Archiwum dla kategorii 'Moja droga.'

Moje szczęście

Dajesz mi Siebie, w Komunii i Chlebie

Czytaj dalej

18.09.2017

Droga (5)

Od maja 2016. Piszę w kwietniu 2017 .

Czytaj dalej

17.04.2017

Droga (4)

To było pisane prawie na bierząco.

Czytaj dalej

16.04.2017

Droga (3)

W tym czasie Pan powiedział do mnie ,żebym to wszystko odstawił na półkę ,a jak przyjdzie czas to mnie zawoła.

W nocy z 21-12 na 22-12-2012r  miałem sen w którym przyniesiono nowo narodzone niemowlę. Pomyślałem –jak dawno nie miałem na rękach takiego maleństwa. Podano mi na ręce niemowlę. Wziąłem je na ręce i powiedziało do mnie „zaczynaj” W tym momencie odczułem ogromną radość. Obudziłem się i pomyślałem ,że Pan objawił mi dzień swoich narodzin. W lutym 2013r napisałem sms do ks. Pawła ,aby zaczynał krucjatę ale mi nie odpowiedział. Napisałem ,że jeżeli nie chce rozpocząć krucjaty to niech odda mi swoje posłannictwo ale też nie odpowiedział. Pewnie myśli ,że jeżeli to pochodzi od Pana to Pan sobie poradzi. Myślę ,że wobec naszego „nie” Pan jest bezradny. W 2013r. poszedłem z tą sprawą do ks. Proboszcza (ks. Mateusz) Po krótkiej rozmowie jak powiedziałem ,że jestem prorokiem to mnie zbył i powiedział żebym opisał to w krótkim liście. W sierpniu 2013r. przekazałem na ręce proboszcza „list do hierarchów kościoła” Do dzisiaj nie dostałem odpowiedzi i myślę ,ze list został wyrzucony do kosza. W styczniu 2015r. dostałem z poczty polskiej wezwanie do zapłaty za abonament RTV na moją zmarłą siedem lat wcześniej żonę za pięć lat wstecz na kwotę ok. 1400 PLN Wezwanie nosiło nr ok. 105000. Tydzień wcześniej obejrzałem program o komorniku ,który wpadł do rolnika i zabrał traktor chociaż człowiek ten nie miał żadnych długów. Program ten był pokazany w taki sposób ,żeby przestraszyć przed komornikiem jak najwięcej osób. Ja dostałem list ok. 20-01 więc myślę ,że w skali kraju mogło być takich listów i 300000.Nasza władza posłużyła się manipulacją ,żeby ludzie się nie odwoływali tylko ,żeby przestraszeni płacili takie kwoty ,a dotyczy to w większości ludzi biednych. W tym czasie dużo mówiono również o kredytach frankowych więc zainteresowałem się tym tematem. W latach 2006-2008 w europie udzielono kredytów we frankach na kwotę powyżej 200 mld franków. W Polsce było to ok. 100 mld złotych W związku z tym ,że u nas wypłacano złotówki to wszystkie waluty w tym czasie staniały ok. 20% .Jako ,że frankami rządzi bank szwajcarski to należy sądzić ,że te pieniądze pożyczył bank Szwajcarii. Następnie przestano pożyczać we frankach i zaczęto ściągać dług. Kurs franka zaczął szybko rosnąć. Jeżeli jedna strona umowy wie po jakim kursie będzie spłacany dług ,a drugą stronę umowy przekonuje się o stabilności kursu waluty to to jest oszustwo. W sprawie oszustwa frankowego przyszedłem do proboszcza (ks. Wacław) Zacząłem przedstawiać sprawę i w pewnym momencie powiedziałem ,że jestem prorokiem. Od tego momentu ks. Proboszcz szukał pretekstu ,żeby wyplątać się z tej rozmowy. Powołał się na ewangelię ,w której do Pana Jezusa przyszedł młodzieniec z prośbą o wstawiennictwo ,żeby jego brat podzielił się spadkiem. Pan Jezus odpowiedział  „ nikt mnie nie uczynił waszym sędzią”. Rozmowa się skończyła. W nocy nie mogłem spać i o tym myślałem. Przytoczony fragment w żaden sposób nie pasuje do zaistniałej sytuacji ponieważ młodzieniec przyszedł w swojej prywatnej sprawie ,a ja przyszedłem w sprawie miliona moich oszukanych braci.

