« Wichura Oszczędność się nie opłaca »

Głodówka

26.10.2017

Lekarze rezydenci domagają się podwyżek. I uzdrowienia służby zdrowia. Ciekawe czego bardziej?

Nie znam się na służbie zdrowia bo.. jestem tylko pacjentem. I to rzadkim.  A wiadomo, służba zdrowia ma tyle własnych problemów, że pacjent nie jest jej do niczego potrzebny. Nie powinienem się więc wypowiadać. Ale... Może przynajmniej wolno mi myśleć?

W całej tej sprawie nie mówi się nam całej prawdy. Ot, czy lekarz - rezydent powinien więcej zarabiać? Trudno mi to ocenić. Pewnie 90 proc. Polaków zatrudnionych w tym czy owym miejscu uważa podobnie: zarabiam za mało. Nie potrafię ocenić, czy lekarz kształcący się na specjalistę powinien zarabiać więcej. Wiem jednak, ze zazwyczaj ma łatwą możliwość dorobienia całkiem sporej sumy do swojej pensji: może wziąć weekendowy dyżur. Tak, zarabia wtedy kosztem swojego czasu wolnego. Tak jak np. ekspedientki w sklepie, zmuszane do pracy w niedzielę. Tylko w przeciwieństwie do nich niekoniecznie musi wielce się napracować. No bo co? Skoro nic planowego się nie dzieje, to kto mu zabroni spać? W razie czego pielęgniarki go obudzą. Że to dobra metoda pokazuje przykład lekarzy pracujących (teoretycznie) tyle, że właściwe nie powinni mieć czasu nawet na zjedzenie obiadu. Jeśli mowa jest o niskim wynagradzaniu lekarzy ta część prawdy też powinna być jasno pokazana. Próby przemilczania jej uważam za próby manipulacji.

Po drugie, strajk polegający na odłożeniu planowanych działań, które nie są potrzebne dla ratowania życia.... Jakie są kolejki do specjalistów wiadomo. Czasem uda się bez kolejki, czasem trzeba czekać miesiącami, czasem latami. Nota bene niedawno byłem na pogrzebie człowieka, który po wykryciu u niego raka na swoja kolejkę czekał przez kilka następnych miesięcy (przed erą uprzywilejowania pacjentów onkologicznych, ale całkiem niedawno). Odłożenie planowanych zabiegów i wizyt wbrew temu co mówią bagatelizujący problem lekarze oznacza dla wielu kolejne tygodnie i miesiące oczekiwania. Nic się nie dzieje - jak tłumaczą lekarze? Ano nic. Następnego dnia "przerób" wróci do normy. Bo oni w kolejkach nie czekają. Jak ten czy ów zaniemoże, zaraz znajdzie się kolega, który go poratuje. Zwyczajny pacjent poczeka. Tak jak moja matka, która na trywialny zabieg usunięcia zaćmy czekała latami, bo ciągle coś było nie tak.  A to strajk, a to wyniki nie takie, a to co innego. I za każdym razem "proszę przyjść za (co najmniej) kilka miesięcy". Fajnie, nie? Wzrok bardzo pomaga w codziennym funkcjonowaniu. Ale kto by się przejmował... W końcu bez problemu, ale za pieniądze udało się operować prywatnie. I wyniki o dziwo były wtedy wystarczająco dobre :) Wielu chorych już dawno porzuciło nadzieję, że służba zdrowia im pomoże i leczy się prywatnie. Ale nie każdego na to stać, zwłaszcza jeśli potrzebnych jest więcej wizyt u lekarza...

Po trzecie, zwiększenie nakładów na służbę zdrowia. Nieładnie myśleć jak myślę, ale myślę, że to tylko zasłona dymna. Nie o reformę służby zdrowia chodzi, bo przecież właśnie się zreformowała, nie tak? Powstała sieć zamiast czegoś tam innego. Na efekty - dobre czy złe - przyjdzie pewnie poczekać, a tu proszę, już żądanie nowej reformy. I to jakie! Poparte głodówką. To przecież szantaż. Należy przy tym pamiętać, że ten system potrafi wyssać każdą ilość wsypywanego na służbę zdrowia grosza. Nie ma takich pieniędzy, które by go nasyciły. Bo przecież zawsze można zrobić więcej niż trzeba badań diagnostycznych (skąd zresztą wiadomo co trzeba a co nie), zawsze można dłużej niż trzeba zostawić pacjenta w szpitalu, bo to korzystniejsze, zawsze można z trzech szwów na ranie wyjąc tylko dwa, a ostatni dopiero przy następnej wizycie itd itp.  Od lat kolejne reformy służby zdrowia sytuację poprawiały (choć pewnie czasem też psuły), ale nigdy do końca jej nie naprawiły. A przypomnę, że "reforma już objęła służbę zdrowia" Wojciech Młynarski śpiewał w połowie ósmej dekady ubiegłego wieku . I dodawał: "chorób się nie reformuje tylko leczy".

