Archiwum dla kategorii 'Zielono mi na co dzień'

Bóg jest miłośnikiem procesu

Jakoś tak wychodzi, może z racji moich osobistych doświadczeń, ale ostatnio wiele słucham dziewczyn "po" i takich, które są w kryzysie.

Czytaj dalej

06.05.2018

o wypełnianiu braków

Martwiliście się kiedyś, że podejmując jakieś decyzje tracicie, jakąś ważną dla siebie możliwość?

Czytaj dalej

22.02.2018

Coś nie wyszło...

...no tak prawdziwa kobieta ze mnie. Patrzę na świat i jestem święcie przekonana, że "przecież wszyscy się domyślą".

Czytaj dalej

13.02.2018

Trudne decyzje

Wiedziałam, że to się kiedyś stanie, ale... jak zawsze gdy się dzieje byłam zaskoczona. Mimo, że ze wspólnotą niewiele mnie już łączy, wiedziałam, że na jego pogrzeb powinnam pojechać. Powinnam pojechać bo wiele lat słuchałam go i uczyłam się od niego patrzeć na Kościół, to on uczył mnie widzieć w Liturgii tą małą szparę przez którą widać niebo i... uczestniczy się w niebie. To ja przez pół roku byłam delegowana do opieki nad nim we wszystkich codziennych czynnościach i czuwałam na każde jego wezwanie. W końcu to on umiał mi czytać w sercu - tych dziesięć lat temu kiedy pierwszy raz się spotkaliśmy i rozmawialiśmy, jak i potem wielokrotnie... i nawet kiedy już był schorowany i bardzo słaby to uparcie chciał przewodniczyć Mszy moich pierwszych ślubów i wygłosić kazanie, które dla wielu było piękne ale chyba tylko ja i on znaliśmy jego "drugie dno". Siedziałam wtedy w kaplicy przy ołtarzu patrząc na niego, który z pasją mówił o prostych sprawach i relacjach i... dziwiłam się skąd on zna mój predykat (to takie dookreślenie indywidualnej duchowości, które dopiero przy ślubach wieczystych jest ogłaszane), skoro o nim nikomu nie mówiłam.

Do pogrzebu został tydzień, ale i tak tych 600km z Gdańska to karkołomna podróż i naprawdę spore obciążenie finansowe. Od dwóch dni biję się z myślami bo pojechać powinnam, ale na siłach się nie czuję. Póki co czekam na załatwienie noclegu - jeżeli znajdzie się dla mnie miejsce w Sandomierzu to pojadę, nawet kosztem dwóch dni urlopu. Tak po prostu by podziękować za naukę...

Zmarł bp Wacław Świerzawski.

08.10.2017

Hmm...

...a gdyby tak reaktywować bloga po 8 latach leżakowania?

Taka właśnie mnie rano naszła myśl. Myśl jak myśl - kiedy ma się urlop można myśleć o sprawach o najniższym priorytecie bez stresu, że na coś innego nie starczy czasu. Właściwie miałam spędzić jeszcze kilka dni na głębokich Kaszubach, ale z powodu nawałnic przechodzących w weekend nad Polską musiałam się stamtąd ewakuować (brak prądu był dokuczliwy tylko z powodu niedziałającej lodówki, ale jednak ;) ). Siedzę więc w domu, oddając się błogiemu nic-nie-robieniu. Nawet swoją komórkę zostawiłam (przez przypadek) u rodziców w domu i tym sposobem naprawdę nic mnie nie rozprasza.

Co do bloga hmm... od ponad roku chodzi za mną myśl by wrócić do pisania. Prawie sześć lat w zakonie, a później kolejne "wracania do normalności" spowodowały, że założyłam iż ta strona powinna iść do zakopania. Wydawało mi się, że nie mam o czym pisać. Brakowało mi "tematu przewodniego". Kiedyś byłam studentką dwóch kierunków, miałam kilka ciekawych zaangażowań - mogło to być ciekawe. Potem miałam kilka lat wypełnionych przygodami zakonnymi (tam to dopiero było o czym pisać, choć wtedy nie mogłam tego robić ;) ). W końcu miałam kolejne lata w zderzeniu z post-zakonną rzeczywistością - tutaj nawet jak chciałam pisać to było to zbyt bolesne, zbyt jednostronne i zbyt emocjonalne - takie nie w moim stylu. Pewnie, jestem cholerykiem i nie raz pojawiały się tutaj "emocjonalne wpisy", ale one wynikały z połączenia mojej codzienności i charakteru, a w tamtym okresie ta zbytnia emocjonalność wynikała po prostu z bycia w kryzysie - nikogo by nie budowała, a we mnie by jeszcze bardziej rozdrapywała rany (choć pewnie udawałabym, że to takie pomocne, wygadać swój ból ;) ). Ale ostatecznie to już za mną, spokojnie mogę wrócić do pisania... tylko, że... i tutaj pojawia się problem. Bo tak naprawdę dopiero teraz wydaje mi się, że za bardzo nie mam o czym pisać. Ustabilizowane życie, praca w IT (wcześniej przez chwilę byłam dziennikarzem - to mogłoby być ciekawe ;) ), raz do roku urlop, z podobną częstotliwością wyjazd na jakąś ogólnoeuropejską konferencję, wieczorne spacery po plaży... takie to jakieś nijakie na pisanie bloga. Ale może warto spróbować?

No i jest jeszcze drugi pomysł, bardziej zbliżony do tematyki portalu - głęboko chodzi mi po głowie ta przestrzeń gdzie styka się świeckość i konsekracja. Jako, że temat jest mi bliski (żeby nie powiedzieć osobisty ;) ), od jakiegoś czasu przeglądałam strony/blogi/fora w tym temacie. Niestety mam wrażenie, że w polskim internecie, albo bardzo płytko się o tym pisze (poza opracowaniami dokumentów kościelnych), albo... strasznie cukierkowato. Biskup, którego bardzo szanuję kiedyś mi powiedział, że "jeśli czegoś nie ma, to Ty to włóż we wspólnotę" i może powinnam tą radę zastosować w tym przypadku. Natomiast nie wiem czy warto ciągnąć to w tym blogu, czy może założyć oddzielnego, dedykowanego bloga (phi! optymistycznie zakładam, że będę miała coś do powiedzenia w temacie ;) ). Macie jakieś pomysły (a tu zakładam, że nie wszyscy czytelnicy tego bloga umarli ;) )?

Niezależnie od wszystkiego, w zielonym świeci dziś pojawia się nowy wpis! ;)

15.08.2017

© Copyright 2010; W green świecie. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Skórka: Z bliska widać niewidoczne | Korzystając z serwisów wiara.pl akceptujesz warunki regulaminu.
Znalazłeś treści naruszające regulamin? Powiadom nas!

 

| załóż konto i pisz bloga

zgłoś błąd