W liście do proboszcza z dnia 31-01 napisałem ,że Pan Jezus widział księdza jak opowiadał przypowieść o dobrym samarytaninie. Pan Jezus często zwracał się bardzo krytycznie do ludzi sprawujących władzę i mówił im prawdę prosto w oczy. Dzisiejszy kościół nie mówi prawdy prosto w oczy ,ale prowadzi politykę. Ks. Proboszcz nie ustosunkował się do listu.

Ksiądz Proboszcz odprawiając Mszę św. O godzinie 17. 30 w dzień powszedni ,często rozpoczynał tą Mszę dwie – trzy minuty wcześniej  - następnie wygłaszał dosyć długie kazanie – tak ,że Msza ,która powinna zacząć się o 18. 00 zaczynała się ze znacznym opóźnieniem. Zdarzało się ,że było to 10. 00 minut.W niedzielę palmową ks. Proboszcz odprawiając mszę powiedział ,że w tym dniu nie wygłasza się kazań ,a następnie wygłosił kilkuminutowe kazanie. Pomyślałem wtedy ,że ks. Proboszcz nie potrafi odprawić mszy bez kazania i ,że powinienem księdzu zwrócić uwagę ale byłem tchórzem i nie poszedłem. Po kilku dniach byłem u spowiedzi u Pallotynów i przyjechałem na mszę o 18. 00. punkt 18. 00 wszedłem do kościoła ,a msza z 17.30 odprawiana przez ks. Proboszcza zbliżała się do znaku pokoju – i wtedy zrozumiałem co mam zrobić. Następnego dnia w konfesjonale opowiedziałem to wszystko księdzu proboszczowi. Proboszcz kazał mi załatwiać takie sprawy przez kancelarię. Jako ,że było to w konfesjonale ,to potraktowałem te słowa ,jakby mi to powiedział sam Pan Jezus. Wtedy pomyślałem ,że napiszę list ze skargą do ks. Biskupa ,a pismo złożę w kancelarii na ręce ks. proboszcza .15-04-2015 złożyłem  skargę w kancelarii i dołączyłem list do hierarchów

W sierpniu 2013r. na ręce poprzedniego Proboszcza przekazałem list do Hierarchów Kościoła w którym w dużym skrócie opisałem co mam do przekazania jako prorok. Wydaje mi się ,że ks. Proboszcz wziął mnie za wariata ,któremu się wydaje ,że jest prorokiem. Myślę ,że wyrzucił mój list do kosza ,a po roku przestał być proboszczem.

Obaj proboszczowie nie próbowali zbadać sprawy.

Minęły dwa miesiące od złożenia skargi do biskupa i do tej pory nie otrzymałem odpowiedzi. Myślę ,że ten list wylądował również w koszu ,a to byłoby już przestępstwem.

Około 20.06.2015r. byłem u proboszcza i pytałem się czy oddał mój list ze skargą biskupowi.

Odpowiedział ,że nie oddał. Na początku lipca przyszedłem do kancelarii ,aby rozmawiać z ks. Radkiem ale zastałem proboszcza i przedstawiłem mu problem z informacją na tablicy przed kościołem. Na tablicy nie ma informacji ,że w okresie wakacyjnym nie są odprawiane msze :

W tygodniu o godzinie 17,30

W sobotę o godzinie 8,00

W niedzielę o godzinie 13,00

Takie same nierzetelne informacje są w gablocie przed kościołem ,w gablocie na plebanii oraz na jednej z zakładek w Internecie. Ksiądz proboszcz powiedział mi ,żebym w tej sprawie złożył skargę do biskupa.

