« Nadzieja pełna jest nieśmiertelności Uzasadnić odmowę »

Ani na wschodzie, ani na ziemi

04.05.2017

Bóg mieszka w niebie. Wiadomo, że nie jest to jakieś miejsce w Kosmosie a stan, jednak kiedy chcemy wskazać niebo pokazujemy w górę. Dla wierzących oczywiste? Nie dla wszystkich.

Furorę zaczęła robić swego czasu opinia, że trzeba by wrócić do starej tradycji orientowania kościołów. Ciepło wyrażał się o sprawie nawet papież Benedykt. Tyle że pewnie do głowy mu nie przyszło, że ten piękny skądinąd symbol ktoś będzie podnosił niemal do rangi dogmatu, a wszelkie od niego odstępstwa traktował jako odstępstwo od wiary i wyraz porzucania świętej Tradycji Kościoła. Oczywiście - przynajmniej w podtekście - posoborowego odrzucania tej Tradycji. Dziś sprawa trochę już przebrzmiała. Pewnie między innymi pod naporem racjonalnych argumentów. Ale gdyby ktoś kiedyś jeszcze chciał ją odgrzewać...

Kościół w mojej rodzinnej parafii wzniesiony został na długo przed soborem. Ba, parę lat przed pierwszą wojną światową. Prezbiterium znajduje się po jego zachodniej stronie. Od wschodu jest wejście. Pamiętam, że jako dziecko lubiłem wieczorne msze, kiedy światło chylącego się ku horyzontowi słońca rozświetlało umieszczone w absydzie witraże. I nigdy do głowy mi nie przyszło, że coś może tu być nie tak; że to kościół wybudowany bez dbałości o prawdziwą, zdrową pobożność. Skoro na jego elewacji znajduje się całe Chwała na wysokości Bogu, fragmenty Adorote devote,i parę innych, o wizerunkach Chrystusa, Ewangelistów i inny świętych już nie mówiąc myślenie takie byłoby niedorzecznością.

Z okazji stulecia tegoż kościoła dowiedziałem się jednak, że pierwotne plany faktycznie były inne. Dlaczego kościół odwrócono dokładnie nie wiem. W każdym razie wiem, że do dziś szczupłość terenu kościelnego przed samym doń wejściem sprawiało kolejnym proboszczom niejaki kłopot. Zwłaszcza za komuny. Cóż, tu kościół miał się kiedyś kończyć.....

Zainteresowałem się więc innymi kościołami. Ot, pierwszym, już nieistniejącym kościołem w mojej parafii. Gdy spojrzeć na fundamenty - miał prezbiterium skierowane na południe. Inne kościoły? W jednej z sąsiednich - jest mniej więcej skierowany na wschód. W drugiej - na północ. W trzeciej na zachód, jeszcze innej też na wschód. W kilku kolejnych raz tak, raz inaczej. Wszystko to kościoły zbudowane przed soborem. Nie trzeba być specjalnie bystrym obserwatorem i czytać nie wiadomo jakich książek. by zauważyć, że nie było  tym względzie reguły.

Rzut oka na mapę Rzymu wystarczy by zauważyć, że nie są tez orientowane rzymskie bazyliki. Prezbiterium w Bazylice św. Piotra jest po jej zachodniej stronie, w Bazylice św. Jana na Lateranie po stronie południowo-zachodniej, Matki Bożej Większej od strony północno-zachodniej, podobnie zresztą jak mój ulubiony rzymski kościół, św. Klemensa. Z tych ważniejszych tylko bazylika św. Pawła za murami ma prezbiterium we wschodniej części budowli...

Tradycja, owszem, istniała, ale nie była jakoś specjalnie respektowana. Na długo zanim zwołano Sobór Watykański II.

I szczerze mówiąc nie dziwię się. Pomińmy tu fakt, że chrześcijaństwo czasów pokonstantyńskich miało trochę problemów z przenikającymi do zwyczajów wiernych naleciałościami kultów solarnych. Dość wyczerpująco napisał na ten temat ks. Naumowicz w swojej książce o dacie świąt Bożego Narodzenia (wykazuje, że zarówno data 25 grudnia jak i 6 stycznia nie miały nic wspólnego z rzymskim czy innym kultem słońca). Chodzi o to, że wschodzące słońce wcale nie jest symbolem Jezusa. Chrystus przez Zachariasza nazwany jest "z wysoka wschodzącym słońcem". A to kolosalna różnica.

