Archiwum dla miesiąca: Październik 2012

Motto

Wy nie idziecie tam jako lepsi do gorszych. Wy idziecie jako ci, którzy poznali Dobrą Nowinę.

 

bp Edward Dajczak

30.10.2012

Różaniec

 

Październik powoli dobiega końca, ale odmawianie różańca powinno biec dalej.

To zadziwiająca modlitwa. Jest najbliżej ludzkiego życia ze swoimi tajemnicami: radosnymi, bolesnymi, światła, chwalebnymi.

 

W życiu każdego człowieka te właśnie tajemnice w niezauważalny czasem sposób się przeplatają – jak w różańcu.

 

To różaniec uczy, że po chwilach bolesnych, przychodzą chwalebne i radosne, a po chwilach światła – bolesne, pełne cierpienia i męki. Ta świadomość rodzi w człowieku tak potrzebny dystans do tego, co się dzieje wokół, lub co rozgrywa się w nim samym.

To różaniec daje temu, kto go odmawia, umiejętność odnajdywania swojego życia w Boskich tajemnicach – i Boga w tajemnicach swego życia.

 

Różaniec pokazuje też wielowarstwowość, wielowątkowość i głębię życia. Gdy wydaje się, że daną tajemnicę rozważyłam już we wszelki możliwy sposób, nagle pojawia się błysk i zaczynam dostrzegać coś jeszcze, coś, co do tej pory było przede mną schowane, zakryte.

Czasem ta myśl niknie pod wpływem innych, a czasem z uporem powraca.

 

Różaniec to modlitwa towarzyszenia. Nie potrzeba żadnych głębokich rozmów, przemyśleń. Nie trzeba starać się o nie wiadomo jakie okoliczności spotkania. Niczego nie muszę szykować. Mam po prostu być. Iść przez życie z Maryją i Jezusem najpierw ukrytym w Jej łonie, potem z Dzieckiem, aż w końcu z dorosłym Mężczyzną, Nauczycielem, Mistrzem. Dzień za dniem, godzina za godziną, minuta za minutą.

Ta droga uczy mnie, że On jest ze mną nie tylko wtedy, gdy Go widzę, ale gdy niknie mi z oczu, ukryty w niebiosach.

 

On jest ze mną, ale co ważniejsze dla mnie – ja jestem z Nim.

29.10.2012

Źródła niepowodzeń w małżeństwie

Doświadczenie wskazuje, że największym wrogiem powodzenia małżeństwa są oczekiwania, jakie z małżeństwem wiążą ludzie, którzy je zawierają lub żyjący już w małżeństwie.

Oczekiwania te są zbudowane na podstawie wyobrażeń, a wyobrażenia niekoniecznie mają odniesienie do rzeczywistości. Przykładem może być np. wyobrażenie złota. Każdy człowiek wie, jak wygląda złoto, więc wyobrażenie złota ma odniesienie do rzeczywistości. Wszyscy wiedzą też, co to jest góra, tak więc wyobrażenie góry również ma odniesienie do rzeczywistości. Bogactwo człowieka sprawia, że może on połączyć te dwa wyobrażenia. Człowiek może sobie wyobrazić górę ze złota. Wiemy jednak, że w rzeczywistości nie ma takiej góry. Są jednak ludzie, którzy przez całe swoje życie szukają góry ze złota.

Fragment prelekcji o. Karola Meissnera OSB

 

 

Gdy słuchałam prelekcji o. Meissnera, czułam się ogromnie szczęśliwa. On ponazywał mi wszystko to, co sama przechodziłam na początku naszego małżeństwa, i wskazał źródło naszych ówczesnych małżeńskich problemów.

 

To wielka prawda, że niespełnione oczekiwania potrafią niszczyć. Niestety, rzadko człowiek zdaje sobie z tego sprawę. Czasem do niektórych oczekiwań nie chce się przyznać przed sobą samym, czasem uważa niektóre za tak ważne i nie do podważenia, że nie chce z nich zrezygnować, mimo że doświadcza, i to boleśnie, że drugi człowiek ich nie spełnia.

 

Przeważnie jako powód tego niespełniania oczekiwań uznaje się czyjąś złą wolę. A tymczasem przeważnie albo moje oczekiwania są nierealne, albo drugi człowiek nie ma o nich bladego pojęcia. Czasem moje oczekiwania po prostu go przerastają.

 

Ja z niektórych moich oczekiwań nie zdawałam sobie sprawy, z niektórych nie chciałam zrezygnować, a niektóre przerastały mojego męża.

 

Zdrowienie mojej postawy w temacie oczekiwań w małżeństwie zaczęło się w momencie, gdy spowiednik uświadomił mi, że jeśli nadal chcę być w małżeństwie, jeśli kocham męża, to muszę wejść na drogę ascezy, czyli wyrzeczenia. Musiałam zrezygnować z nierealnych oczekiwań, pogodzić się z tym, że mój mąż ich nie spełni – bez obciążania go winą za to niespełnienie. Musiałam po prostu przyjąć mojego męża i nasze małżeństwo, także siebie samą w roli żony tak, jak było w rzeczywistości. Skupić się na rzeczywistości (która nie była zła), a nie na swoich oczekiwaniach i wyobrażeniach.

