Archiwum dla miesiąca: Wrzesień 2017

Zaproszenie

"Oto stoję u drzwi i kołaczę. Jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną" (Ap 3,20).

Czytaj dalej

24.09.2017

Powrót do domu

Kwiecień 2010r.

     Decyzja o powrocie do ojczyzny nie była taka łatwa. Wiedziałam, że jest to Boży plan na dalsze moje życie. Jednak, tak po ludzku czułam lęk … o pracę, o nową wspólnotę , gdzie odnajdę taką jak w Bath? I jeszcze kilka znaków zapytania, co dalej?  „Co dobrego czeka mnie w Polsce?”- pytałam sama siebie.  Jednego byłam pewna, że mogę liczyć na pomoc od najbliższych.

     Pan Bóg zatroszczył się o wszystko, czego potrzebowałam.  W niedługim czasie po powrocie do domu, do Olsztyna znalazłam informację o mszach świętych z modlitwą o uzdrowienie. Nie zapomnę, gdy pierwszy raz poszłam na taką mszę. Czułam się jak brytyjska królowa „trzecia”, nawet gestykulacja … iście królewska. Wiedziałam, że to nie przypadek, że Pan Jezus mnie na nią zaprosił. Msze były odprawiane raz w miesiącu. Z niecierpliwością oczekiwałam więc na każdą następną. Po kilku miesiącach otrzymałam kolejny prezent w osobie kierownika duchowego.

     W tym czasie Pan Bóg bardzo poważnie zajął się oczyszczeniem mego wnętrza. Odczuwałam silne blokady w wychwalaniu Boga. Doświadczając Jego ogromnej miłości, nie potrafiłam Mu za nią dziękować. Serce miałam jakby lodowate. Na zewnątrz starałam się, jak tylko potrafiłam. Na mszach z modlitwą o uzdrowienie podążałam za prowadzącymi. Klaskałam, próbowałam podnosić ręce,…, jednak w środku czułam olbrzymią blokadę. Nazwałam  ją „czyśćcem”…  Kiedyś byłam osobą bardzo nerwową a nawet agresywną. Nie panowałam nad emocjami. Byle co doprowadzało mnie do furii. Obsypywałam epitetami nawet przypadkowe osoby (…). Uświadomiłam sobie, że obrażając bliźniego- nawet w myślach-obrażam również Boga. I teraz, gdy chciałam Mu dziękować i uwielbiać Go ze wszystkich sił  – nie potrafiłam. Było mi bardzo ciężko. Czując jednak wielką niemoc, powoli zaakceptowałam stan swego ducha.

     Pewnego razu odwiedziłam dawno zapomnianą przez rodzinę ciotkę Klarę. Podczas spotkania wspominała o rekolekcjach ewangelizacyjnych Odnowy w Duchu Świętym, które niebawem miały się rozpocząć w sąsiedniej parafii. Próbowała zachęcić mnie do uczestniczenia w nich. Nie oponowałam, nawet bardzo chciałam je przeżyć. Pojawiły się jednak przeszkody…, a także codzienne rozważanie Pisma Świętego. Czułam, że z tym mogę sobie nie poradzić… Minęły dokładnie dwa lata zanim nadszedł odpowiedni czas, abym je przeżyła.

źródło zdjęcia: https://www.google.pl/search?q=powr%C3%B3t+do+domu&newwindow=1&client=firefox-b-ab&dcr=0&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ved=0ahUKEwi9gpTHx67WAhWQbFAKHavTBSYQ_AUICigB&biw=1280&bih=699#imgrc=df-xSB27AK_YoM:

 

18.09.2017

Pielgrzymka

Lipiec – sierpień 2011r.

