« Mentalność gwałciciela Krótko? Histeria »

Radykalni. Ale w czym?

06.01.2017

Mylę się? Błądzę? Słuchając "radykalnych" często odnoszę takie wrażenie. Na szczęście czasem ktoś mi pomaga uwierzyć, ze jednak nie...

Bodaj o Orygenesie mawiano, że napisał więcej, niż wielu innych w życiu przeczytało. Oczywiście w ten sposób chciano pokazać jego wielkość. Dziś.. Cóż... Nie brzmiałoby dobrze, gdyby tak o jakimś publicyście czy pisarzu powiedzieć, prawda? Bo chyba mogłoby świadczyć o nieuctwie...

Mam więc nadzieję, że ciągle jeszcze więcej czytam niż piszę. Niestety, czytając coraz częściej się zastanawiam, czy nie błądzę. Bo poznając poglądy różnych katolickich publicystów.. jak to wyrazić... mam wrażenie, że część z nich próbuje się ścigać na radykalizm. Nie mają na przykład oporów przez wzywaniem do walki z islamem. I choć żadnych konkretnych rozwiązań nie proponują z ich słów nie wynika, że mają na myśli tylko oręż głoszenia Ewangelii. Obśmiewają też słowa "dialog" i "tolerancja", "katolicyzm otwarty" i parę innych... A ja?

Ja wierzę, że spotykając w swoim życiu Jezusa znalazłem skarb. I choć bardzo chciałbym, by inni też Go dla siebie znaleźli, nie obrażam się na tych, którzy Go odrzucają. Czy jestem zbyt tolerancyjny?

Boli mnie, gdy ktoś moją wiarę wyśmiewa. Nie mam jednak zamiaru odpowiadać tym samym (np. drwiąc że wierzy, że coś mogło powstać z niczego), a raczej wolę słuchać co go boli, by tam spróbować położyć bandaż: bandaż Bożej miłości. By on sam odkrył, że niepotrzebnie tak się przeciw Bogu stroszył. Czy to znaczy, ze jestem naiwny?

Uważam się za katolika otwartego. Co wcale nie znaczy, że nieortodoksyjnego. Wręcz przeciwnie. Ale otwartego na inaczej myślących. Słuchającego co mają do powiedzenia, a potem gotowego tłumaczyć wyjaśniać, prostować.... Co robię zresztą w różnych formach już od dwudziestu pięciu lat. Proszę wybaczyć, ale jak bez tego głosić Ewangelię? Czy obśmiewający otwartość nie widzą, że bez tego jedyne co można zrobić, to walnąć niewierzącego krzyżem czy Ewangelią w łeb?

Wiem, że niektórzy "tolerancję", "dialog" i "otwartość" traktują jako pretekst do nierobienia nic albo rozmywania chrześcijańskiej tożsamości. Ale dlaczego wylewać dziecko z kąpielą? Czy dlatego, że wiara w Chrystusa bywała wykorzystywana jako pretekst do podboju mam uznać, że ta wiara jest zła? Albo że skoro w imię Chrystusa dopuszczono się niejednej niesprawiedliwości, to Chrystus jest zły? Absurd. Sami przeciwko takiemu podejściu protestują. Gdy próbuje się grzechy ludzi Kościoła przedstawiać za powód konieczności odrzucenia wiary. Dlaczego inaczej podchodzą do nadużyć w zakresie dialogu, tolerancji czy otwartości?

I właściwie z kim dyskutują, gdy takie poglądy głoszą. Czy w Polsce naprawdę jest tylu "wyznawców" błędnie rozumianych tolerancji otwartości i dialogu? Nawet jeśli tak, to wypadałoby raczej w takiej krytyce wskazać konkret. A nie dyskredytować samą tolerancję, otwartość czy dialog...

Taki "radykalizm" to wśród polskich wierzących nie nowość. Ale w ostatnich latach coraz bardziej przybiera na sile. I biada każdemu, kto ośmieli się takiemu podejściu do sprawy sprzeciwić. Nawet jeśli jest biskupem, ba, czasem nawet jeśli jest papieżem, jest złym katolikiem. I jak taki mały żuczek jak ja, ma wierzyć, że gdy czytał Ewangelię, jednak zrozumiał, co tam napisano?