10 sierpnia przyszedłem do kancelarii ,bo ta sprawa nie daje mi spokoju. Powiedziałem tak ;

Pan mnie przysłał abym powiedział księdzu ,że jeżeli chociaż jedna osoba uwierzy w informację na tej tablicy i przyjdzie na mszę – to ksiądz ma obowiązek tą mszę odprawić ,bo to Pan Jezus zaprosił tą osobę na ucztę ,a ksiądz jako sługa Pana Jezusa ma tą ucztę przygotować i nakarmić głodnego. Ksiądz proboszcz bardzo grzecznie podziękował za informację. Odczułem jednak nutę ironii w tym dziękowaniu.

11 sierpnia we wtorek poszedłem na adorację na Kobielską i podczas adoracji usłyszałem : „wzywam cię na rozmowę , umyj oczy i uszy abyś nie był głuchy jak pień” i zrozumiałem ,ze to wezwanie dotyczy księdza proboszcza i że jemu mam to powiedzieć. W związku ,że to był ósmy dzień od ostatniej spowiedzi to nie byłem pewny czy na pewno dobrze słyszę. Na moje wątpliwości usłyszałem ,że dziesiąty dzień jeszcze nie minął. Podczas mszy o 18,30 poszedłem do spowiedzi i zapytałem wprost Pana Jezusa czy mam to zrobić co usłyszałem podczas adoracji. Najwyraźniej ksiądz nie był pewny swego kontaktu z Duchem Świętym ,bo mi odpowiedział że nie wie. Podczas modlitwy wieczornej poprosiłem Pana Jezusa o potwierdzenie ,że mam to zrobić ,bo sprawa zaszła tak daleko ,że chcę mieć pewność.

Nad ranem przyśniło mi się ,że leżę na polanie ,a wokoło leży pełno trupów. Zaczęto zbierać trupy do worków ,a i mnie zapakowano do worka . ruszyłem głową żeby pokazać ,że żyję i się obudziłem. Odebrałem ten sen jako znak o który prosiłem. Pan mi powiedział ,że jestem żywy i dobrze słyszę co do mnie mówi.

  1. Sierpnia zastałem księdza proboszcza w kancelarii i zacząłem mówić „Pan wzywa Cię na rozmowę „ Proboszcz mi przerwał mówiąc „Pan jest chorym człowiekiem niech pan więcej do mnie nie przychodzi” Odpowiedziałem : proszę o skierowanie do specjalisty. Proboszcz powtórzył : Pan jest chorym człowiekiem . Niech Pan da mi spokój. Do mszy na 18,00 została godzina i poszedłem adorować Pana Jezusa w Tabernakulum. Podczas adoracji Pan mi polecił abym poszedł do proboszcza prosić o pomoc. Jeśli wydał diagnozę ,że jestem chorym człowiekiem to przecież nie miał na myśli mojego ciała ,bo medycyny nie kończył ale miał na myśli moją duszę bo uczył się o chorobach duszy to jeśli nie chce zająć się moją duszą osobiście to niech mnie skieruje do specjalisty od chorób duszy. Po mszy wszedłem do zakrystii i powiedziałem : „Proszę księdza o pomoc” Ksiądz odpowiedział „ Nie będę z Panem rozmawiał. Pana zachowanie przekroczyło już wszelkie granice” Odpowiedziałem – „Przed chwilą na kazaniu ksiądz mówił o życzliwości nawet do tych trudnych ludzi „ ksiądz odpowiedział „nie będę z Panem rozmawiał” Świadkiem tej rozmowy była siostra posługująca przy ołtarzu i jeden ze starszych ministrantów. Wróciłem na adorację a Pan mi powiedział ,żebym napisał list do proboszcza i jeszcze raz przedstawił swoją prośbę ale żebym poszukał świadków. 14 sierpnia był u nas biskup i dałem mu list do proboszcza z prośbą ,żeby był moim świadkiem w sporze z proboszczem . Biskup powiedział „ jeśli proboszcz nie chce cię wysłuchać to idź do innego proboszcza . odpowiedziałem „ nie mogę iść do innego bo to jest mój proboszcz. Po oddaniu listu czułem ,że to nie przyniesie skutku.