Mnie lekarzy nawet żal. Uważam za wielki skandal, że sporą cześć swojego naprawdę cennego czasu muszą poświęcać na pracę papierkową. Ale zaufanie do nich mam - hm - średnie. Obecne wydarzenia w naszej służbie zdrowia wcale mojej opinii o lekarzach nie poprawiają. Wręcz przeciwnie, umacniają mnie w przekonaniu, które wyraziłem na samym początku: służba zdrowia ma tyle poważnych problemów, że pacjent do niczego jej nie jest potrzebny. No, może z wyjątkiem sytuacji, w której można jego zdrowie potraktować jako kartę przetargowa w sporach z władzami.

Wpis w kategorii: Złośliwości

1 Komentarz

  • "Tylko w przeciwieństwie do nich niekoniecznie musi wielce się napracować. No bo co? Skoro nic planowego się nie dzieje, to kto mu zabroni spać? W razie czego pielęgniarki go obudzą."

    Oj polecałbym kilka takich nocek.

    Przykro to czytać. Bo wiem jak wyglądała moja żona po kilku takich dyżurach, kiedy "nic się nie działo".

    I denerwuje mnie ta dualność traktowania. Kiedy jest to opłacalne stosuje się kryteria biznesowe a kiedy nie to uderza w struny "służby i powołania".
    A prawda jest taka, że państwo zabiera nam wszystkim pieniądze po to aby opłacać nimi ludzi, którzy zdecydowali się pracować przy naszych ciałach. Poprzez kolejne "reformy" szczuje jednych na drugich a kiedy idzie coś nie tak, to wycofuje się.

    Jeżeli pani w warzywniaku zechce podnieść cenę jabłek, to nie musi w tym celu robić głodówki i narażać się na publiczne obniżanie wartości jej pracy ( przecież może się wyspać na zapleczu, najwyżej dźwięk otwieranych drzwi ją obudzi).
    A pracownicy medyczni muszą apelować do Państwa, które zawłaszczyło sobie funkcję ubezpieczalni, aby dało parę groszy więcej.

    ech..

  • Nie przeczę, że ten czy ów lekarz po nocnym dyżurze może być zmęczony. Bywają jednak i niezmęczeni. Albo i niemęczące dyżury. A przede wszystkim pisałem o możliwości dorobienia na dyżurze. Wyliczanie ile się dostało bez niego nie jest do końca uczciwe. Bo jest to granie na uczuciach, ze nie ma się z czego żyć. A to wcale tak nie musi być... I zaznaczam, że chodzi mi o rezydentów. Specjaliści w szpitalach zarabiają często tyle, ze żadnych dyżurów brać nie muszę, a i tak mają bardzo dużo.... Nie wiem czy każdy, nie wiem czy zawsze, ale wiem wielu tak.

    Nie widzę w swoim tekście dualności traktowania - kryteriów biznesowych z jednej, a apelowanie o służbę i powołanie z drugiej. O nie nie apelowałem. Zwróciłem uwagę na nierzetelność w opowiadaniu o zarobkach, na kłamstwa, że na strajku lekarzy nie cierpią pacjenci i na to, że ten system potrafi wessać każdą sumę pieniędzy.

    A mówienie o pani w warzywniaku, która nie musi pytac o zgodę na podniesienie ceny jabłek uważam za nietrafione. Bo warzywniak to prywatny interes tej pani. Szpital zazwyczaj jest interesem państwowym. Lekarz jak chce może sobie założyć prywatny. Albo prywatną przychodnię - wiele takich jest. I wtedy może podnosić ceny ile wlezie. I nie o parę groszy proszą lekarze. Ani nie o 200 złotych.

  • Co do rezydentów: A dlaczego podanie pensji za standardowy etat jest nieuczciwe?
    W sumie każdemu niezadowolonemu z zarobków można polecić wzięcie drugiego etatu...

    "Specjaliści w szpitalach zarabiają często tyle, że żadnych dyżurów brać nie muszę, a i tak mają bardzo dużo...." - to ciekawe, podpowie Pan w którym to żona pośle tam swoje CV.

