« grr...

Trudne decyzje

08.10.2017

Wiedziałam, że to się kiedyś stanie, ale... jak zawsze gdy się dzieje byłam zaskoczona. Mimo, że ze wspólnotą niewiele mnie już łączy, wiedziałam, że na jego pogrzeb powinnam pojechać. Powinnam pojechać bo wiele lat słuchałam go i uczyłam się od niego patrzeć na Kościół, to on uczył mnie widzieć w Liturgii tą małą szparę przez którą widać niebo i... uczestniczy się w niebie. To ja przez pół roku byłam delegowana do opieki nad nim we wszystkich codziennych czynnościach i czuwałam na każde jego wezwanie. W końcu to on umiał mi czytać w sercu - tych dziesięć lat temu kiedy pierwszy raz się spotkaliśmy i rozmawialiśmy, jak i potem wielokrotnie... i nawet kiedy już był schorowany i bardzo słaby to uparcie chciał przewodniczyć Mszy moich pierwszych ślubów i wygłosić kazanie, które dla wielu było piękne ale chyba tylko ja i on znaliśmy jego "drugie dno". Siedziałam wtedy w kaplicy przy ołtarzu patrząc na niego, który z pasją mówił o prostych sprawach i relacjach i... dziwiłam się skąd on zna mój predykat (to takie dookreślenie indywidualnej duchowości, które dopiero przy ślubach wieczystych jest ogłaszane), skoro o nim nikomu nie mówiłam.

Do pogrzebu został tydzień, ale i tak tych 600km z Gdańska to karkołomna podróż i naprawdę spore obciążenie finansowe. Od dwóch dni biję się z myślami bo pojechać powinnam, ale na siłach się nie czuję. Póki co czekam na załatwienie noclegu - jeżeli znajdzie się dla mnie miejsce w Sandomierzu to pojadę, nawet kosztem dwóch dni urlopu. Tak po prostu by podziękować za naukę...

Zmarł bp Wacław Świerzawski.

Wpis w kategorii: Zielono mi na co dzień

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Musisz być , aby zamieścić komentarz.

© Copyright 2010; W green świecie. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Skórka: Z bliska widać niewidoczne | Korzystając z serwisów wiara.pl akceptujesz warunki regulaminu.
Znalazłeś treści naruszające regulamin? Powiadom nas!

 

| załóż konto i pisz bloga

zgłoś błąd