« Odrzucenie Katedra »

Jakub

25.07.2017

Kto doświadczył miłości Bożej nie jest w stanie zatrzymać jej tylko dla siebie. Dzielenie się nią wypełnia mu serce

Marzec- kwiecień 2010r.

    Wkrótce po tym, jak podjęłam decyzję o powrocie do Polski, koleżanka u której wynajmowałam pokój, grzecznie poprosiła, abym w przeciągu miesiąca wyprowadziła się. Jej chłopak miał problemy mieszkaniowe, więc postanowiła go przygarnąć. Nie było mi to za bardzo na rękę. Do pracy miałam blisko, dosłownie 10 minut spacerkiem. Poza tym pakowanie, rozpakowywanie, i jak się okazywało tylko na 2 miesiące. Jednak cóż mogłam zrobić, ona nie dała się ubłagać. Zaczęłam więc za czymś się rozglądać. Pomimo, że dłuższy czas nie udawało się mi nic znaleźć, w sercu byłam przekonana, że Bóg już się o to zatroszczył, i że na pewno niedługo trafię pod właściwy adres. I tak się stało. (…). Drzwi otworzył mi młody chłopak (na oko 20 parę lat). Obejrzałam mieszkanie, chwilę porozmawialiśmy i ustaliliśmy szczegóły wynajmu. Uprzedziłam go, że długo nie pomieszkam. Zgodził się. Oprócz mnie wynajmował pokój także jakiejś parze. Warunki były dużo lepsze, niż miałam poprzednio. Trochę dalej do pracy, ale za to było ciepło i przede wszystkim cicho. Szczególnie tego potrzebowałam.

   Koleżanka lubiła „pobalować”, nawet kilka razy w tygodniu. Imprezy były długie i głośne. Bywało, że kończyły się nad ranem. Sąsiedzi parę razy wezwali policję. Po kilku dniach ciszy sytuacja się powtarzała. Mieli swój świat. Byłam szczęśliwa jak wychodziła do pubu, albo impreza była u jej chłopaka, a już najbardziej kiedy jechała na urlop do Polski, i mogłam się normalnie wyspać. Czasem ratowałam się wychodząc na noc do znajomych, którzy mieszkali w pobliżu. Gdy Rafał- mąż Lucyny szedł na „nockę” do pracy, pakowałam piżamę i kosmetyki, i wychodziłam do nich. Lubiłam u nich przebywać. Pomagaliśmy sobie wzajemnie.

   Rozmowy z lokatorami na nowej stancji ograniczały się do powitania i pytania o samopoczucie, nie zgłębialiśmy się w szczegóły. Każde z nas miało swoje życie. Wkrótce również okazało się, że para postanowiła wyprowadzić się.
W tym czasie poszukiwania pokoju do wynajęcia rozpoczęła Kinga. Była u mnie raz czy dwa od czasu, gdy zmieniłam stancję. Nie wiem, w jaki sposób dowiedziała się, że Jakub poszukuje współlokatora, w każdym razie byłam w wielkim szoku, kiedy weszła z walizkami. Jakub powiedział mi później, że prosiła go, aby mi nic nie mówił, że się wprowadzi. Chciała mi zrobić niespodziankę – twierdziła. W sumie nie miałam nic przeciwko. Kiedyś to ja zapukałam do jej drzwi i mi ich nie zamknęła. Na ten moment była jednak w takim stanie psychicznym, że ja nie potrafiłam jej pomóc. Zaledwie dźwigałam swój bagaż lęków i zranień. Ona wymagała pomocy specjalisty. Działy się z nią różne dziwne rzeczy w sferze duchowej, ale też i psychicznej. Wiem, że zwróciła się o pomoc do Marii i Tadeusza i nawet jakiś czas u nich pomieszkiwała. Pomagali jej jak mogli, w końcu się okazało, że i oni nie są w stanie jej pomóc. A cóż dopiero ja mogłam zrobić. Informacje docierały do mnie od różnych osób. Pewnego dnia, np. Maria zadzwoniła, informując mnie, że Kinga pojechała z walizką na najbliższe lotnisko i szukała lotu do Polski, aby przyjechać do mnie, chociaż byłam w tym czasie w Bath, a …. bezpośrednich połączeń z Polską stamtąd nie było. Spędziła cały dzień na lotnisku. W końcu jakaś osoba zainteresowała się nią i zadzwoniła do Marii, aby ją stamtąd zabrała.

   Po raz pierwszy - od czasu przeprowadzki - rozmawiałam z Jakubem, kiedy zbliżył się czas rozliczeń. Kingi od kilku dni nie było w mieszkaniu. Zalegała mu z czynszem i nikt nie wiedział, gdzie jej szukać. Powiedziałam, że postaram się pomóc. Poprosiłam, aby był wyrozumiały. Trochę napomknęłam o jej problemach, starając się ją usprawiedliwić. I tak od niej przeszłam na siebie. Pamiętam, opowiedziałam o trudnościach w pracy, z klientami . „A radzę sobie w ten sposób, że dziękuję Panu Bogu za nich wszystkich, a szczególnie tych najmniej uprzejmych i oczywiście modlę się w ich intencji. Dziękuję, bo dzięki tym osobom mogę się zmieniać”- wyznałam. Patrząc na mnie z niedowierzaniem i z uśmiechem „od ucha do ucha” stwierdził, że chyba jestem wariatką. Potem przyznał, że czuje się podobnie traktowany przez ludzi, a Boga nienawidzi, i nic więcej nie powie na Jego temat, aby nie obrazić moich uczuć. Nie nalegałam, i sama zaczęłam opowiadać mu jak doświadczam Bożej miłości. Słuchał z uwagą. Przegadaliśmy chyba ze 2 godziny. Na koniec stwierdziłam, że pewnie więcej nie zechce zamienić ze mną słowa, na co on kategorycznie zaprzeczył. Kilka dni później opowiedział mi o sobie, o stracie rodziców, o bracie, którego nie widział długie lata. Potem zapytał, jak ma się modlić? Kiedyś, będąc dzieckiem wspólnie z rodziną odmawiał: „Ojcze nasz …, Zdrowaś Maryjo … i Chwała Ojcu…”. „Tak się módl” – odpowiedziałam i dodałam, że dam mu jeszcze jedną modlitwę, po czym przyniosłam obrazek Jezu ufam Tobie z Koronką do Miłosierdzia Bożego na odwrocie. Przyjął.

   Zbliżały się Święta Wielkanocne, które zamierzałam spędzić z Lucyną i jej rodziną. Zaraz po nich wracałam na stałe do Polski. Rzeczy przewiózł mi Jakub. Gdy się żegnaliśmy uścisnął mnie mocno.

źródło zdjęcia: https://www.google.pl/search?q=pos%C5%82uga&newwindow=1&client=firefox-b-ab&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ved=0ahUKEwir8oCCjqXVAhVPb1AKHe6RDMsQ_AUICigB&biw=1280&bih=699#imgrc=uUNt3vOJAcgn3M:

Wpis w kategorii: Posługa

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Musisz być , aby zamieścić komentarz.

© Copyright 2010; Za wszystko dziękuję. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Skórka: Tęsknota | Korzystając z serwisów wiara.pl akceptujesz warunki regulaminu.
Znalazłeś treści naruszające regulamin? Powiadom nas!

 

| załóż konto i pisz bloga

zgłoś błąd