcenia i rozejrzał. "Ty pójdziesz" wskazał na któregoś z młodych. No i się zaczęło. Lament, czemu ja, dlaczego nie kto inny! "Ja pójdę" zgłosił się na ochotnika ów jakiś inny. "Nie, wyznaczyłem tego a tego" upierał się "starszy"... Nie pamiętam, który w końcu poszedł. Zdziwiła mnie jednak ta reakcja. Tak, to mogła być kolejna kropla w całym morzu różnorakich szykan wobec tego żołnierza; to mogła być "fala". Z drugiej strony czy faktycznie było się o co ciskać? - pomyślałem. Nic by się nie stało, gdyby bez słowa poszedł. Przecież to nie było nie wiadomo jak trudne do wykonania i czasochłonne zadanie. Pięć minut? Dziesięć? Nie w nocy, tylko w biały dzień? I to kiedy już od jakiegoś czasu leżeli sobie i odpoczywali? 

Widziałem potem w życiu podobne postawy. Rzadko, ale jednak. Oczekiwanie, że ktoś zrobi za tego kogoś, chętne korzystanie z czyjejś pracy, ale gdy przyszło zrobić coś dla innych, podzielić się z nimi owocami swojej pracy - o, co to, to nie! "My", gdy korzystam, "ja" gdy z tego, co zrobiłem mógłby skorzystać też ktoś inny... Trudno mi takie postawy zrozumieć. Cóż, człowiek uczy się całe życie. A i tak głupi umrze...

nd pn wt śr cz pt sb

30

31

1

3

4

5

6

7

8

9

10

11

12

13

14

15

16

17

18

19

20

21

22

23

24

25

26

27

28

29

30

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

Dzisiaj: 07.09.2026