« Nawrócenie Odrzucenie »

Uwolnienie

18.07.2017

"Ku wolności wyswobodził nas Chrystus. A zatem trwajcie w niej i nie poddawajcie się na nowo pod jarzmo niewoli!" (Ga5, 1)

początek grudnia 2009r.

 

   Pamiętam tamtego dnia spadło dużo śniegu. Nietypowe zjawisko jak na Bath– jedno z cieplejszych miast w Wielkiej Brytanii. Na spotkanie do Tadeusza i Marii umówiłam się z Kingą. Jadąc miałam mieszane uczucia, z jednej strony radość, z drugiej- niepokój- próbowałam sobie wyobrazić jego przebieg . Wiele też okoliczności sprzyjało temu, aby je odwołać. Umówiłyśmy się z Kingą na przystanku o godzinie 19.00. Minęła już 19.30 a ona nie przychodziła. Niespełna godzinę wcześniej widziałam ją w kościele, oddalonym 10 minut drogi, od miejsca, w którym się umówiłyśmy. W końcu przyszła. Nawet słowem nie wytłumaczyła się ze spóźnienia, zachowywała się jak gdyby nigdy nic. W drodze próbowałam dowiedzieć się co się stało, dlaczego się spóźniła i skończyło się na kłótni. Byłam zła. W międzyczasie zauważyłam, że zaginął mi telefon komórkowy. (…). Wysiadłyśmy z autobusu. Brnąc z trudem po śniegu, szukałyśmy właściwego adresu. Pozwoliło mi to trochę ochłonąć i odreagować. W końcu dotarłyśmy na miejsce, spóźnione ponad godzinę.

   Tadeusza kojarzyłam z kościoła. Czasem zabierał głos w czasie ogłoszeń parafialnych. Jego żony, Marii nie znałam. Spotkanie rozpoczęło się od rozmowy – wywiadu. Opowiadałam o sobie, o „dziwach”, które wydarzyły się w moim życiu. Wspomniałam o klątwie, jaką rzuciła na mnie wróżka, o tym, że prawie wszystko się spełniło. Oni słuchali, zadawali pytania. W moim odczuciu mówiłam bardzo chaotycznie, nie potrafiłam wypowiedzieć się, tak jakbym chciała. Tadeusz zapytał mnie o życie sakramentalne. Przypomniał, że jestem dzieckiem Bożym, i że mam godność dziecka Bożego. Zupełnie o tym zapomniałam. Ta prosta, wypowiedziana przez niego prawda sprawiła, że podniosłam głowę i nie musiałam spuszczać wzroku.

   Przed modlitwą Maria obsypała progi drzwi solą egzorcyzmowaną. Uprzedziła, że w trakcie modlitwy zły duch będzie nam próbował wmówić różne rzeczy, żeby to odrzucić i wejść w modlitwę, a on w końcu ustąpi. Modliliśmy się różańcem, a po każdej tajemnicy śpiewaliśmy pieśni uwielbienia. Tadeusz akompaniował na gitarze. W pewnym momencie rzekł: „Teraz jest czas abyście wypowiedziały w sercu prośby, które macie do Pana Jezusa”. Po chwili Kinga rozpłakała się, a raczej zaczęła wyć w niebogłosy. Czekając aż się uspokoi, nie mogłam zebrać myśli. Znowu byłam na nią zła. Próbowałam ignorować wszystkie negatywne uczucia, bronić się przed nimi, ale nie potrafiłam. W końcu poddałam się, wmawiając sobie, że chyba nie jest to odpowiedni czas, aby Pan Bóg wysłuchał moją modlitwę … i modliłam się dalej po swojemu. Za jakąś chwilę podszedł Tadeusz i ściszonym głosem zapytał mnie dlaczego nie wypowiedziałam swoich próśb. Będąc na sto procent pewna tego, co mówię stanowczym, ale spokojnym głosem zaprzeczyłam: „ Nie. Wypowiedziałam je”. Wtedy lekko zdziwiony spojrzał najpierw na Kingę, później na mnie i powiedział, że wie o tym od Pana Jezusa. A po chwili ciszy nazwał bardzo ogólnie moje prośby.” Jak można mieć tak zaawansowaną sklerozę w wieku 34 lat”- pomyślałam, gdyż dotarło do mnie, że to co mówi Tadeusz jest prawdą. „To przez Kingę. Głośno płacze i mi przeszkadza, a ja potrzebuję chwili ciszy. Nie potrafię się skupić”- wyznałam z żalem i z nutą pretensji w głosie . Na co on odparł: „Pan Jezus teraz daje Ci ten czas”. Kinga natychmiast ucichła, a ja mogłam w końcu przedstawić Bogu swoje intencje. W odpowiedzi (za pośrednictwem Tadeusza) usłyszałam, że „Pan Jezus bardzo mnie kocha i jest w moim cierpieniu”. (…). Dalej trwaliśmy na modlitwie. Usłyszałam jak Tadeusz dziękuje Panu Jezusowi za to, że może poprowadzić modlitwę uwolnienia. Usiadł tuż obok mnie i rozkazał złemu duchowi, aby się poddał. Następnie zdecydowanym ruchem ręki, jakby swego rodzaju toporem, odciął więzy łączące mnie ze złym duchem. Poczułam wtedy strumień cudownego ciepła, które stopniowo przepływało przez moje ciało. Odzyskałam wolność dziecka Bożego. Miłość, jakiej doświadczyłam podczas modlitwy wypełniła całe moje wnętrze, a słowa Jezusa przyniosły ulgę. Nawet perspektywa zakupu nowego telefonu nie przysłoniła mi radości, jaką wtedy czułam.

   Zmieniło się coś jeszcze. Przed modlitwą uwolnienia podejście do konfesjonału sprawiało mi ogromną trudność. Czasem zdarzało się, że szłam do kościoła z zamiarem wyspowiadania się, a nie mogłam ruszyć się z miejsca. Czułam się jakby na uwięzi. Duch chciał, a ciało odmawiało posłuszeństwa. Po modlitwie poczułam, że wszystko puściło. A gdy w przyszłości pojawiały się sporadycznie jakieś trudności zwracałam się do Boga słowami: „Duchu Święty, Tobie oddaję swoje nogi i swoją wolę”. I bywało, że …. (dosłownie) biegłam.

Wpis w kategorii: Powrót

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Musisz być , aby zamieścić komentarz.

© Copyright 2010; Za wszystko dziękuję. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Skórka: Tęsknota | Korzystając z serwisów wiara.pl akceptujesz warunki regulaminu.
Znalazłeś treści naruszające regulamin? Powiadom nas!

 

| załóż konto i pisz bloga

zgłoś błąd