Archiwum dla kategorii 'Maryja'

Po pielgrzymce

Wróciłam... Cóż to był za czas... Ta pielgrzymka była dla mnie wyjątkowo ciężka. Pan Bóg dał mi doświadczyć, jak słaba jestem... część drogi musiałam przejechać... Wróciłam zmęczona, z obolałymi stopami, ale mimo to radosna. Dziękuję Mu, że mogłam przejść te 300 km, pokonując swoje zniechęcenie, ból, przemęczenie. W tym roku była nieciekawa pogoda - albo upały albo deszcz, nic pomiędzy... Ile razy miałam ochotę usiąść, powiedzieć: Ja już dalej nie idę! Ale czułam się potrzebna. Szłam jako służba medyczna, więc miałam mało czasu na odpoczynek. Jednak to, że mogłam komuś pomóc, choć na chwilę ulżyć w jego bólu, jakoś mi samej pomagało. Pan Bóg potrzebował moich rąk, mojego czasu, mojej cierpliwości, łagodności, uśmiechu...

Nie powiem, że pielgrzymka w radykalny sposób zmieniła moje podejście do życia. Raczej utwierdziła mnie na tej drodze, na której jestem. Słowo docierało do mnie trudno, bo szło mi się ciężko i nie mogłam się skupić.... odczuwam pewien niedosyt z tego powodu... ale myślę, że mimo to choćby małe ziarenko zakiełkowało. Pokłóciłam się parę razy z Panem Bogiem - gdy miałam kompletnie mokro w butach, nie miałam siły iść dalej... no ale jak dajesz, Panie Boże, taką pogodę, to daj też siły... chcesz przez wodę lejącą się strumieniem z nieba oczyszczać moje intencje... jakby zadając mi pytanie, czy nadal Cię kocham... wiesz, że tak jest, ale ja już nie mam siły! No ale co sobie, dziewczyno, wyobrażasz, że ktoś podstawi autokar, żeby pielgrzymi mogli sobie podjechać? Nie po to poszłam na pielgrzymkę. Trzeba zacisnąć zęby i iść. Przytulić się w duchu do Jezusa i iść... On też szedł swoją drogą krzyżową.

Tylu cudownych ludzi... Bracia i siostry, księża, gospodarze. Tyle dobroci doświadczyłam, tyle otwartych serc widziałam. Dzięki nim i ja stałam się bardziej otwarta, ale bez przesady... wyrosłam już z czasów gdy na siłę szukałam przyjaciół i zwierzałam się łatwo innym. Właśnie ta pielgrzymka mi pokazała, jak wydoroślałam, dojrzałam.

Jasna Góra. Spotkanie z Matką. Spojrzenie w Jej oczy. Krótko, bo trzeba zrobić miejsce innym. Ale Ty, Maryjo, przecież wszystko wiesz... powiedz to Chrystusowi... prowadź mnie do Niego.

Dzisiaj to ja zostałam matką. Duchową oczywiście. Piąty raz podjęłam się duchowej adopcji. Niech ten czas będzie dla mnie przygotowaniem się do bycia matką w sensie fizycznym.

Jutro rano obudzę się i zacznie się codzienne życie. Co przyniesie, nie wiem. Ufam, że Pan Bóg poprowadzi mnie przez nie i da siłę do świadczenia o spotkaniu z Nim, o tym, że On żyje pośród nas... we mnie.

Za cały ten czas CHWAŁA PANU i duża buźka dla Niego :) .

KLIK

15.08.2009

W drogę!

Jutro wyruszam na Jasną Górę. Idę po raz piąty. Trochę się boję, bo po poprzednich latach wiem jak jest trudno. Ale wiem też, że można dojść :) Mam teraz dużo spraw, które chcę powierzyć Bogu, a pielgrzymka zawsze była dla mnie dobrym czasem, gdzie mogłam się wyciszyć i nabrać trochę dystansu do codzienności. A ile widziało się Bożego działania na trasie! Już chociażby to, że doszłam 4 razy :) Otwarte serca mieszkańców wiosek przez które przechodzimy. Dobroć ludzi idących obok, którym jest tak samo ciężko jak mi albo i ciężej. Radość i łzy na szczycie Jasnej Góry...

Tak więc jutro raniutko wstaję i w drogę :) Zabieram ze sobą w sercu współblogowiczów i wszystkich czytających bloga:) Wy też wspomnijcie o mnie czasami w modlitwie.

KLIK

04.08.2009

Maryjo ucz mnie wierności

Bardzo chciałabym być tak wierna Bogu jak Maryja. Ostatnio ta prośba bardzo często pojawia się w moich modlitwach. Chcę wiernie trwać przy Bogu, choć są dni, tygodnie, gdy nie czuję Jego obecności we mnie. Chcę wypełniać przykazania i dbać o to, by życie Boże rozwijało się w moim sercu. By Pan Bóg zawsze był dla mnie najważniejszy.