Dziś pomogli mi stanąć na nogi dwaj kardynałowie. Dziwisz, gdy wzywał polityków do zaniechania drogi konfrontacji, ale przede wszystkim Nycz, gdy podkreślał, że Ewangelia jest dla wszystkich ludzi. No właśnie. Dla tych, którzy nie chcą jej przyjąć, uważają nas za naiwniaków, szydzą z nas czy jeszcze inaczej źle traktują też. Dla wszystkich. Nie tylko dla tych, którzy już ją przyjęli...

A radykalizm... Cóż.... Miałem w ostatnim roku sporo okazji do zastanowienia się nad nauczeniem Jezusa. Gdy pisałem teksty i przygotowywałem scenariusze do filmów z cyklu "Konstytucja królestwa" (można go znaleźć pod adresem: http://biblia.wiara.pl/doc/3072337.Konstytucja-krolestwa). Gdyby próbować żyć radykalnie według tych wskazań Jezusa.... No ale trzeba by nadstawiać drugi policzek i nie wyciągać drzazgi z oka brata, że o innych nie wspomnę. A to do tej naszej "nowoczesnej" wersji radykalizmu zdecydowanie nie pasuje...

Wpis w kategorii: Codzienność

1 Komentarz

  • Pan Redaktor bardzo mądrze i bardzo trafnie określił stan umysłu naszeg Kościoła. Dla mnie, jest bardzo bulwersująca okoliczność przejawiającego się radylalizmu wśród osób publicznie uważających się za bardzo pobożnych katolików, którzy w rzeczywistości nie są katolikami prezentując swój chory radykalizm - ziejący nienawiścią do innych osób.

  • Wszystko to prawda ale o czymś Pan zapomniał...

    Żeby nie dywagować ,jaki był najbardziej udany pomysł polityków w ostatnich latach ? pomimo wad to 500 +a dlaczego ? BO BYŁ PROSTY.

    Tak zwany odbiorca masowy nie zgłębia niuansów, dlaczego Ewangelia jest genialna ? BO JEST PROSTA.

    A teraz pytanie za 1000 punktów , ile z tych rzeczy o których Pan pisze nie jest wynikiem przemyśleń , dzieł naukowych ale PRAKTYKI SPOŁECZNEJ ?to właśnie ona kształtuje poglądy i postawy.

    A teraz clou zagadnienia , nie negując tego o czym Pan raczył napisać chciałbym dorzucić jedną małą myśl :"mowa ciała" instutycji , państwowych , politycznych czy kościelnych JEST SILNIEJSZA NIŻ NAWET NAJBARDZIEJ WYSUBLIMOWANE WYWODY
    INTLEKTUALISTÓW.
    Tak , jestem gotowy bronić swego poglądu , pewnie nie w tym temacie , zarządzanie kościołem, władza namiestnikowska jest ważniejsza niż działalność publikatorska czy oracje kaznodziei ...ot ,paś baranki Moje...

    A właściwie dlaczego zabieram Panu i Gościom czas ? odnoszę wrażenie ,że my tutaj w k.k. ulegliśmy złudzeniu ,że wystarczy WYGŁOSIĆ jakiś pogląd, twierdzenie aby ono stało sie społecznym faktem , tak ,piję dopostawy instytucji , wiem ,naraziłem się.Radykalizm o którym Pan pisze to czy ktoś chce czy nie chce, efekt przeraźliwych rozpiętości społecznych ...tak być musi...



