« List nie od Boga Zamknięte dusze »

Martusia ma katar

11.09.2017

Martusia ma katar i wzdęcia, źle śpi. Co chwilę biegnę do niej, podaję smoczek, głaszczę lub kołyszę w ramionach. I im bardziej jestem wyczerpana, im bardziej zbliżam się do granicy mojej wytrzymałości, tym więcej pokoju jest we mnie, tym więcej poddania... Bogu.

Zauważam też, że przestaję czegoś konkretnego oczekiwać: od tego malutkiego dziecka, od siebie i od sytuacji, w której wydaje się, jakbyśmy zostały obie uwięzione. Czuję, że zbliżam się do zadziałania pewnych praw istnienia, które samoistnie stworzą jej dalszy ciąg i życie będzie mogło popłynąć dalej, nie wiem dokąd. Pod wpływem nagłego impulsu dzwonię do jej rodziców, chociaż wiem, że nie mogą mnie dzisiaj zastąpić. "Weź ją do siebie do łóżka", słyszę i posłusznie to robię. Martusia natychmiast przytula się do mnie i tak, już bez płaczu i budzenia się, przesypia całą noc i rano budzi mnie swoim rozkosznym, pogodnym "gruchaniem".

1 Komentarz

  • Witam. To przyjemne uczucie kiedy jest się wyczerpanym fizycznie czy psychicznie a jednak z siłą ducha. I tak pewnie będzie jeśli jest On zawsze na pierwszym miejscu. Mam taką cichą nadzieję. Pzdr.

  • Tak, i chyba właśnie w sytuacjach naszej własnej bezsilności wysuwa się On na pierwsze miejsce i jest gotów pomóc... Tylko Mu zaufać i na to pozwolić. Dziękuję za wpis i życzę tej nadziei :)

    Komentarz został zmoderowany.
    Ostatnia modyfikacja została wprowadzona przez: gałązka (12.09.2017 11:12)

Zostaw komentarz

Jeżeli masz dość wpisywania tych literek lub załóż konto w portalu

© Copyright 2010; Poruszenia. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Skórka: Patrząc przed siebie | Korzystając z serwisów wiara.pl akceptujesz warunki regulaminu.
Znalazłeś treści naruszające regulamin? Powiadom nas!

 

| załóż konto i pisz bloga

zgłoś błąd