 

     Po mszy św. z modlitwą o uzdrowienie, którą celebrował znany na całym świecie charyzmatyk Ojciec Paul poczułam w sercu pragnienie, aby udać się na pieszą pielgrzymkę do Częstochowy. Nie miałam namiotu, pieniędzy, ani osoby do towarzystwa. Pomimo trudności nabrałam też przekonania, że jeśli mam iść - to Pan Bóg o wszystko się zatroszczy, „nawet i o kasę – jak trzeba spadnie z nieba”- żartowałam sama do siebie. Wszystko wskazywało jednak na to, że nie pójdę. Pragnienie natomiast było coraz silniejsze. … Dni mijały, a ja byłam w punkcie wyjścia. I tak do pielgrzymki pozostał tydzień. W środku tygodnia, modląc się przy wizerunku Matki Boskiej Częstochowskiej powiedziałam: „Maryjo, jeśli zapraszasz mnie do siebie, to proszę Cię o kasę. Cztery stówki mi wystarczą, aby kupić potrzebne rzeczy,… na drogę i na powrót …”. I tyle; zamknęłam temat. Minął jeszcze jeden dzień. Była Godzina Miłosierdzia. Z modlitwy wybiło mnie delikatne szczęknięcie drzwi. Po pewnym czasie odwróciłam się i nie wiem dlaczego spojrzałam w kierunku stolika, który stał za mną. Zaczepiłam się o niego nogą i chciałam ją wyprostować, kiedy spojrzałam na stolik. „Yyyyy” – wyrwało mi się z klatki, jednocześnie przecierając oczy ze zdziwienia. Na stoliku leżały pieniądze. „Spadły z nieba, albo zwidy mam jakieś” – pomyślałam. Nie liczyłam. Przykryłam je książką, która leżała obok i pomyślałam, że pewnie znikną, jak skończę się modlić. Wiedziałam, że mama nie ma pieniędzy. Miała tylko 50zł, które zostawił jej Romek - mój brat - parę dni wcześniej ...? Dokończyłam modlitwę, podniosłam książkę … pod nią ciągle leżały pieniądze …  400 zł. Wyszłam z pokoju. Mama siedziała w kuchni, jak gdyby nigdy nic. „Mamo”- zaczęłam- „Wiesz, co się stało?”. Opowiedziałam jej wszystko i swoje domniemania również. Wyznałam jej też, że o tyle właśnie modliłam się do Maryi, ponieważ bardzo pragnę iść na pielgrzymkę do Częstochowy. Powoli wyraz jej twarzy się zmieniał. W końcu nie wytrzymała i parsknęła śmiechem. Potem przyznała się, że gdy była na podwórku przyszedł sąsiad i oddał większą kwotę, którą pożyczyła mu jakiś czas temu. Pomyślała, że „odpali” mi z tego „tak ze cztery stówki”. Byłam przeszczęśliwa, podziękowałam jej. Tematu pielgrzymki nie kontynuowałyśmy. Następnego dnia ponownie zapytałam Maryję: ”Jeśli naprawdę zapraszasz mnie na pielgrzymkę, to proszę Cię o jakiś znak. Dziękuję za pieniądze, ale nie chcę później słyszeć, że wydałam je, niezgodnie z przeznaczeniem”.  Jeszcze tego samego dnia wieczorem mama zapytała mnie, czy zapisałam się już na pielgrzymkę? To był właśnie ten znak, o który prosiłam.(…).

     Mama opowiedziała później tę historię memu rodzeństwu. Pewnego ranka usłyszałam jej rozmowę z bratem: „Kup też i Joli słodką bułeczkę na śniadanie”- prosiła mama. „Nie trzeba. Wystarczy, że się pomodli a spadnie jej z nieba”- żartował Romek.

     Na pielgrzymkę zapisałam się w niemal ostatniej chwili, dokładnie dzień przed. Podobnie też zakupy i pakowanie. Nie zdążyłam tylko sprawdzić, jak rozkłada się nowy namiot. Na szczęście go nie potrzebowałam. O noclegi zatroszczył się Pan Bóg. Pierwszego dnia „rekolekcji w drodze” poznałam Edytę oraz jej kuzynkę Luizę. Niesamowite kobiety, wspierałyśmy się wzajemnie w trudach pielgrzymowania.

