« Głodówka Zagubione diamenty »

Oszczędność się nie opłaca

14.11.2017

Jedzmy, pijmy, używajmy. Nie to że jutro pomrzemy, choć i tak być może. Jutro Pani Inflacja skonsumuje część twoich oszczędności w banku. A państwo z marnych odsetek i tak swoją Belkową dolę weźmie.

Nie pamiętam inflacji powojennych. Tej po pierwszej i po drugiej wojnie. Choć mam po tym czasie parę pamiątek w postaci mających tylko wartość kolekcjonerską banknotów. Za to pamiętam tę z czasów końca komunizmu i początków transformacji. Pamiętam jak moja miesięczna wypłata sprzed paru lat, odłożona w oszczędnościowym bonie ma czarną godzinę, okazała się warta jednego dolara. Bo zielony osiągnął wartość zielonego - za jeden jeden dolar trzeba było zapłacić także zielonym banknotem opiewającym na 5000 złotych. Pamiętam jak przed Bożym Narodzeniem wracałem z Lublina pociągiem za 2 000 złotych, a już po nowym roku za bilet musiałem 10 000. Cóż, cena transformacji. Pamiętam, już później, perypetie z zakupem pierwszego samochodu: co udało się nam zebrać kwotę potrzebną na wymarzonego malucha, jego cena szybowała w górę. Od tamtej pory oprocentowanie złożonych w baku oszczędności poniżej poziomu inflacji uważam za kwintesencję nieprawości systemu. A różnice między jednym a drugim za probierz uczciwości.

Minęły dwie dekady. Zamiast inflacji mieliśmy podobno deflację. Podobno, no bo jeśli w koszyku produktów, których cenę się bada był np kombajn zbożowy, to spadek jego ceny znacząco wpływał na wyznaczony poziom inflacji, choć dla większości z nas nie ma to żadnego znaczenia. Nie wiem, takie opłaty za mieszkanie czy wodę cały czas rosły, ale OK, wierzyłem, że jest jak mówią i ze zrozumieniem przyjmowałem spadające oprocentowanie moich niewielkich oszczędności. Teraz jednak od pewnego czasu inflacja jednak jest, i to ponad dwuprocentowa. W bankach zaś po staremu.

Jasne, cześć banków kusi oprocentowaniem lokat ciut powyżej poziomu inflacji. Co przy podatku Belki i tak może okazać się iluzją. No ale dotyczy to nowych środków. Taki robak na haczyku, żeby zmienić bank. Dla starych środków ma szans.  Moje oszczędności warte są więc coraz mniej. A państwo, zamiast mnie bronić przed zbójami - wszak na to płacę podatki - tak naprawdę mnie okrada. I opowiada, jak to mam się lepiej, bo poprawia się nasza - czyli moja niby też - sytuacja gospodarcza.

Pozostaje się tylko cieszyć, że oszczędności małe, to i straty niewielkie. Odpowiedzialnym za taki stan rzeczy wypada jednak pogratulować. Źródeł inspiracji do odpowiedzi na pytanie jak sprawić, by "Polska rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej".  

Wpis w kategorii: Codzienność

1 Komentarz

  • Ależ przecie to taka rządowa zachęta do inwestowania i zakładania różnego rodzaju działalności gospodarczej, chociażby przez obrót akcjami! </Koniec szydery> ;-)
    Min srebra nie zakopywać tylko puszczać w obrót!

    To prawda co Pan napisał. Brak ochrony ze strony Państwa przed bankami i innymi wielkimi graczami rynkowymi jest w naszym kraju dojmująca.
    Podobno Szwajcaria wspomaga swoich obywateli w braniu kredytów bo władze uważają, że kiedy obywatele budują ładne domy to cały kraj na tym zyskuje.
    Słyszałem, że w Rosji wprowadzono prawo, które broni obywateli przed nieuczciwymi zapisami w umowach. ( małym druczkiem i po gwiazdce). i wszelkie niejasności sądy interpretują na korzyść "słabszej" strony umowy.
    No ale jak można oczekiwać, ze nasze Państwo obroni nas przed czymkolwiek, skoro nawet podróży swojego prezydenta nie potrafi bezpiecznie zorganizować a potem wraku swojego rządowego "Air force One" nie potrafi przez 7 lat sprowadzić do kraju...

Zostaw komentarz

Jeżeli masz dość wpisywania tych literek lub załóż konto w portalu

© Copyright 2010; W kolorze nadziei. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Skórka: Przemijanie ma sens | Korzystając z serwisów wiara.pl akceptujesz warunki regulaminu.
Znalazłeś treści naruszające regulamin? Powiadom nas!

 

| załóż konto i pisz bloga

zgłoś błąd