  • ot taki sob ie przykład - Jezus Chrystus powywracał stoły i uplótł był sobie bicz coby go używać . z perspektywy dzisiaj - wyglądało by to tak - pewnikiem to nic zdrożnego spredawać zwierzęta ofiarne dla pielgrzymów , bo oni w drodze byli nie mieli kiedy kupic ani wymienić ( a przeca jeżeli złożą ofiarę to zrobią dobrą rzecz ) i tak można by mnożyć te tłumaczenia aż do swierdzenia że nie było takiej potrzeby aby stoły powywracać a zwierzęta przegonić . Jednak Jezus Chrystus to zrobil , a inni święci ludzie i święci na co dzień teraz - toż to potrzeba być totalnym radykałem aby nie dać sobie wmówić takich właśnie tłumaczeń ( dobrem zała owiniętego ) .pozdrawiam .





    j

  • Dziękuję za komentarze. Pozwolę się jednak wypowiedzieć swój sprzeciw wobec tego, co napisał Gość z godziny 16.

    Oczywiście Jezus nie ten jeden raz zachował się dość gwałtownie, choć chyba jest to jedyna scena, w której padają nie tylko ostre słowa, ale też dochodzi do rękoczynu. Jeśli napiszę, że zawsze Jego ostre wystąpienia dotyczyły nie zwykłych grzeszników ale świętoszków, którzy robili różne złe rzeczy, przekręcali Boże prawo i traktowali je instrumentalnie, a przy tym uważali się za religijną awangardę, to chyba Pan jednak nie zrozumie w czym rzecz. Zwrócę więc uwagę na co innego: na wymagania jakie Jezus stawiał swoim uczniom. Choćby te z kazania na górze. Tam nie ma mowy o to, by ostro się przeciwstawiać temu, co wydaje a nam się złe, ale o nadstawianiu drugiego policzka. Nie ma mowy o karceniu, ale o tym, by nie sądzić.

    Myślę, że jeśli chcemy dać sobie prawo do tego, by móc bliźniego ostrymi słowami karcić najpierw powinniśmy być gotowi, jak sam Jezus, oddać za tych ludzi swoje życie. Tak, jest ogromna różnica między Jezusem, który dla zbawienia ludzi był gotów oddać swoje życie, a nami, którzy tymi ostrymi słowami łamiemy nadłamaną trzcinę, gasimy nikły płomyk, by przypadkiem się nie nawrócił i nie uciekł przed piekłem.

  • pewien tok myślenia , który pozwala na robienie nijakości - gdy komuś powiem że robi złą rzecz to zaraz wielu ( sprawiedliwych ) ze wpeierw powinienem sobie belkę z oka wyciągnąć i tak dalej - no i ten ktoś robi rzecz złą . jednak zapomina się o dalszych częściach słów Jezusa Chrystusa a oned brzmią mniej więcej tak ,,,, obłudniku wyrzuć najpierw belkę ze swojego oka , a gdy przejrzysz zajmij się drzazgą w oku brata swego ( czyli tą drzazgą zajać się trzeba ) , albo inny przykład ,,, jeżeli ktoś odprawi żonę swoją skazuje ją na cudzołóstwo , a kto opuszczoną poślubi ten cudzołoży ,,, - to są słowa radykalne które nie ukazują rozmiękczonego gruntu na którym nic zbudować nie można . ciężko jest zrozumieć że człowiekowi dzisiaj trzeba prawdę przedstawiać dosadnie i radykalnie - gdyby tak wytłumaczyć tym oddającym swoje życie za wiarę w Jezusa Chrystusa że nie ma takiej potrzeby bo przecież wszyscy wierzymy w Boga i chrześcijanie i muzułmanie - dlatego ichnia ofiara jest niepotrzebna .Dlaczego jednak ci zabijani robią to co robią - pewnikiem wiara tych świętych jest radykalna nie znosząca tłumaczenia w Boga innego niż Bóg w Trójcy Świętej Jedynego .pozdrawiam

  • Dziękuję, nie po raz pierwszy pięknie wyraża Pan to, co intuicyjnie czuję.

Zostaw komentarz

Jeżeli masz dość wpisywania tych literek lub załóż konto w portalu

© Copyright 2010; W kolorze nadziei. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Skórka: Przemijanie ma sens | Korzystając z serwisów wiara.pl akceptujesz warunki regulaminu.
Znalazłeś treści naruszające regulamin? Powiadom nas!

 

| załóż konto i pisz bloga

zgłoś błąd