Najpierw swoich
Środa XIV Tygodnia Zwykłego - 09.07.2008 (Mt 10,1-7)
Nie idźcie do pogan i nie wstępujcie do żadnego miasta samarytańskiego. Idźcie raczej do owiec, które poginęły z domu Izraela.
Dziwne wydawać by się mogły te słowa, biorąc pod uwagę fakt, iż Jezus przyszedł na świat, aby zbawić wszystkich ludzi. Sam zresztą powie później: “Idźcie na cały świat i nauczajcie wszystkie narody.” Jednakże najpierw troszczy się o ten naród, który wybrał szczególnie, od niego zaczyna.
I dla nas jest to cenna wskazówka i przykład. Bo czyż nie bywa niekiedy tak, że bardziej troszczymy się, działamy, dajemy świadectwo ludziom, którzy są nam w zasadzie obcy, a zaniedbujemy tych, o których przede wszystkim powinniśmy się troszczyć - czyli swoich najbliższych? I nie chodzi tu o sprawy materialne - ale te dotyczące wiary.
11 lipiec, 2008 o 7:57 am
To prawda, często tak się dzieje. Dlaczego? Może z obawy przed niezrozumieniem, wyśmianiem, może uważamy, że najbliżsi tego tak nie potrzebują. Zresztą, jak mówią, łatwiej jest kochać tego bliźniego, który jest daleko, niż tego, który na codzień jest z nami i “robi nam sprawdzian” z naszej miłości i wiary. To przejawia się też w wielu innych dziedzinach. Często mąż, żona dla znajomych czy współpracowników są mili, oddani, a po powrocie do domu zmieniają się w tyranów. Ech… przykłady można by mnożyć. Sama często łapię się na tym, że podejmuję modlitwę w różnych intencjach, chociaż staram się nie zaniedbywać modlitwy za tych, których kocham.
11 lipiec, 2008 o 8:22 am
no cóż,czasem łatwiej dostrzec uznanie w oczach innych,niż własnej rodziny…nie tylko dlatego,ze ona zna nas lepiej,zna nasze błędy i słabości..ale i my jesteśmy bardziej surowsi w ich ocenianiu(zmienianiu)…tak,czasem łatwiej przebywać z obcymi nam ludźmi
11 lipiec, 2008 o 6:39 pm
Dokladnie. Mysle, ze takie nawracanie bliznich czesto podszyte jest faryzeizmem. Do nawracania obcych wystarczy nasze zewnetrzne poukladanie, kilka gestow, ktore niewiele kosztuja, bez zmiany systemu wartosci, bez myslenia “na sposob Bozy”. Zeby byc swiadkiem dla najblizszych, potrzeba prawdziwej wiary, sprawdzanej w codziennych trudnosciach. Najblizsi widza, co jest trescia naszego zycia, co nas “nakreca”.