 

Bogu dziękuję za mądrego spowiednika, za mądrość tej rady, która kierowała mną i moim myśleniem przez długi czas zdrowienia. I ogromnie dziękuję mojemu mężowi za jego wielką miłość, która prawdziwie jest cierpliwa, łaskawa, nie szukająca swego.

24.10.2012

Dzień dzisiejszy

Cały tydzień przygotowań; stres, nerwy. Ogłoszenia poszły do 5 parafii w 35 tys. mieście.

Pół godziny wystąpienia przed 3 obcymi słuchaczami, jedną osobą z rodziny, 2 księżmi.

Frekwencja nie dopisała, ale radość jest - ten czas już za nami, kolejny - za miesiąc :-D

Z jednej strony żal, że tak mało osób chciało posłuchać o małżeństwie; z drugiej radość, że chociaż kogoś to zainteresowało :-) I radość z dzielenia się wielkim dobrem, jakie sami otrzymaliśmy.

Pan Bóg jest mądry - On sam będzie działał; my mamy Mu tylko nie przeszkadzać pretensjami i fochami ;-)

Allora czas wracać do dalszej pracy ;-)

 

23.10.2012

Mk 10,35-45

 

„Nauczycielu, chcemy, żebyś nam uczynił to, o co Cię poprosimy.”

 

To jest kwintesencja każdej ludzkiej modlitwy błagalnej: chcę, żeby Pan Bóg uczynił mi to, o co Go proszę.

 

We wszystkich moich modlitwach, nawet tych, zakończonych: „Bądź wola Twoja”, jest na dnie to: „chcę!”

 

Jezus przyjmuje tę modlitwę, interesuje się tym, czego pragnę i zachęca, bym swoje pragnienia wypowiedziała przed Nim.

 

I mówi: „Nie wiecie, o co prosicie”.

 

Tak, często nie wiem, o co proszę, to znaczy nie umiem przewidzieć konsekwencji moich próśb: zmian, jakie nastąpią, reakcji najbliższych itp. itd. Ci, którzy wygrali w totka miliony, często kończą z ogromnymi długami.

 

Mimo to proszę.

 

Czasem słychać przestrogę: „Uważaj, o co prosisz Boga, bo On to spełni”.

 

W tych słowach może kryć się lęk przed Bogiem, przed tym, że obdaruje mnie czymś, co mi zaszkodzi, przyniesie trud i cierpienie, będzie ogromnie wymagające i postawi mnie tam, gdzie wcale nie chcę być.

 

Prosimy o przyjaciół, o męża, żonę – a potem, gdy to dostajemy, nie potrafimy przyjąć tych ludzi jako daru.

 

Ja nie wiem, o co proszę, ale On wie.

Zna moją przyszłość i wie, do czego moje prośby doprowadzą.

 

Spełnia je, gdyż jest dobrym Ojcem.

Najlepszym.

 

Nie da mi niczego, co może zniszczyć moją duszę nieśmiertelną.

 

Daje mi jednak wszystko, co może pomóc mi rozwinąć się i dojrzeć w przebaczeniu, w miłości.

 

„Nie do Mnie jednak należy dać miejsce po Mojej stronie prawej lub lewej, ale dostanie się ono tym, dla których zostało przygotowane.”

 

Jezus nie jest Kimś, kto różnicuje ludzi. Jego wybory nie oznaczają wykluczenia niewybranych.

 

Gdy kiedyś wybrałam Piotra na męża, gdy obdarzyłam go miłością małżeńską, tym samym podjęłam decyzję, że żadnego innego mężczyzny nią nie obdarzę. Wykluczyłam ich.

 

Jezus nie wybiera po to, by kogoś kochać bardziej. Zawsze kocha na 100%, w pełni – każdego człowieka.

 

Dlatego nie ma faworytów, nie wywyższa kogoś, przyznając mu miejsce po swojej prawej lub lewej stronie.

 

„[To miejsce] dostanie się tym, dla których zostało przygotowane.”

 

A jeśli to ja jestem tą osobą?

 

Jeśli to dla mnie przygotowano to miejsce od założenia świata?

 

Niestety, na razie zrobiłam niewiele, a raczej NIC, by je otrzymać. Zły duch podpowiada, że nawet nie mam się o co starać, bo inni są lepsi ode mnie. I w tym znajduję wytłumaczenie dla swojej bierności, lenistwa, letniości.

 

A miejsce przy Jezusie pozostaje puste – beze mnie.

21.10.2012

© Copyright 2010; Zamyślenia z rodziną w tle. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Skórka: Przemijanie ma sens | Korzystając z serwisów wiara.pl akceptujesz warunki regulaminu.
Znalazłeś treści naruszające regulamin? Powiadom nas!

 

| załóż konto i pisz bloga

zgłoś błąd