16.04.2017

droga (2)

W głowie mi została myśl ,że mam starać się o błogosławieństwo Pana dla tej sprawy. Ułożyłem modlitwę podobną do litanii do wszystkich świętych ,a wyglądała ona tak :

Św. Abrahamie proś Pana o błogosławieństwo ,

Św. Izaaku proś Pana o błogosławieństwo itd.

Po jakimś czasie jak zacząłem się tak modlić ksiądz nie znający tematu powiedział mi podczas spowiedzi „proś dusze czyśćcowe o błogosławieństwo” i dołączyłem do modlitwy dusze czyśćcowe. Oprócz koronki w nocy modliłem się w ten sposób od sierpnia 2005r do 7.,3.2006r. Myślałem kiedyś jak odróżnić to co mówi do mnie Pan od tego co podszeptuje mi szatan. Przyszła do mnie myśl ,że jak Pan do mnie przemówi to moja dusza zaśpiewa z radości ,a jak szatan się do mnie zbliży to moja dusza się przerazi. Wyszedłem od słów Pana Jezusa „Znam moje owce ,a moje mnie znają” Szatan może mnie zmylić ale moja dusza zna Pana i nie da się oszukać jeśli tylko będę żył w łasce. I właśnie 7.03.2006r. nad ranem obudziłem się ,a moja dusza z ogromną radością śpiewała „To Mój Pan wiele mi uczynił On moim Bogiem ,to mój Pan wiele mi uczynił On mnie wysłuchał” Zrozumiałem ,że Pan dał swoje błogosławieństwo dla krucjaty żebrania o boże miłosierdzie. Wtedy jeszcze handlowałem opakowaniami i przez cały dzień jeździłem ,a moja dusza cały dzień z ogromną radością śpiewała „To Mój Pan”

 od 7.03.2006r. (tego dnia zmarła moja teściowa) zmieniłem swoją modlitwę i modliłem się tak:

 Św. Abrahamie dziękuj Panu za błogosławieństwo ,

Św. Izaaku „ itd.)

W nocy z 01-04 na 02-04 2006r. obudziłem się w przeświadczeniu ,że Pan wzywa mnie do modlitwy. Zacząłem się modlić na różańcu ,ale czułem się bardzo zmęczony i zacząłem się modlić na leżąco. Odmówiłem może dwie dziesiątki i usnąłem. Obudziłem się i zacząłem znowu modlitwę i po kilku zdrowaś Mario znowu usnąłem. Powtórzyło się to kilka razy.

Rano pomyślałem ,że tak samo Pan Jezus prosił o modlitwę swoich uczniów w ogrójcu ,a oni ciągle zasypiali. Pomyślałem ,że w ten sposób Pan objawił mi dzień swojego zmartwychwstania ,a to znaczy ,że Pan zmartwychwstał czwartego kwietnia o 4,40.

 

 W 2006r. podczas pielgrzymki do Rzymu ze studentami zrozumiałem ,że wiara jest łaską od Pana. Wiara nie jest czymś co ja posiadam. Widziałem  tam ks. Pawła i ks. Krzysztofa. Cały czas miałem nadzieję ,że coś się wydarzy w sprawie krucjaty. Podczas adoracji około północy ,chociaż do końca pielgrzymki było jeszcze daleko moja wiara rozsypała się jak domek z kart. Nawet podczas spowiedzi przepraszałem Pana za brak wiary. Zrozumiałem ,że jeśli byłaby wyznaczona godzina kiedy się zdecyduje czy Pan jest obecny w eucharystii ,a ja musiałbym wszystko postawić ,że tak jest to moja wiara bez łaski od Pana takiej próby nie wytrzyma.