    Co do pani w warzywniaku. Właśnie o to mi chodziło. Ona może zrobić co chce, bo najwyżej mniej ludzi kupi sobie jabłka. Lekarz ma cicho siedzieć, bo szpital jest państwowy. Państwo ustala płace, ogranicza ilość rezydentur, ustala ceny NFZ - przez co ogranicza również realną możliwość "zakładania szpitali".

    Tak, lekarze domagają się bardzo konkretnych podwyżek, adekwatnych do ich kwalifikacji, rangi zawodu i funkcji, którą spełniają. I jak na razie, poza emigracją, nie ma mechanizmów rynkowych, które mogłyby pomóc im w tej sprawie.


  • No i żeby nie było - w tej samej sytuacji są nauczyciele, policjanci i strażacy. Mieszanka zwykłej pracy zawodowej i służby, w zależności od tego czy trzeba im płacić czy wymagać...

    Chociaż idąc tropem Pana sugestii, nauczyciele mogą sobie dawać korepetycje, strażacy organizować festyny a policjanci mają broń służbową - to niech sobie radzą...

  • Przypomnę raz jeszcze. Nie apeluję, żeby lekarze traktowali swój zawód jak misję. Nie napisałem tak. Nawet nie apeluję, żeby sumiennie wykonywali są one obowiązki. Po prostu uwaźam, że ten strajk był głównie o kasę, a pacjenci i ich dobro potraktowani zostali tak, jak terrorysta walczący z władzą traktuje zakładników. Po prostu oni się tu nie liczą...

    Co do podawania pensji... Nie jest nieuczciwe podawanie pensji. Jest nieuczciwe sugerowanie, że za tyle muszę żyć. Moje zarobki składają się na przykład z paru elementów. Nie byłoby chyba uczciwe, gdybym skarżąc się na nie pominął ten ich element który nazywa się się płacą za napisane teksty, prawda? W sumie jestem redaktorem. Dlaczego żeby zarobić muszę nie tylko redagować, ale i pisać?

  • No to dalej... Proszę podać jaką małżonka ma specjalizację i gdzie mieszka,to powiem czy mogę pomóc... Wiem że lekarze różnie zarabiają. Kontrakty też mają różne.... Ale generalnie dziś już nie narzekają....

    Co do warzywniaka... Nikt nie broni lekarzowi założyć własnej, niepaństwowej przychodni. Sam chodzę tak do dentysty, okulisty i alergologa.... To nie jest tak, że lekarz musi w państwowym i nie ma wyjścia. Może inaczej, choć pewnie przy niektórych specjalizacjach to trudne...

    A co do wyjątkowości lekarzy i adekwatności zarobków,... Aż nie chce mi się pisać o różnych specjalistach.... Ot, kolegę rok specjaliści od płuc leczyli na gruźlicę . Nawet w szpitalu leżał. Po roku okazało się, że to nie gruźlica a sarkoidoza.... A takich przykładów z mojego otoczenia znam na więcej.... Jaki zarobek jest wctakim wypadku adekwatny?

    Na koniec: fakt że policjant czy strażak idzie na emeryturę kilkanaście lat wcześnie nie jest formą wynagrodzenia? Niech policzy ile odłożył, a ile mu się wypłaca.

  • Na koniec przypomnę, że rozmawialiśmy o lekarzach-rezydentach. Konsultowałem się. Przez parę pierwszych lat za nic nie odpowiada. Za jego ewentualne błędy - odpowiada opiekun. To o czym my w ogóle mówimy?

  • No, w sumie, biorąc pod uwagę to jak są pazerni i słabi, to może dobrze, że ich tak mało mamy w przeliczeniu na 1000 mieszkańców. Rumunia, która nas "wyprzedzała" podjęła już pewne kroki, więc pewnie przejmiemy po niej palmę pierwszeństwa.
    Ale przecież co drugi Polak to lekarz, wystarczy "uwolnić" ten zawód i z pomocą Googla, suplementów diety i plastrów Aikido będziemy najzdrowszym narodem świata.

Zostaw komentarz

Jeżeli masz dość wpisywania tych literek lub załóż konto w portalu

© Copyright 2010; W kolorze nadziei. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Skórka: Przemijanie ma sens | Korzystając z serwisów wiara.pl akceptujesz warunki regulaminu.
Znalazłeś treści naruszające regulamin? Powiadom nas!

 

| załóż konto i pisz bloga

zgłoś błąd