Natura miłości

Zanim zaistniała już ją miała. A my nadajemy jej teraz ludzkie ramy ofiarując jej własne dusze i to co w nich jest.

To chyba jedyna sytuacja, w której uległość oznacza wzrost i oczyszczanie - przez poznawanie miłości i jednoczenie się z nią... Czy to ona nas tak wysoko wynosi? Tak, bo nie można wynieść człowieka wyżej niż przez wydobywanie z niego jego całej głębi i całego piękna!

Mówi się, że kochamy wolą i uczuciem. A ja dodam, że przenikając siebie nawzajem jednoczymy jedno z drugim i stajemy się oboje jedną naturą i jedną osobą. Miłość zmysłowa i duchowa nie muszą się przy tym zakłócać - jeśli zmysły nie hamują rozwoju duszy.

Miłość, która bierze początek z Boga rośnie tylko w powiązaniu z Nim, nieustannie oczyszczając ze wszystkiego co do Niego nie prowadzi. Daje nam czas, przestrzeń i okoliczności na nasz zamierzony przez Niego wzrost a później - życiowy plon.

Widzę już, jak ewoluujesz, a ja z kolei jestem jak ten statek, co szykuje się do rejsu, bo wymaga jeszcze napraw i doglądania.

Mamy tylko jedno życie na ziemi i cieszę się, że ciebie w nim spotkałem. Bóg wybrał ciebie, by pokazać mi miłość. I już nie raz widziałem prawie jej pełnię. Nie chcę tego stracić. A życie płynie i nigdy nie stoi w miejscu. Pokonujmy ten czas i tą przestrzeń zbliżając się do Boga, do wieczności. Tam jest nasza Ojczyzna, jest kres i wypełnienie.

Dziś też deszcz mnie oczyszczał. Szedłem pieszo prawie godzinę, a on padał i padał, jakby miłość chciała mi pokazać, że własnie tak chce mnie oczyszczać - stale i każdą świadomie przeżytą chwilą.

21.02.2017

Pełną piersią

Pierwszy raz czuję, że tak kocham, i że ktoś mnie tak kocha, bo to kochanie podąża za mną, jak cień i jest zawsze tam, gdzie ja jestem. Myślisz o mnie. I jednocześnie ja myślę o tobie. To przychodzi tak naturalne, jak pory roku, które nastają po sobie. Widocznie nasza miłość mieści się w tym największym Bożym porządku i harmonizuje z nim. Dlatego każde nasze oddalenie wyrywa nas z niego, a wyrywanie - to bolesne zaburzenie tego harmonijnego rytmu.
Ale miłość należy do życia i szuka spełnienia też w rzeczywistości sensu stricto. Nie zapominajmy jednak, że jest ze swojej natury duchowa i przede wszystkim spełnia się w swoim naturalnym środowisku - w sercu i duszach dwóch osób. Gdybyśmy nie żyli na ziemi to może by to wystarczyło, bo Królestwo Boże jest w nas samych i jak mówi sam Chrystus - nie jest z tego świata. Tego nie wolno nam zgubić, to jest to najważniejsze spełnienie, a co do ziemi - tak, trzeba tu, żyjąc na niej, znaleźć tylko pole dla jej rozwoju. To jest jakby to drugie jej płuco, którym też chce oddychać.  

05.02.2017

Po to wstaję

Zdałem sobie sprawę, jaka jest nasza miłość: piękna i trudna, bo pomimo moich i twoich błędów, wahań nastrojów, porażek i grzechów - taka ambitna, dotykająca tego co najważniejsze i najgłębsze w życiu i w nas. Wciąż zadaje nam pytania i daje odpowiedzi odkrywając, co jest kluczem do niej samej, do życia, do śmierci, do wieczności, do Boga, do dobra i do tajemnicy zła. Dlatego tak często balansujemy na granicy, dotykając spraw i stanów ostatecznych, ale i najważniejszych. Bo co jest ważniejszego od życia, śmierci, Boga, duszy i samej miłości?

Tak trudno czasem przebrnąć przez nasze uszkodzenia i niedoskonałości, ale okazuje się, że miłość jest większa, doskonalsza, i że zostaliśmy nią obdarowani. Kocham cię całą - taką, jaką się narodziłaś i jaką się stałaś, i choć czasem nie daję sobie rady i upadam, to wstaję też po to, żeby kochać cię dalej.

 

29.01.2017

Sztuka przemijania

Uchwycić czas w locie, każdą chwilę zapisaną życiem i każdy dzień, który mknie, rozmowę i serca bicie, w cieple i w zimnie, w trwodze i w zachwycie. Złapać i poczuć – w świątyni, nad brzegiem jeziora i na ulicach miasta. Z Tobą. Miłością. W dzień i w nocy, o zmierzchu i o świcie otwierać dusze i nasycać nią obficie. Modlić się na kolanach, patrzeć sobie w oczy, ocierać je z łez, całować, delikatnie leczyć rany - być niczym naród wybrany wędrujący do Ziemi Obiecanej.

Tak pochwycone przez nas chwile przemijają bardzo szybko, ale też mile, wiedząc, że nie sa stracone, bo wypełnione tym, co powstaje między nami. A stwarza to Ten, który w nas miłość zasiał i nas nią prowadzi.

23.01.2017

Ta niezniszczalna cząstka

Dziecko Boże musi żyć. Już raz to napisałem, ale nie wiedziałem wtedy jeszcze, jakie to trudne i czego od nas będzie wymagało. Ale przecież skoro tak pięknie zaistniało, to po to właśnie, żeby dalej żyć i dawać o sobie świadectwo.

Łatwo o miłości mówić, a nawet wiersze pisać, ale niełatwo z nią pracować i trwać w niej do końca. Czasem uciekam, bo tyle jest we mnie, że aż się boję w siebie zajrzeć. Ale ona już się tam zakorzeniła i nie daje mi spokoju. Trudno udawać ślepca czy zamknąć oczy i odejść, gdy pokochała Cię kobieta tak inna, choć tak znajoma. Nie odejdziesz od niej bo wiesz, że nie masz dokąd. Pełni uczuć się nie zamienia.

Co Pan Bóg myśli gdy patrzy na taką miłość, którą sam stworzył? I czy sobie z nią poradzimy? Zniesiemy wszystkie trudy i doświadczenia? Czy potrafimy uporać się z samym sobą? Podnieść się po niespodziewanym ciosie?

A Dziecko Boże tylko patrzy na to, co się wokół niego dzieje, czasem nic z tego nie rozumie, a czasem się po prostu śmieje, budząc nadzieję na lepsze życie. To, co jest tak czyste nie niszczeje, to ta cząstka która daje odrodzenie dusz.

17.01.2017

© Copyright 2010; Dziecko Boże. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Skórka: Kwiaty giną na mrozie... | Korzystając z serwisów wiara.pl akceptujesz warunki regulaminu.
Znalazłeś treści naruszające regulamin? Powiadom nas!

 

| załóż konto i pisz bloga

zgłoś błąd