« Jak zostałem świętym Piotrem i co z tego wynikło Po prostu wielkanocna radość »

Małe dzieci w kościele

05.04.2018

"Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie". Czy to znaczy, że jeśli zachowanie małego dziecka na Mszy mi przeszkadza, to jestem złym człowiekiem?

Nie, nie jestem przeciwnikiem tego, by małe dzieci zabierać ze sobą do kościoła. Pamiętam zresztą, jak fajnie przed laty problem rozwiązano w Ustroniu. Mały kościół. Dzieci siadały na stopniach ołtarza (była tam wykładzina). Starsze pilnowały młodszych, ogólnie choć ruch, było spokojnie. Gdy coś "głośniejszego" zadziało, rodzic interweniował. Ale nie przypominam sobie jakichś większych problemów. Podobnie bywa w mojej parafii. Tu z kolei kościół ogromny. Rodzice z dziećmi w poprzecznej nawie. Jak tylko biegają i "zwiedzają", nie ma problemu. Zresztą gdy dzieciak zapuści się za daleko, rodzic podejdzie, zabierze go. Nic się nie dzieje. Gorzej, gdy któreś dziecko zaczyna z jakiegoś powodu wydawać z siebie głośne dźwięki. Płacze, krzyczy albo jeszcze coś podobnego. To jednak przeszkadza. Zwłaszcza gdy nie jest to jeden, krótki okrzyk, ale regularna syrena przez kilka minut.

Rodzice dzieci miewają pretensje, że są źle traktowani. Że ten czy ów ksiądz powie, żeby z dzieckiem wyjść, bo to przeszkadza. Że ktoś coś powie. Albo tylko "niewłaściwie" spojrzy. "To dzieci, mają prawo tak się zachowywać" - oburzają się.  I mają rację: dzieci mają prawo. Pytanie, czy rodzice tych dzieci mają prawo narzucać otoczeniu, by ich dziecko było na Mszy w centrum uwagi?

Na Msze dla dzieci nie chodzę. Nie pamiętam jednak, by na Mszy na której byłem ksiądz zwrócił rodzicom uwagę, żeby uspokoili dziecko albo z nim wyszli. Takie sytuacje podobno jednak się zdarzają. I - o zgrozo - jak to jednak rozumiem. Nie pochwalam, ale rozumiem. Wiele razy byłem świadkiem, kiedy płacz dziecka wyraźnie dekoncentrował głoszącego kazanie księdza. To nie jest komfortowa sytuacja. Bo jak tu się skoncentrować na tym, co się mówi, skoro w głowie jest płacz dziecka? Jak mówić ciekawie, zajmująco, skoro się jest tylko tłem dla "ważniejszej" akcji, jaką jest trzęsienie dzieckiem (nazywane kołysaniem go)? Sam też niespecjalnie się czuję, kiedy w czasie przeistoczenia jest rozgardiasz na trzy głosy. To kłóci się z powagą chwili. Owi rodzice chcą, by ich rozumieć. Ale czy oni rozumieją innych? Czy to tak trudno zrozumieć, że głośny płacz dziecka przez pół Mszy może jednak irytować?

Niestety, niektórzy rodzice tego nie rozumieją. Dla nich cały świat kręci się wokół ich dziecka i są oburzeni, że inni ich zachwytu nie podzielają. Szkoda. Bo przecież wystarczyłoby zastosować tu podstawową zasadę: "nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe". No ale cóż...

Wpis w kategoriach: Codzienność, Złośliwości

1 Komentarz

  • Słyszałam jak kiedys przed Przeistoczeniem ksiądz powiedział łagodnie - a teraz przytul swoje dziecko mi zwróć jego uwagę na ołtarz

  • Tak, doskonale to rozumiem. Dzieci bywają żywiołowe i to rodzice powinni nad nimi zapanować. Dwa obrazki z ubiegłego tygodnia. Wielki Czwartek godz. ok. 20. Trwa indywidualna adoracja Pana Jezusa w ciemnicy. Przychodzi matka z bliźniaczkami w wieku ok. 4 lat. Klęka w ławce, a dziewczynki zaczynają dokazywać, biegać, skakać, tupać nogami. Matka się modli, nie reaguje...
    I drugi obrazek: Wielki Piątek - przed południem. Dalszy ciąg adoracji - przychodzi matka z 3 dzieci - najstarsze max 5 lat, średnie ok. 3, najmłodsze niewiele ponad rok jeszcze w wózku. Podchodzi z nimi do grobu, pokazuje, coś cichutko tłumaczy, dzieci patrzą zaciekawione i skupione. Może sama się nie pomodliła, ale dała dzieciom wspaniałą katechezę.


  • Modlitwa żaby

    Gdy brat Bruno modlił się pewnej nocy, w modlitwie przeszkodziło mu rechotanie żaby. Wszystkie próby zignorowania tego dźwięku zawiodły, krzyknął więc głośno przez okno:
    — Spokój. Właśnie się modle.
    Ponieważ brat Bruno był święty, jego rozkaz został natychmiast spełniony. Każde żywe stworzenie zamilkło, aby zapanowała cisza odpowiednia dla modlitewnego skupienia.
    Ale wtedy inny dźwięk przeszkodził modłom Bruna
    wewnętrzny głos, który rzekł:
    Może Bóg jest tak samo zadowolony z rechotu żaby, jak z psalmów śpiewanych przez ciebie.
    Co może się Bogu podobać w rechotaniu żaby?
    — pogardliwie odparł Bruno.
    Lecz głos nie poddawał się:
    A jak myślisz, dlaczego Bóg wymyślił ten dźwięk?
    Bruno postanowił się tego dowiedzieć. Wychylił sie wiec przez okno i rozkazał: — Śpiewaj.
    Rytmiczne rechotanie żaby wypełniło powietrze wraz ze śmiesznym akompaniamentem wszystkich żab wokół. I kiedy Bruno słuchał ich dźwięku, ich głosy przestały go razić; odkrył, że kiedy już sie im nie opierał, to tak naprawde wzbogaciły one cisze nocy.
    To odkrycie napełniło serce Bruna poczuciem harmonii ze wszechświatem i po raz pierwszy w życiu zrozumiał, co to znaczy modlić się.

  • Nolda, to bardzo przemawia.
    Skup się na tym co robisz, bądź tu i teraz, a nie będzie przeszkadzał ci rechot żaby, czy śmiech i zabawy dzieci.

Zostaw komentarz

Jeżeli masz dość wpisywania tych literek lub załóż konto w portalu

© Copyright 2010; W kolorze nadziei. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Skórka: Przemijanie ma sens | Korzystając z serwisów wiara.pl akceptujesz warunki regulaminu.
Znalazłeś treści naruszające regulamin? Powiadom nas!

 

| załóż konto i pisz bloga

zgłoś błąd