Powroty
Oczywiście do domu. Bo z powrotem do Zasadnego nie ma problemu. Wiele razy widziałem te łzy w oczach, słuchałem o wewnętrznych rozterkach i trochę się dziwiłem. Przecież przyjechała wspólnota. Wracała wspólnota jeszcze bardziej zżyta z Bogiem i z sobą. Pewnie, narzekali na jej niedoskonałość. Ale w praktyce te więzy były aż nadto widoczne. Wspólnotowe eucharystie, spotkania modlitewne, małe grupy, schole, spacery, koncerty, wypady rowerowe, koncerty, wystawy, dzieci niepełnosprawne i te z ulicy… Czegóż to nie było? W ileż akcji angażowali się zasadniańscy domownicy? Dlatego powrót do domu owszem, rodził pewien lęk. Przed konfrontacją. Przed pytaniem co się z tobą stało. Ale zasadniczo był dalszy ciąg. Wielu do dziś pisze w listach i na blogach, że te wspólnoty są bardzo ważnym punktem odniesienia, że zawsze jest na kogo liczyć. A ile jest już małżeństw?
Jednak od pewnego czasu powrót do domu jest i dla mnie problemem. Konkretnie zaczęło się to w chwili, gdy zabrakło wspólnoty. Chyba nikt nie lubi wracać do pustki. Parafie tradycyjne niestety mają tę wadę, że są wyjątkowo oporne na wszelkie formy życia wspólnotowego i na to wszystko, co nazywamy pogłębionym życiem duchowym. Ot, chociażby dla przykładu. Tam, gdzie były wspólnoty można było usłyszeć: jedźmy do Zasadnego. W parafii, gdzie nie ma wspólnot co najwyżej: niech nam ksiądz zorganizuje wycieczkę w góry. Bo w parafii tradycyjnej ksiądz jest instytucją świadczącą usługi. W parafii, gdzie są wspólnoty w sytuacji braku księdza w konfesjonale pewnie ktoś by szemrał, dzwonił, pytał. W parafii tradycyjnej, jeśli nie ma pogrzebu, można w konfesjonale siedzieć miesiąc i nie doczekać się penitenta, a wszelkie propozycje życia wspólnotowego albo zbywane są żartem, albo ucinane rzekomym brakiem czasu. Gdybym nie żył tak intensywnie, może bym i w to uwierzył. Pewna część badających religijność socjologów twierdzi, że brak zapotrzebowania na wspólnoty w parafiach tradycyjnych jest konsekwencją silnych więzi rodzinnych, stąd nikt nie szuka form zastępczych. Obserwując środowisko mam po pierwsze wątpliwości co do silnych więzi rodzinnych. Po drugie rodzi się pytanie: od kiedy Kościół, rozumiany jako wspólnota, jest formą zastępczą?
Więc siedzę w domu przy komputerze i marzę o powrocie. Do Zasadnego. Z nadzieją, że kiedyś spotkamy się w większym gronie. Boć przecież zbliża się powoli dwudziestopięciolecie naszego drugiego domu. Nie szkodzi, że urośliście, że macie już dzieci. Tym większa będzie radość. Już słyszę, jak śpiewacie Psalm 146 na dziękczynienie po Komunii św. i Magnificat o wschodzie słońca na Gorcu. Myślę, że nikt nie odmówi sobie trudu pójścia tradycyjną trasa na Turbacz. Przeczuwam te długie wspólne spacery i nocne posiady przy stole, otoczonym ludźmi ciekawymi Boga i siebie. Pewnie nie uda mi się wszystkich poznać i zapamiętać imion waszych dzieci.
To nic, że potem trudno będzie wracać tu, skąd piszę…
To na pewno nie brak czasu ani silne więzi rodzinne. To brak chęci, brak zaangażowania, mówienie o naszym Kościele “jego Kościół, jego sprawa” i ciche szepty za plecami, bo kto to powie wprost?
Tekst księdza: “Żyj, ale nie tak, jakbyś był martwy za życia…”
Odwiedziłem w Środę Popielcową Kościół św. Teresy obok uczelni. Kurczę, pierwszy raz widziałem jak ciemnoskóry ksiądz odprawia mszę, ile w nim było ciepła.
I oczywiście ten dźwięk gitar i ujmujący śpiew dziewczyn, ile w tym wszystkim było radości.
Tęskni się do Zasadnego, do ciepła tego domu, do rodzinnej atmosfery; do mokrych butów i zjazdów na sankach zimą, do zapachu siana i zachodu słońca latem. Do wspólnej modlitwy…
Komentarz od Niebieski0023 — marzec 2, 2009 @ 00:30
Wiesz pal licho jak się parafianie uśmiechają na propozycje księdza aby utworzyć wspólnotę, ale jeżeli uśmiecha się ksiądz… Celniku to jest problem, a nie ludzie.
A potem można siedzieć w domu i walić głową w ścianę. Albo zmienić parafię…
Komentarz od zielona_mrowka — marzec 2, 2009 @ 10:28
wspominanie dawnych czasów z nostalgią świadczy o starzeniu się
Komentarz od Awa — marzec 2, 2009 @ 16:45
Celniku, krótkie pytanie: kiedy???
(chodzi o termin, a nie o pytanie retoryczne, skąd wziąć czas)
I jak można ewentualnie pomóc w organizacji, w miarę możliwości i czasu rzecz jasna?
Komentarz od gepe — marzec 3, 2009 @ 19:25
Od dawna tkwi we mnie przekonanie, że jedyna prawdziwa i autentyczna wspólnota to rodzina. Jednak skoro Pan Bóg przewidział także “instytucje” inne, niż rodzina, to możliwe, że ma w tym jakiś cel. Celniku, gdyby powstała na wzór rodziny wspólnota Skrzynecka, być może zabrakłoby czasu dla naszej “wspólnotki” czatowej
Komentarz od Ela — marzec 4, 2009 @ 01:06
Być może trochę zaniedbałem Zasadne, ale mam wewnętrzną satysfakcję, że za moją przyczyną pojawiło się na …. Naszej Klasie, he he he …
choć ja sam tam jestem “rejestrowany” 1992 roku
uuuuu to juz 17 lat ….
Faktycznie też traktuję to miejsce jak drugi dom i bardzo chętnie bym włączył się w organizację jubileuszu
pozdrawiam
Komentarz od max — marzec 20, 2009 @ 14:13