« Osobista Modlitwa Moja rozmowa »

Świadectwo?

08.10.2017

To co ostatnio spotyka mnie w życiu jest dla mnie zarazem czymś wspaniałym i cudownym. Dlatego postanowiłam to zapisać. Żeby wszystkie szczegóły dobrze zapamiętać na zawsze.

Zacznę od początku… kiedy to miałam różne wątpliwości w wierze. Dotyczyły one istnienia Boga. Wówczas sięgnęłam wtedy kilka razy po Pismo Święte, żeby umocnić tą wiarę, która niestety z każdym dniem gasła. Prosiłam Boga aby mi w tym pomógł. (Jednak z perspektywy czasu pewnie to odejście od Boga miało sens, by powrócić z czymś więcej). Niestety w Wielką Sobotę podczas wieczornych nabożeństw moja wiara całkowicie zgasla. Byłam już przekonana, że Boga nie ma a miejsce, w którym się znajdowałam nie robiło na mnie żadnego wrażenia. Kilka miesięcy naprawdę żyło mi się w miarę dobrze.. wydawało mi się, że jestem samowystarczalna, że odkryłam prawdziwą teorię swego świata, że dojrzałam do tej prawdy. Na szczęście to uczucie nie trwało długo. Córka w tym czasie zaczęła przygotowania do I Komunii Św. Z jednej strony myślałam sobie.. po co cały ten “cyrk” przecież to strata czasu.. jednak z drugiej poczułam się źle, że tak traktuje ważną dla córki uroczystość. Oczywiście ukrywałam to wszystko przed rodziną bo wiedziałam, że zrozumienia nie otrzymam. I tak moje myśli zaczęły zmieniać tor. Do tego stopnia, że pragnęłam uwierzyć w Boga. Jednak wątpliwości były silniejsze. Zdecydowałam się na spowiedź… akurat były wtedy rekolekcje w parafii i dzień przed spowiedzią ksiądz rekolekcjonista miał kazanie na temat niewiernych. Przypadkiem(lub nie :-)) też do tego księdza trafiłam.To była wtedy pierwsza szczera spowiedź od długiego czasu. Nie doznałam olśnienia ale pomogła dążyć dalej w tym kierunku. Następne spowiedzi były równie owocne. Zaczęłam modlić się do Boga typowymi dla wątpiących słowami.. “Boże jeśli jesteś…” Budowałam z Nim więź, choć w głowie wciąż słyszałam “On nie istnieje.” Myślę, że spowiednik, do którego chodzę modlił się o moją łaskę wiary. Już wiedziałam, że nie jestem w tym sama i to też podnosiło mnie na duchu. W między czasie nabawiłam się okropnego stanu. Apatia.. tak określił to lekarz pierwszego kontaktu. To było okropne uczucie. Codzienne obowiązki sprawiały taki ból psychiczny, że musiałam coś z tym zrobić. Dostałam leki depresyjne. Nadal w tym tkwię lecz teraz wiem, że leki sprawy nie załatwią. Ale wracając do najważniejszego po I-sobotnim różańcu, w którym modliłam się o pewną osobę, moje wątpliwości ustąpiły :-) To było dziwne bo nagle przyjęłam do wiadomości, że Bóg jest. Nie czułam Jego obecności ale wiedziałam, że jest. Wtedy zaczęłam modlić się o to by na mojej drodze Bóg postawił osoby, które pogłębiają swoją wiarę, z którymi mogłabym na te tematy rozmawiać. Aby moja wiara stała się stabilna. Najpierw poznałam przez internet niesamowitą dziewczynę, z którą bez wątpienia mogę rozmawiać o Bogu. Modliłam się też o poprowadzenie mnie w życiu do celu którego pragnę. Mam wielką potrzebę pomagania. i tak przypadkiem zapisałam się do szkoły. Na pierwszych zajęciach była pani prof psychoterapeutka.. ojej co ja wtedy przeżyłam kiedy mówiła, że zajmuje się też rozwojem duchowym. Poczułam dreszcze, łzy i zdumienie kiedy jej słuchałam i oczywiście od razu poprosiłam ją o rozmowę. Musiałam jej powiedzieć że “spadła mi z nieba” Okazało się, że większość osób w mojej sali to są naprawdę wartościowi ludzie, na pewno dzięki nim będę mogła zająć się tym czego pragnę. Czuję że to wszystko dał mi Bóg. W tak niesamowity sposób mi się ukazał. :-)

Chociaż czasem wątpliwości jeszcze się pojawiają staram się je szybko odgonić. 

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Musisz być , aby zamieścić komentarz.

© Copyright 2010; zakręcony. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Skórka: Niebo i ziemia | Korzystając z serwisów wiara.pl akceptujesz warunki regulaminu.
Znalazłeś treści naruszające regulamin? Powiadom nas!

 

| załóż konto i pisz bloga

zgłoś błąd