Gdzie po swoim zmartwychwstaniu wstąpił Jezus? No wiadomo, do nieba. W przekazie autorów natchnionych Jezus unosi się w górę. Nie leci na wschód. To właśnie to, co mamy nad głowami, a co nazywamy niebem, jest symbolem tej rzeczywistości, którą nazywamy niebem w sensie miejsca (choć to oczywiście stan) zamieszkiwania Boga. A apostołowie, którzy w to niebo się wpatrywali usłyszeli od aniołów, że tak samo, jak widzieli go wstępującego do nieba, tak zobaczą Go kiedyś powracającego. "Tak samo" czyli kierunek wypatrywania powinien być ten sam, tyle że Jezus wtedy nie będzie odchodził, ale nadchodził.

Warto zwrócić uwagę, że w Exultecie, gdzie mowa jest o "słońcu nie znającym zachodu - Jezusie Chrystusie" też nie ma mowy o wschodzie w sensie kierunku. Stosowny fragment brzmi mniej więcej "niech płomień tej świecy doczeka wschodu Słońca, tego Słońca, które nie zna zachodu, Jezusa Chrystusa ...". Wschodu Słońca z Wysoka, a nie z horyzontu ziemi.

To pewnie powód, dla którego sufity w wielu kościołach malowane były i są na niebiesko. Nie po to, by umieścić na nich gwiazdy, księżyc czy słońce, ale by przedstawić na nim Chrystusa czy wizerunki świętych. Niebo w tradycji chrześcijańskiej jest więc zdecydowanie u góry, nie na wschodzie! Twierdzenie, że powinniśmy wpatrywać się we wschód, bo stamtąd przyjdzie Jezus, jest niezgodne zarówno z przekazem Pisma, jak i Tradycją wieków Kościoła. Jej dobitnym wyrazem jest to, ze kościół na Górze Wniebowstąpienia, zanim stał się meczetem, nie miał podobno sufitu (tak usłyszałem od przewodnika, franciszkanina dobrze znającego tamte realia).

Mógłbym w tym miejscu skończyć, ale złośliwość każe mi  ciągnąc sprawę dalej. Spróbujmy zobaczyć, co faktycznie jest na wschodzie. Dla mieszkańców Polski? Rosja oczywiście. Twierdzenie, ze mamy wpatrywać się we wschód, bo stamtąd nadejdzie Chrystus brzmi w tym kontekście prawie jak bluźnierstwo. Podobnie gdy zajrzeć na wschód jeszcze dalej - do Japonii, czy z lekkim odchyleniem na południe - do Chin. Co leży na wschód od stolicy chrześcijaństwa katolickiego, Rzymu? Bałkany. Wiadomo, swego czasu ważną rolę odgrywała tam muzułmańska Turcja. I papieże wcale nie oczekiwali stamtąd Zbawiciela, wręcz przeciwnie, zagłdy chrześcijaństwa. Nie przeciwko Chrystusowi montowali te wszystkie wojskowe koalicje...

A co leży na wschód od Jerozolimy? Proszę sprawdzić; Irak, Iran, dalej Afganistan, Pakistan i pogranicze chińsko - indyjskie. Ale bliżej leży oczywiście Jordania i - uwaga - północne krańce Arabii Saudyjskiej. W tym kontekście patrzenie na wschód, by zobaczyć powracającego Chrystusa wypada jeszcze gorzej. Czyżbyśmy mieli wypatrywać Mahometa?

Jest z tym zapatrzeniem się na wschód jeszcze jeden związany z symboliką poważny problem. Wschodzące słońce pojawia się na horyzoncie. Ono jakby wyłania się z ziemi. Niepokojące prawda? Jakbyśmy zamiast oczekiwać Jezusa przychodzącego z nieba zaczęli wyczekiwać Mesjasza z ziemi.  Albo - idźmy dalej, nie bójmy się wyciągać wnioski z symboliki - wręcz z podziemi! A co w naszej religijnej symbolice znajduje się pod ziemią? No wiadomo...

Nie twierdzę, że nie wolno budować kościołów z prezbiterium po wschodniej stronie. Nie twierdzę, że zwyczaj takowy, który faktycznie swego czasu w jakimś ograniczonym zakresie funkcjonował, jest zwyczajem pogańskim. Chodzi mi tylko o to, by zasady orientowania kościołów nie podnosić do rangi niemal dogmatu, a odstępstwa od niej nie traktować jako wyrazu odejścia od Prawdy. Bo to zwyczaj dość słabo przystający do Objawienia i Tradycji Kościoła, a przy okazji, gdy się nad nim zastanowić, dość kontrowersyjny.
 

Wpis w kategorii: Tradycjonalistyczne mity

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Jeżeli masz dość wpisywania tych literek lub załóż konto w portalu

© Copyright 2010; W kolorze nadziei. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Skórka: Przemijanie ma sens | Korzystając z serwisów wiara.pl akceptujesz warunki regulaminu.
Znalazłeś treści naruszające regulamin? Powiadom nas!

 

| załóż konto i pisz bloga

zgłoś błąd