W sierpniu 2006r. pojechaliśmy na rekolekcje do Olsztyna. Na jeden dzień przyjechał ks. Paweł i wygłosił konferencję w której często odnosił się do Dawida. Cały czas unikał rozmowy ze mną. Wieczorem jak opuszczał akademik spotkaliśmy się w drzwiach i przedstawiłem mu swoje pretensje ,że nie chce ze mną rozmawiać i ucieka jak tchórz. Na tych rekolekcjach miałem jeszcze jedno przeżycie. Jakiś czas wcześniej Pan powiedział mi ,żebym spowiadał się co tydzień i nie przekraczał dziesięciu dni . W czasie mszy było czytanie w którym Pan mówił do proroka „Idź i rozwal mur Jerozolimy” prorok poszedł i rozwalił mur ,a po powrocie Pan się pyta „ Nikt się ciebie nie pytał co robisz” – nie Panie .

 Właśnie mijał dziesiąty dzień od ostatniej spowiedzi , a ja nie poszedłem. Wieczorem modliłem się i słyszę –to ty jesteś tym głupcem ,który rozwala mur ,który wokół ciebie zbudowałem bo nie wykonujesz tego co ci poleciłem. Im więcej mija od ostatniej spowiedzi tym bardziej stajesz się ślepy i głuchy i nie usłyszysz jak będę do ciebie mówił.

 W 2007r. pojechaliśmy na rekolekcje z diec. Drohiczyńską do Loreto. Pomyślałem tam ,że skoro ks. Paweł nie chce rozpocząć krucjaty to może ja powinienem to zrobić. Na spotkaniu w grupie opowiedziałem całą historię oraz przedstawiłem jak taka krucjata powinna wyglądać. Nawet kilka osób miało później do mnie jakieś pytania. W nocy przyśnił mi się sen ,że jestem w pędzącym pociągu ,który pędzi ku katastrofie ,a ja próbuję coś zrobić ,żeby go zatrzymać. Próbowałem ciągnąć za wszystkie możliwe dźwignie ale nic nie pomagało ,aż pociąg w ogromnym pędzie się przewrócił. Zrozumiałem wtedy ,że ja nie mogę zapobiec katastrofie ,a może to zrobić tylko ks. Paweł.

Od tamtej pory nie próbowałem już rozpoczynać krucjaty. 21-04-2008r. zmarła moja żona. W związku z jej śmiercią miałem takie przeżycie: Dowiedziała się o swojej chorobie w swoje urodziny półtora roku wcześniej . Modliła się wieczorem i chwyciwszy się za pierś wyczuła dużego guza. W ciągu dwóch tygodni doszło do operacji odjęcia piersi ,później długa chemia i około pół roku spokój. Mieliśmy nadzieję ,że będzie już dobrze. Niestety nastąpił nawrót choroby i znowu chemia. Za pół roku znowu nawrót choroby. Była już tak wycieńczona ,że dalsze leczenie nie było możliwe. Na ostatni miesiąc poszła do hospicjum bo nie chciała ,żeby dzieci się patrzyły jak umiera. W ostatnią niedzielę była w hospicjum msza za nią .Ostatni tydzień cały czas była na morfinie z powodu bólu. Na ostatnią noc miała z nią zostać siostra ale jej nie pozwolili ,bo jest słabego zdrowia i bali się ,że i z nią mogą mieć problemy. Na ostatnią noc pojechałem do niej ja. Zajechałem ok. 19,30 i zacząłem odmawiać różaniec. Wcześniej żona dostała podwójną morfinę z powodu bólu. W pewnym momencie usłyszałem „Krzysiek pomóż mi” Myślę jak mogę jej pomóc? Mogę się tylko pomodlić. Myślę ,że Duch Święty mnie natchnął jak mam się modlić. Zacząłem się modlić tak jakbym modlił się razem z nią i zacząłem przepraszać Pana Jezusa za to wszystko co Go spotkało od ostatniej wieczerzy ,aż do samej śmierci. Nasza modlitwa wyglądała mniej więcej tak:

Jezu przebacz nam ,że spaliśmy jak prosiłeś nas o modlitwę.

Jezu przebacz nam ,że sprzedawaliśmy Cię za drobne pieniądze.

Jezu przebacz nam ,że szydziliśmy z Ciebie.

Jezu przebacz nam ,że się Ciebie zapieraliśmy.