    Pielgrzymka była niezwykłym czasem łaski. Ludzie gościnni i z otwartymi sercami przyjmowali nas do swoich domów. Poczęstunki i suto zastawione stoły czekały na nas na każdym praktycznie postoju. Był też odcinek drogi, którą do tej pory wspominam ze wzruszeniem. W którymś zakątku Polski, chyba w połowie trasy, kilka osób wychodząc na spotkanie pielgrzymów sypało kwiaty pod nasze nogi.

     Podczas „rekolekcji w drodze” odezwały się niemal wszystkie znane mi „kontuzje”, zaczynając od nudności, poprzez bóle ramienia i nóg. Jedynie słynne „bąbelki” mnie oszczędziły. Na koniec Pan Bóg przygotował mi coś specjalnego. Dotknął pewnego zranienia w mym sercu - będącego „pożywką” i poprzez które - dręczył mnie zły duch. (…). Dwa dni przed Jasną Górą niezwykle mocno poczułam, że mam „kontuzję” duszy. Nie była ona w stanie podążać za ciałem. Ktoś ponownie chciał mi wmówić, że jestem potępiona, że nawet Bóg nie jest w stanie mi pomóc… O jakże podstępne jest zło! Znajdzie szczelinę, a potrafi zrobić z niej przepaść. Jak potwornym miejscem musi być piekło, bo jest przecież jedynym miejscem, gdzie Boga nie ma. Na krótki moment ponownie w swoim życiu doświadczyłam ciemnicy, kompletnego braku Boga przy sobie, aby później poczuć jeszcze bardziej Jego obecność. Kolejny też raz uzdrowienie dokonało się w sakramencie pokuty.

     W Liście św. Pawła do Rzymian czytamy: „On, który nawet własnego Syna nie oszczędził, ale Go za nas wszystkich wydał, jakże miałby wraz z Nim i wszystkiego nam nie darować? Któż może wystąpić z oskarżeniem przeciw tym, których Bóg wybrał? Czyż Bóg, który usprawiedliwia? Któż może wydać wyrok potępienia? Czy Chrystus Jezus, który poniósł [za nas] śmierć, co więcej - zmartwychwstał, siedzi po prawicy Boga i przyczynia się za nami? Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej?” (Rz 8, 31b-35a)

     W drodze powrotnej poznałam bliżej Alicję. Zwróciłam na nią uwagę już pierwszego dnia pielgrzymki. Szła za mną z koleżanką i na kogoś bez przerwy „nawijała”. Przynajmniej tak myślałam. Dopiero wracając do domu okazało się, że się myliłam. Rozmowę rozpoczęłyśmy od wspomnień. Opowiadałyśmy o minionych 2 tygodniach. Później Alicja zwierzyła mi się ze swoich problemów z dużo starszą od niej kuzynką. Powiedziałam jej wtedy, że wyciągam rękę pierwsza nawet wtedy, kiedy czuję się pokrzywdzona. Nie spodziewam się nic w zamian. Przepraszam za swoje. Poza tym bardzo rzadko zdarza się sytuacja, za którą winę ponosi tylko jedna osoba. Z reguły leży ona po obu stronach. Wyciągnięcie ręki przynosi wielkie owoce. Nie jest to łatwe, ale konflikt pogłębia się, gdy żadna ze stron nic nie robi. Przegadałyśmy całą drogę. Żegnając się powiedziała: „Całą pielgrzymkę prosiłam Maryję o pomoc, jak mam postąpić, aby moje relacje z kuzynką się poprawiły i otrzymałam ją w drodze powrotnej”. Chwała Panu!

 

źródło zdjęcia: https://www.google.pl/search?q=pielgrzymka&newwindow=1&client=firefox-b-ab&dcr=0&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ved=0ahUKEwje95TYiaPWAhVSblAKHSM2BIkQ_AUICygC&biw=1280&bih=699#imgrc=FraSPTRrJneXlM:

 

13.09.2017

© Copyright 2010; Za wszystko dziękuję. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Skórka: Tęsknota | Korzystając z serwisów wiara.pl akceptujesz warunki regulaminu.
Znalazłeś treści naruszające regulamin? Powiadom nas!

 

| załóż konto i pisz bloga

zgłoś błąd