« Jaki właściwie mamy cel? Niewidzialny »

Ja wiem lepiej!

10.03.2018

Zawsze mam rację. Czasem tylko udaję, że jej nie mam - mawiał mój przyjaciel. Normalka. Nie ma chyba człowieka, który myślałby inaczej :) No bo w sumie: gdybym był przekonany że nie mam racji, to bym pogląd zmienił, nieprawdaż?

Ciężko mi się czasem słucha różnych wzywających do dialogu. Żeby nie było: sam wzywam. Chodzi mi jednak o takich wzywających, którzy uważają, iż dialog polega na... przyznaniu im racji. Nie, to wcale nie rzadkość. Bądź otwarty, słuchaj argumentów innych znaczy dla nich tyle co przyjmij mój punkt widzenia. A jak nie, to się obrażają. I oczywiście będą narzekać na to, że nie chciało się z nimi prowadzić dialogu....

Tymczasem w dialogu nie chodzi chyba o przekonanie do swoich racji. Raczej o wysłuchanie racji innych. Nawet jeśli wydają się głupie czy złośliwe. Gdy człowiek jest otwarty, czasem owe racje - niekoniecznie zaraz - zmuszają do modyfikacji własnych poglądów. Np. do uznania, że rzeczywistość nie jest tak czarno-biała jak się nam wydawało...

Niestety nie tylko przeciwnicy, ale i zwolennicy dialogu miewają awersję do słuchania. Ba, miewają nawet tendencję do nieprzyjmowania niewygodnych faktów. Bo mają rację i koniec. A jeśli fakty temu przeczą, to tym gorzej dla faktów.

No cóż.... Trudno się obrażać, ze i dziś są zwolennicy teoriopoznawczej tezy, że wiedzę zdobywamy nie na skutek uczenia się, doświadczenia, ale że mamy ją wlaną i tylko musimy ją w sobie odkryć. Ale jednak trochę dziwnie się takich zwolenników dialogu słucha. Jakby mi chcieli powiedzieć, że jestem ułomny umysłowo, bo nie odkryłem w sobie jeszcze jedynie słusznej prawdy....

Byłem dziś na dniu skupienia. Słuchałem ciekawej konferencji. Ów ksiądz zazwyczaj zresztą mówi bardzo ciekawie, bo ma dość rozległą wiedzę. Tym razem mówił o darze pobożności i bojaźni Bożej jako lekarstwie na acedię. Najbardziej uderzyło mnie jednak to, co powiedział mimochodem. Bodaj o smutku chrześcijan. Bodaj bo mniej istotne o czym ale jak. Otóż zauważył, ze to coś - powiedzmy że smutek - jest dla ducha złe, gdy człowiek nie ma właściwie powodu do tej postawy a sam się w nią wpycha. Z różnych niskich pobudek. Prawda, że piękne, otwierające na dialog? Nie jest tak, ze chrześcijanin musi zawsze być radosny, bo może mieć w konkretnej sytuacji bardzo poważne powody do smutku. Ot, trudno, by cieszył się kiedy dowiedział się o zdradzie żony albo o ciężkiej chorobie ojca....

No właśnie. To przykład na to, co może dać otwartość i dialog. Zobaczenie różnych odcieni szarości, różnych niuansów. Czasem pójście w głąb. Czasem wypracowanie bolącego obie strony kompromisu. Przekonanie w całości do swoich racji... No, może tylko czasem, w dłuższej perspektywie. Szkoda ze tak często zachowujemy się, jak byśmy wszystkie rozumy pozjadali i nic innego niż własne racje nas nie obchodzi.
 

Wpis w kategoriach: Narzekania, Złośliwości

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Jeżeli masz dość wpisywania tych literek lub załóż konto w portalu

© Copyright 2010; W kolorze nadziei. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Skórka: Przemijanie ma sens | Korzystając z serwisów wiara.pl akceptujesz warunki regulaminu.
Znalazłeś treści naruszające regulamin? Powiadom nas!

 

| załóż konto i pisz bloga

zgłoś błąd