I muszę przyznać, że Pan Bóg wysłuchuje mojej modlitwy. Mimo codziennych problemów, zaganiania, trudności z modlitwą, chwil zwątpienia ciągle szukam obecności Boga, wołam do Niego. Oczywiście nie jestem doskonała, często upadam, ale Pan Bóg nie daje mi przejść nad moimi grzechami do porządku dziennego. To pragnienie wierności jest we mnie bardzo slne i za to Mu dziękuję.

Jedyny Pan, prawdziwy Bóg.

Wszystko co mam, oddaję Mu.

On jedynym Panem jest.

Shema Israel, Shema Israel.

08.09.2008

Chcę być, pamiętać i czuwać

Trzeciego dnia odbywało się wesele w Kanie Galilejskiej i była tam Matka Jezusa. Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów. A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa mówi do Niego: «Nie mają już wina». Jezus Jej odpowiedział: «Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Czyż jeszcze nie nadeszła godzina moja?»Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: «Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie». Stało zaś tam sześć stągwi kamiennych przeznaczonych do żydowskich oczyszczeń, z których każda mogła pomieścić dwie lub trzy miary. Rzekł do nich Jezus: «Napełnijcie stągwie wodą!» I napełnili je aż po brzegi. Potem do nich powiedział: «Zaczerpnijcie teraz i zanieście staroście weselnemu!» Oni zaś zanieśli. A gdy starosta weselny skosztował wody, która stała się winem - nie wiedział bowiem, skąd ono pochodzi, ale słudzy, którzy czerpali wodę, wiedzieli - przywołał pana młodego i powiedział do niego: «Każdy człowiek stawia najpierw dobre wino, a gdy się napiją, wówczas gorsze. Ty zachowałeś dobre wino aż do tej pory». Taki to początek znaków5 uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie. J 2,1-11

"Nie mają już wina".

Ona nie ma już wina, Synu, nie daje rady.

Jak dobrze jest sobie uświadomić, że Maryja, moja Matka, jest zawsze przy mnie, pamięta o mnie i czuwa. Mówi o moich sprawach swojemu Synowi. Jak dobrze mieć taką Matkę. Wstąpiła we mnie nadzieja.

Maryjo, nie opuszczaj mnie, w Tobie moja nadzieja. Oddaję Ci moje życie, moje powołanie, moje narzeczeństwo. Ty "jesteś, pamiętasz i czuwasz", więc ja też chcę być, pamiętać i czuwać. Pomóż mi w tym!

Boże, dziękuję Ci za taką Matkę!

03.09.2008

Tarczo obronna, módl się za nami

Takiej pielgrzymki jak w piątek to chyba jeszcze nie przeżyłam. Nie mogłam iść pieszo na Jasną Górę, więc pielgrzymowałam duchowo. Natomiast 15 sierpnia z mojej parafii wychodzi piesza pielgrzymka do sankturaium marujnego znajdującego się na terenie naszego dekanatu. Gdy tam szliśmy, zmoczył nas trochę deszcz, trochę postraszyło burzą, ale to nic. Gdy wychodziliśmy z sanktuarium świeciło piękne słoneczko. Niestety zaczęły się zbierać chmury i wyglądało to coraz bardziej groźnie. Deszcz lał, grzmiało i błyskało ze wszystkich stron. Ciemno tak, że świata nie widać. Boże, jak my dojdziemy, przecież mamy parasolki, sztandary z metalowymi krzyżami, to może bardzo łatwo ściągnąć piorun. Zaczęliśmy odmawiać Koronkę do Miłosierdzia Możego, śpiewać pieśni maryjne, Apel Jasnogórski. Dotarliśmy szczęśliwie do naszego parafialnego kościoła. Myślę, że to naprawdę cud, że udało nam się wrócić bezpiecznie, bo inaczej tego po prostu nie można wytłumaczyć.

Nie trzeba uczestniczyć w kilkusetkilumetrowej pielgrzymce, by przeżyć prawdziwe rekolekcje w drodze. We mnie ta pielgrzymka (zarówno droga, jak i Msza św.) pogłębiła jeszcze tęsknotę za Panem Bogiem, dała nową nadzieję, nowe siły. Pamiętając o własnej niedoskonałości prosiłam moją Matkę, tę samą, do której szłam kilka razy na Jasną Górę, by uczyła mnie prawdziwej miłości i wierności Bogu i jego przykazaniom.

"Matko o twarzy jak polska ziemia czarnej" - posłuchaj na YouTube

17.08.2008

© Copyright 2010; Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Skórka: Na dobry początek | Korzystając z serwisów wiara.pl akceptujesz warunki regulaminu.
Znalazłeś treści naruszające regulamin? Powiadom nas!

 

| załóż konto i pisz bloga

zgłoś błąd