Archiwum dla kategorii 'Mrówczątka'

Ja się nie zgadzam!

Nie zgadzam się na takie traktowanie dzieci. Nie zgadzam się na taką atmosferę. Nie zgadzam się na nie wychowywanie. Po prostu nie, nie, nie!

Czasem ta bezsilność jest straszna... ilekroć uświadamiam sobie źródło cierpienia moich dzieci chce krzyczeć. Jeden z moich małych podopiecznych znów jest agresywny, znów byle co go denerwuje, nie można go upilnować... w szkole wyniki na łeb na szyję spadają, w świetlicy to taka cykająca bomba, która nie wiadomo kiedy wybuchnie. Rozmawiałam z nim - odpowiadał półsłówkami, wykręcał się, krzyczał... długo zajęło mi uspokojenie go, potem powoli zaczęliśmy wykonywać nasze przydzielone zajęcie. Ot świetlicowa rzeczywistość kiedy rodzice po raz kolejny łapią bakcyla butelki z czystą.

15.04.2008

1% to naprawdę wiele!

Zaproszono mnie dziś do programu na żywo dotyczącego organizacji pożytku publicznego. Po programie podeszłam do naczelnika urzędu skarbowego - okazał się przemiłym człowiekiem, z którym kilkadziesiąt minut rozmowy minęło w mgnieniu oka. Rozmawialiśmy o przelewaniu pieniędzy z jednego procenta na nasze konto - ustawa mówi o 3 miesiącach zwłoki ale przy rozliczeniu pieniędzy do końca kwietnia my (jak i pozostałe organizacje pożytku publicznego) potencjalnie możemy je zobaczyć dopiero w lipcu. Dla tak małego stowarzyszenia jak moje, które prowadzi świetlicę dla 20ga dzieci ta zwłoka jest bardzo wyraźnie odczuwalna. W zeszłym roku pieniądze z 1% stanowiły 30% naszego dochodu - to bardzo dużo. Na tyle dużo, że mogliśmy wszyscy razem wyjechać na letnie wakacji do Węgorzewa i tydzień ferii zimowych do Stolicy, a jeszcze trochę zostało.

Niestety pan z urzędu skarbowego nie miał dla mnie dobrych wiadomości - pieniądze na całe szczęście nie będą przekawyzane jednorazowo a w kilku ratach - na zakończenie okresu czasu, ale do lipca i tak nie będę wiedzieć ile tych darowizn będzie. Trudno tak zaplanować wakacje (bo te sprawy już teraz trzeba rezerwować i choć zaliczki wpłacać), trudno robić jakieś przewidywania na przyszły rok szkolny (to zawsze czas wielkich wydatków również dla nas bo doposażamy dzieci), trudno przewidywać... ale i tak bardzo się cieszę, że mieliśmy szansę się pokazać w głównym programie gospodarczym regionu, no i... Pan Bóg nad nami czuwa bo ekipa telewizyjna trafiła do nas "przez pomyłkę". Oby częściej takie pomyłki.

A na koniec tylko przypomnę, że trzeba się rozliczyć z US do końca kwietnia, jeżeli chcielibyście pomóc moim dzieciakom w świetlicy proszę wypełnijcie ostatnie rubryczki PITa:

Nazwa: Stowarzyszenie "Dom Rodzinny Nasze Dzieci"

KRS: 0000014996

26.03.2008

Pierniczone pierniki

Kilka z 300Święta coraz bliżej... ale nie mam zamiaru pisać o świętach a o moich dzieciach. Zmusili mnie do pieczenia pierników, ja zmusiłam mojego kolegę ze studiów, on swoich współlokatorów i tak jakoś siedzieliśmy 11h i dawaliśmy się ponieść kucharskiej kreatywności. W niedzielę będziemy je rozdawać prosząc o wsparcie dla świetlicy hmm... zobaczymy co z tego będzie :]

28.11.2007

Małe cuda na podwórku

Zostałam mile zaskoczona. Proboszcz parafii na terenie której prowadzę świetlicę przy okazji rozmów dotyczących wspólnej akcji świątecznej zaoferował mi pomoc o której nawet bym nie marzyła. Mianowicie powiedział, że planuje dalszą rozbudowę i chciałby przeznaczyć kilka pomieszczeń pod świetlicę. Ostatnio w naszym lokum coraz ciaśniej nam było... coraz częściej pojawiały się tematy o szukaniu jakiegoś innego miejsca, a tutaj... Boże a jednak w tym mieście są dobrzy księża. Oczywiście to projekt na lata, ale znając przedsiębiorczość tego farorza jak coś powie to tak będzie :)

13.11.2007

I tak będzie po chrześcijańsku

Mieliśmy zjeść posiłek, tak jak zawsze. Dzieciaki nakryły do stołu, ja ostatnie dzieciątko pogoniłam z łazienki bo się guzdrało, sama też umyłam ręce. Dołączyłam do stołu jako ostatnia. Stoję, dzieciaki i wolontariuszka siedzi. "No to zaczynamy" i już kątem oka widzę ręce biegnące do talerza z drożdżówkami. "Nie, poczekajcie! Zaczynamy ale modlitwę". Dzieciaki niepewne, patrzę na wolontariuszkę, która minę ma skrzywioną jakbym kazała jej przerzucić tonę węgla. Czekam na reakcję... nic. Zarządzam wstanie, "Ty też" rzucam do dziewczyny, która teoretycznie powinna dawać przykład, ona tylko coś niezadowolona mruknęła do jednego z dzieci. Przeżegnaliśmy się i czekam... cisza. "Jeśli się nie pomodlimy to możecie zapomnieć o jedzeniu" - przestaję prosić. W końcu jedna dziewczynka zaczyna "Pobłogosław Panie Boże nas..." dalej już jakoś poszło.

Martwi mnie ta moja wolontariuszka... nawet bardzo.

29.10.2007

© Copyright 2010; W green świecie. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Skórka: Z bliska widać niewidoczne | Korzystając z serwisów wiara.pl akceptujesz warunki regulaminu.
Znalazłeś treści naruszające regulamin? Powiadom nas!

 

| załóż konto i pisz bloga

zgłoś błąd