Archiwum dla kategorii 'Pismo Święte'

Nowy post

Gdy Mojżesz zstępował z góry Synaj z dwiema tablicami Świadectwa w ręku, nie wiedział, że skóra na jego twarzy promieniała na skutek rozmowy z Panem. Wj 34,29

Gdy znalazł jedną, drogocenną perłę, poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił ją. Mt 13,46

Mojżesz często rozmawiał z Panem i robił to z zaangażowaniem. Poświęcił całe życie, by Mu służyć. Z modlitwy wychodził z promieniejącą twarzą.

A ja muszę zmuszać do modlitwy, a jak już, to nie wsłuchuję się w głos Boży, nie zadaję sobie trudu, tylko odkładam to na kiedy indziej. Chciałabym, by wszystko było od razu proste i oczywiste w odniesieniu do mojego życia. Modlitwa nie daje mi radości. Ciągle mało ufam Panu Bogu, nie oddaję Mu szystkich swoich spraw, chcę coś zostawić dla siebie.

28.07.2011

Tylko (i aż) miłość

Taka bowiem jest wola Boża, którą objawiono nam od początku, abyśmy się wzajemnie miłowali. Nie tak, jak Kain, który pochodził od Złego i zabił swego brata. A dlaczego go zabił? Ponieważ czyny jego były złe, brata zaś sprawiedliwe. Nie dziwcie się, bracia, jeśli świat was nienawidzi. My wiemy, że przeszliśmy ze śmierci do życia, bo miłujemy braci, kto zaś nie miłuje, trwa w śmierci. Każdy, kto nienawidzi swego brata, jest zabójcą, a wiecie, że żaden zabójca nie nosi w sobie życia wiecznego. Po tym poznaliśmy miłość, że On oddał za nas życie swoje. My także winniśmy oddać życie za braci. Jeśliby ktoś posiadał majętność tego świata i widział, że brat jego cierpi niedostatek, a zamknął przed nim swe serce, jak może trwać w nim miłość Boga? Dzieci, nie miłujmy słowem i językiem, ale czynem i prawdą! Po tym poznamy, że jesteśmy z prawdy, i uspokoimy przed Nim nasze serce. A jeśli nasze serce oskarża nas, to Bóg jest większy od naszego serca i zna wszystko. Umiłowani, jeśli serce nas nie oskarża, mamy ufność wobec Boga, 1 J 3,11-21

Modlitwa, rozczytywanie się w Piśmie Świętym, codzienna Eucharystia, spowiedź co 2 tygodnie, bieganie na Oazę / Odnowę / cokolwiek innego, rekolekcje wakacyjne, sylwestrowe, pielgrzymki... I okazuje się, że to wszystko jest funta kłaków warte, jeżeli staje się dla nas najważniejsze. Jeżeli wciąż myślimy tylko o czubku własnego nosa i jaki / jaka to ja jestem pobożny / pobożna. Jeżeli nie ma w nas ani krzty miłości. Jeżeli nasze serce wciąż jest zamknięte dla drugiego człowieka, szczególnie na tego najbardziej "trudnego" i ani myśli, żeby choć spróbować się otworzyć.

Zadaję sobie dzisiaj pytanie: Czy jestem gotowa oddać życie za moich bliskich. Zamykam oczy i natychmiast widzę tą osobę, z którą nie mogę się porozumieć. Czy oddałabym za nią życie? Łatwo jest powiedzieć: jeżeli byłabym taka potrzeba, to tak. A czy jestem w stanie CODZIENNIE umierać z miłości do niej? Wyrzucać ze swojego serca egoizm, lęk, wieloletnio pielęgnowane urazy. Czy jestem gotowa chociaż spróbować? Czy mam odwagę prosić Boga o pomoc? Błagać, by moje serce tak silnie dotknął swoją łaską, by ono wreszcie przestało się bać i zaczęło prawdziwie kochać?

