« wprowadzenie do medytacji na I piątek stycznia bezdomny »

frytki z batatów

22.01.2018

19.00 - powoli kończę dzień. Wracam do domu - po 8 godzinach w pracy i jeszcze niemal 2 godzinach dyżuru w innym miejscu. Czuję zmęczenie.

Były momenty pogodne, ale też chwile mojej słabości, odruchy zniechęcenia, czy złości....brak uważności na stałą Obecność Jezusa. Teraz kiedy przekraczam próg mieszkania dociera do mnie mocniej przeczytane niegdyś zdanie:  " powołanie świeckiego konsekrowanego ma w sobie rys powołania trapisty - życia samotnego, oddanego modlitwie i kontemplacji". Staję przed ubogimi środkami - przed pustym domem, milczeniem i ciszą. Ogarniam cały mój dzień....zmieniam "służbowe" ubranie, naciągam domowy strój, obieram batata, kroję w słupki, nakładam na niego gałązki rozmarynu, wkładam do piekarnika. W domu unosi się zapach ziół, pachnie świeżo zaparzona kawa Inka. Wszystko dzieje się w ciszy.Mogę celebrować każdy gest, każdą czynność. Świadomie kroić słodkiego ziemniaka, świadomie smakować kawę w ulubionym kubku, świadomie czekać, aż frytki się zarumienią. Teraz już nic mnie nie goni - ani koleżanki z pracy z kolejnymi pytaniami : " jak myślisz- jak będzie lepiej to zrobić? czy ten problem możemy rozwiązać w ten sposób?", ani przychodzący ludzie: " jak pani uważa - jaką powinnam podjąć decyzję, co mam zrobić?", ani dzwoniący telefon: " czy rozmawiam z panią A.---- czy mogłabym się umówić na spotkanie?"

Mogę wejść w kontakt ze sobą, mogę zobaczyć to wszystko co głęboko gra mi w sercu... zamykam dzień...staję przed Jezusem na rachunku sumienia - patrzę na obdarowania i na moje odpowiedzi na nie. Budzi się wdzięczność, ale także potrzeba przepraszania Pana za słabość i małość. Przede mną jeszcze lektura Słowa Bożego z jutrzejszej liturgii - w ten sposób niejako wchodzę w nowy dzień....Słowo będzie we mnie pracować przez całą noc...z Nim zasypiam i z Nim jutro otworzę oczy, kiedy zadzwoni budzik (jeśli Pan da mi się obudzić),  uklęknę obok łóżka,i pochylę się, aby ucałować ziemię - by tym małym gestem wejść w poranek.....ze świadomością, że zostałam obdarowana nowym prezentem..nowym darem..nową szansą...."nic, nie musisz mówić nic; odpocznij we Mnie, czuj się bezpiecznie..."

1 Komentarz

  • a ja nie lubię - nie mogę przekonać się do codziennego rachunku sumienia :-/

  • kiedy myslę "rachunek sumienia" - nie myślę o "rachowaniu grzechów" - myślę o momencie zatrzymania się przed Panem, aby zobaczyć ile dostałam darów, i jak na nie odpowiadałam. Ten codzienny rachunek sumienia jest dla mnie przede wszystkim przestrzenią do wielkiej wdzięczności. Tak widział go Świety Ojciec Ignacy. Według Jego metody przeżywam to spotkanie. Bardzo Cię zachęcam do tego samego. A jeśli potrzebujesz jakieś wskazówki - napisz tutaj, czy na FB - podzielę się moim doświadczeniem.Eucharystia, poranna medytacja, wieczorny rachunek sumienia to takie trzy punkty podparcia w wędrowaniu za Jezusem - one nie pozwalają nam "odpaść" od Niego. Warto, zachęcam :) A na dziś dobrej niedzieli!

Zostaw komentarz

Musisz być , aby zamieścić komentarz.

© Copyright 2010; Magis . Wszelkie prawa zastrzeżone.
Skórka: Życie musi mieć kolor i smak! | Korzystając z serwisów wiara.pl akceptujesz warunki regulaminu.
Znalazłeś treści naruszające regulamin? Powiadom nas!

 

| załóż konto i pisz bloga

zgłoś błąd