I tak do samej śmierci Pana Jezusa.

Po tej mojej modlitwie moja żona usnęła i spała głębokim snem ,a na drugim łóżku leżała druga kobieta – Weronika – też na morfinie i ona zaczęła widzieć w pokoju dwie osoby. Zaczęła się do nich zwracać w ten sposób : „idźcie połóżcie się spać tutaj nie ma co dyżurować.” Do mnie w ten sam sposób „połóż się przy żonie nie musisz tutaj dyżurować.”

Nie zastanawiałem się wtedy nad tym. Około 5,30 pomyślałem ,że pojadę się przespać ,bo na 14,00 musiałem jechać do pracy i do późna w nocy pracować. Moja żona cały czas spała spokojnym głębokim snem i mnie nie potrzebowała ,a ja usługiwałem tylko tej drugiej kobiecie. Pojechałem do domu i położyłem się spać. Około 9,50 zadzwonili ,że moja żona umarła. Ugięły się pode mną nogi ,chociaż zdawałem sobie sprawę ,że ten moment wkrótce nastąpi.

Zacząłem wtedy sobie myśleć co mnie spotkało tej ostatniej nocy. Przyszło do mnie ,że po tej mojej modlitwie Pan Jezus z Matką Bożą przyszli po nią . Tylko dlatego po nią przyszli ,bo przez ostatnie lata swojego życia codziennie była ma mszy i codziennie przyjmowała Pana Jezusa i że tylko to daje nam życie. Ja zobaczyłem Ich oczami tej drugiej kobiety. Ona Ich nie poznała bo nie przyszli do niej.

A teraz kilka przeżyć ,które nazywam perełkami:

Jesienią 2003r. (od roku praktykowałem codzienną Eucharystię) rano nie chciało mi się wstać na mszę. Pomyślałem ,że pójdę wieczorem. Wieczorem zadzwoniła siostra ,że są urodziny siostrzenicy i pojechaliśmy na urodziny. Na  Kamionku  był jeszcze stół Pański z obrusem . Następnego dnia przyszedłem do kościoła ,a po mojej stronie stół Pański jest nakryty obrusem ,a po drugiej stronie nie ma obrusa. Usłyszałem takie słowa „Czekałem na ciebie wczoraj ,a tobie się nie chciało przyjść”.

Pod koniec 2008r. byłem zakrystianem przy parafii na Kamionku i pewnego dnia po kilku niepowodzeniach poskarżyłem się Panu – dlaczego ciągle coś mi się nie udaje?

Usłyszałem „Nie potrzebuję ,żebyś był doskonały ale chcę żebyś Mnie kochał”

We wrześniu 2008r. zostałem zakrystianem przy parafii na Kamionku. Po śmierci żony cały czas myślałem o tym ,że powinienem nosić Pana Jezusa takim osobom ,które same nie mogą przyjść. Jestem codziennie na mszy i mógłbym dwóm lub trzem chorym zanieść Pana Jezusa. Zatrudniłem się jako zakrystian ponieważ myślałem ,że proboszcz mi w tym pomoże. Rozmawiałem wcześniej z nim o tym. Proboszcz zatrudnił mnie ponieważ poprzedni zakrystian przestał mu się podobać ,a w mojej sprawie nic nie zrobił. Napisałem w tej sprawie list do biskupa – w odpowiedzi pochwalił moją wiarę ale powiedział ,że jest w diecezji dosyć szafarzy zwyczajnych i nadzwyczajnych nie potrzeba. Jak to jest ,że kapłani pasą się codziennie a chorych karmią raz w miesiącu i uważają ,że to wystarczy? Przecież tacy ludzie jeszcze bardziej potrzebują Pana od zdrowych.

16.04.2017

© Copyright 2010; Komunia dla każdego. Za i przeciw. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Skórka: Na dobry początek | Korzystając z serwisów wiara.pl akceptujesz warunki regulaminu.
Znalazłeś treści naruszające regulamin? Powiadom nas!

 

| załóż konto i pisz bloga

zgłoś błąd