06.01.2010

Tylko wyciągnąć rękę

A gdy tłumy się gromadziły, zaczął mówić: "To plemię jest plemieniem przewrotnym. Żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku Jonasza. Jak bowiem Jonasz był znakiem dla mieszkańców Niniwy, tak będzie Syn Człowieczy dla tego plemienia. Królowa z Południa powstanie na sądzie przeciw ludziom tego plemienia i potępi ich; ponieważ ona przybyła z krańców ziemi słuchać mądrości Salomona, a oto tu jest coś więcej niż Salomon. Ludzie z Niniwy powstaną na sądzie przeciw temu plemieniu i potępią je; ponieważ oni dzięki nawoływaniu Jonasza się nawrócili, a oto tu jest coś więcej niż Jonasz. Łk 11,29-32

Chrystus jest dzisiaj dla mnie prawie na wyciągnięcie ręki. Mogę wyłączyć ten komputer, zamknąć się w pokoju, uklęknąć i po prostu z Nim rozmawiać. Mogę otworzyć Pismo Święte, prosząc Ducha Świętego o światło i wskazówki na moje 'dzisiaj". Mogę iść na Eucharystię, przyjąć Ciało Boga samego. Tyle mam mozliwości, żeby Go poznać, spotkać, porozmawiać. Jak z nich korzystam?

A co robię spotkawszy Pana? Wracam swoją drogą czy zgadzam się iść za Nim? Przyjmuję to, co ma mi do powiedzenia, czy uciekam, zagłuszam, bo wygodnie mi tak, jak jest teraz?

12.10.2009

Kim jestem?

Gdy wybierał się w drogę, przybiegł pewien człowiek i upadłszy przed Nim na kolana, pytał Go: "Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?" Jezus mu rzekł: "Czemu nazywasz Mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg. Znasz przykazania: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, nie oszukuj, czcij swego ojca i matkę". On Mu rzekł: "Nauczycielu, wszystkiego tego przestrzegałem od mojej młodości". Wtedy Jezus spojrzał z miłością na niego i rzekł mu: "Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną!" Lecz on spochmurniał na te słowa i odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości. Mk 10,17-22

Chodzę do kościoła, spowiadam się, nie jem mięsa w piątek, nie bawię się w wielkim poście, nie robię zakupów w niedzielę... Dbam o siebie i rodzinę, pomagam innym, pamiętam o rodzicach... Ale czy jestem dobrym chrześcijaninem? Jezus dzisiaj wyraźnie mówi, czego mi do tego potrzeba. Nie wystarczy przestrzeganie przykazań. Trzeba postawić Go w centrum swojego życia. Relację z Nim umieścić nad wszystkimi innymi. Rozmawiać z Jezusem, nie bać się pytać i nie bać się słuchać odpowiedzi. Dopiero z tej bliskości z Nim płynie gorliwość w wypełnianiu przykazań. Zapatrzenie w Jego Osobę skłania do szukania Go w innych ludziach i służenia im tak jakby się służyło samemu Jezusowi. Bez tej podstawowej relacji z Chrystusem nie ma mnie jako chrześcijanina. Jestem tylko specjalistą od spełniania dobrych uczynków.

11.10.2009

Gdyby, gdyby, gdyby...

Gdy On to mówił, jakaś kobieta z tłumu głośno zawołała do Niego: «Błogosławione łono, które Cię nosiło, i piersi, które ssałeś». Lecz On rzekł: «Owszem, ale przecież błogosławieni ci, którzy słuchają słowa Bożego i zachowują je». Łk 11,27-28

Ta kobieta widząc, co Jezus mówi i robi, przełożyła sobie wszystko na swój sposób postrzegania. Może sobie pomyślała: Gdybym ja miała takiego syna... to bym była szczęśliwa... Albo: Gdyby mój syn (z którym mam tyle kłopotów) był taki jak On. Stąd jej okrzyk.

Jezus wcale nie przeczy, że Jego Matka jest błogosławiona. Wskazuje tylko na inny powód tego stanu.

Maryja jest szczęśliwa nie tylko dlatego, że urodziła i wykarmiła Jezusa. Jest szczęśliwa przede wszystkim dlatego, że słucha Słowa Bożego i przestrzega go.

A ja ciąglę czekam z utęsknieniem i nadzieją, aż moje problemy się skończą. Myślę sobie: wtedy odetchnę z ulgą. Zapominam, że szczęśliwa mogę być już teraz, dzisiaj, w tej chwili - szukając woli Bożej i wypełniając ją.

10.10.2009

© Copyright 2010; Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Skórka: Na dobry początek | Korzystając z serwisów wiara.pl akceptujesz warunki regulaminu.
Znalazłeś treści naruszające regulamin? Powiadom nas!

 

| załóż konto i pisz bloga

zgłoś błąd