Proszę, podpisz petycję

Sama nie stosuję środków antykoncepcyjnych, ale codziennie jestem zmuszania sprzedawać je innym. Nie mam prawa odmówić. Zdarza się, że obsługuję "pacjentki" 16-17 letnie. Nikt mi nie wmówi, że środki hormonalne nie mają wpływu na płodność i ogólne zdrowie kobiety. Wiele z nich ma udowodnione działanie wczesnoporonne, o czym głośno się nie mówi. Żeby uspokoić obawy kobiet stosujących antykoncepcję co do jej bezpieczeństwa jedna z firm wprowadziła produkt będący nawet nie lekiem, a suplementem diety o nieudokumentowanej skuteczności, reklamowany szeroko jako osłona przy doustnej antykoncepcji. Aby natomiast oszukać sumienie mówi się, że życie człowieka zaczyna się od momentu zagnieżdżenia się w macicy, stąd środki blokujące ten proces nie są środkami poronnymi. Lekarze mają prawo odmówić przepisywania swoim pacjentkom preparatów antykoncepcyjnych. Apteki natomiast mają obowiązek posiadania takich środków, a farmaceuta nie ma prawa odmówić ich wydania. Teraz może się to zmienić.

Czytaj dalej

20.02.2011

Zawsze obok mnie

Za co jestem wdzięczna Bogu? Przede wszystkim za to, że ciągle mnie kocha, pamięta i nie daje o sobie zapomnieć. Delikatnie, ale nieustępliwie mówi mi do serca, że poza Nim nie znajdę szczęścia. Niby jestem w życiu jakoś ustawiona. Spełniam się jako żona (jako matka na razie nie i to też nie daje mi spokoju, ale musimy jeszcze trochę cierpliwie poczekać), mam pracę, która daje mi satysfakcję i całkiem dobrą pensję, choć trudne układy z przełożonymi. A w sercu na dnie coś siedzi i płacze, bo chce żyć pełniej. Pierwszy krok zrobiłam - poszłam do spowiedzi, wyznałam szczerze swoje grzechy. Teraz piszę to wszystko, słucham Amicus Dei "Powietrzem dla mnie jest" i tęsknię za prawdziwą modlitwą, tą, która zmienia życie i nie pozwala z dnia na dzień pogrążać się w grzechu. Przede mną długa i ciężka droga, ale na niej na szczęście nie jestem sama, bo jest ze mną Chrystus miłosierny i mój kochany mąż, który znosi moje humory i wiedząc o mnie to, co wie, wciąż jest obok.

Więcej miłości, więcej mocy, więcej Ciebie w życiu mym.

Całym sercem uwielbiam Ciebie, całą swoją duszą uwielbiam Ciebie, całym swoim życiem uwielbiam Ciebie, Tyś Bogiem mym jest.

01.02.2011

Kolejny początek?

Jak łatwo się domyślić z częstotliwości dodawanych przeze mnie wpisów i z daty zamieszczenia ostatniego, z pracą nad sobą jest u mnie nie najlepiej. Co się ze mną stało? Czy straciłam wiarę? Czy zapomniałam o Bogu? Nie, tego nie mogę o sobie powiedzieć. Pan Bóg nadal jest obecny w moim życiu, a ja nadal Go na swój sposób szukam i potrzebuję. Czytam swoje wpisy sprzed roku czy dwóch i wiem, co jest receptą na moje problemy. Ale to się wszystko ładnie i łatwo pisze, jak człowiek sobie jakoś radzi, a jak przychodzi zniechęcenie czy przytłacząjące problemy, to ciężko wprowadzić to wszystko w życie. Trudno się za siebie wziąć, wprowadzić jakąś samodyscyplinę. Muszę sobie w końcu powiedzieć: dość pobłażania sobie, dość uciekania od prawdziwej modlitwy - więcej gorliwości i samozaparcia. Zobaczymy, co mi z tego wyjdzie. 

A takie zdanie dostałam kilka dni temu smsem:

Przylgnij do wiary, do Kościoła, do Ewangelii. Jeżeli się miotasz to tu, to tam, twa wiara osłabnie. bł. Miriam

 

 

11.01.2011

"Dzięki Tobie ja mogę pełnią życia żyć"

Poddać się nie poddałam i mam się całkiem dobrze, tylko głupio mi było wrócić po takim okresie niepisania na bloga. Ale - lepiej późno niż wcale.

Słucham sobie właśnie TGD "Ogień". Tego mi było trzeba. Polecam serdecznie.

Tyle tytułem powitania. Na koniec cytat z "Nocy i dni" w nawiązaniu do dzisiejszej Ewangelii:

Tych rzeczy najlepszych: serca, które nas kocha, słońca, które nam świeci i tak na własność mieć niepodobna. A przecież człowiek napawa się nimi lepiej niż tym, co według prawa posiada. Maria Dąbrowska

19.09.2010

Albo w tę albo we w tę

Parę lat temu mama mi mówiła: ja też kiedyś często biegałam do kościoła. W znaczeniu: tobie też sie to w końcu znudzi. Wtedy zapewniałam ją, siebie i Pana Boga, że tak się nie stanie. Nie po tym, co przeżyłam z Nim, jakie łaski od Niego dostałam, jak bardzo dostrzeżenie jego obecnosci zmieniło moje życie.

Jak jest teraz, każdy widzi. Moja wiara stała się "niedzielna". Owszem, modlę się i codziennie, ale co to jest za modlitwa? Byle szybko ją skończyć i iść spać. Na dodatek zaczęłam coraz częściej myśleć ze zniechęceniem o tym, jak trudno jest żyć zgodnie z nauką Kościoła, głównie chodzi o NPR przy moich nieregularnych cyklach. Jak to by było łatwo połykać sobie codziennie pigułkę i mieć spokój. Poza tym ostatnio zaczęłam nasiąkać trochę podejściem do życia moich znajomych z pracy. Stałam się tak jak oni marudna, wiecznie zmęczona i zniechęcona.

Ale tak łatwo się nie dam! Muszę teraz zawalczyć o moją wiarę, bo czuję, że jak ją stracę, stracę po prostu wszystko. Całą radość życia, wszystkie siły. Pozostawiona samej sobie, zdana jedynie na łaskę innych ludzi, bez kontaktu z Bogiem.. Nie chcę taka być!

Pomóżcie mi choć modlitwą, dobrze?

22.05.2010

© Copyright 2010; Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Skórka: Na dobry początek | Korzystając z serwisów wiara.pl akceptujesz warunki regulaminu.
Znalazłeś treści naruszające regulamin? Powiadom nas!

 

| załóż konto i pisz bloga

zgłoś błąd