« Ziemia trwa, my odlatujemy Demokratyczny skok na kasę »

Przecedzamy, połykamy

18.11.2016

Wiadomo, faryzeusze, komar, wielbłąd i te sprawy. A my?

Spór o komunię dla rozwiedzionych żyjących w nowych związkach trwa. W mediach znaczy się. Mam wrażenie, że nie ma tu dwóch, ścierających się opcji. Jest ich co najmniej o jedną więcej. Są ci, którzy wskazania papieża traktują jak herezję. Są ci, którzy je nadinterpretowują, traktując jako furtkę do stwierdzenia, że małżeństwo nie musi być związkiem trwałym. I są ci, którzy chcą, by zgodnie ze wskazaniami Franciszka, rozeznawać. Naprawdę, bez szukania wymówek.

Tym ostatnim chyba najtrudniej. Bo pozostali ich nie słuchają, z góry zaliczając do jednych albo drugich. No i gada sobie dziad do obrazu, a obraz, wiadomo.. Jak obraz od tego gadania dziada się nie zmienia, tak i poglądy ich adwersarzy ani drgną.

A ja? Nie ukrywam, że powtórny związek uważam za zdradę Ewangelii. Już to, na co pozwolił Jan Paweł II - by mogli przyjmować Komunię żyjąc jak brat z siostrą - uważam za nie do końca uczciwe. Z drugiej strony zdaję sobie jednak sprawę, że grzech to nie tylko materia czynu, ale jeszcze świadomość i dobrowolność. A z tą ostatnią w sytuacji powtórnego związku może być bardzo różnie.Czy kobieta z trójką dzieci, którą mąż zostawił, wchodząc w powtórny związek działa zawsze dobrowolnie? Zwłaszcza w krajach, gdzie nie ma opieki społecznej, niekoniecznie. A może się przecież też zdarzyć, że i wedle prawa pierwszy związek zawarto nieważnie, tyle że strona oszukana nie jest wstanie tego przed sądem kościelnym udowodnić; świadkowie niewiele wiedzą, bo nie wie nikt. Co wtedy?

Bardziej gorzką jest jednak dla nie inna sprawa. Wrażenie, że koncentrujemy się tylko na niektórych grzechach, a lekceważymy inne. Ot, grzechy przeciwko 6. przykazaniu popełnione myślą. Grzech śmiertelny (o ile oczywiście to działanie świadome i dobrowolne). Przywołuje się tu słowa Jezusa o tym, ze każdy kto pożądliwie patrzy na kobietę, już popełnia w sercu cudzołóstwo. I dobrze. Ale trochę wcześniej, ale w tym samym kazaniu na górze, Jezus mówił o piątym przykazaniu. I tam powiedział, że każdy kto się gniewa na brata, jest mordercą. A jeśli ktoś go wyzywa - winien jest piekła ognistego. No i co? Używanie wyzwisk niejeden chrześcijanin, nawet stojący na ambonie, uważa za mówienie prawdy. Słowo "bezbożnicy" może i nie pada, ale inne - owszem. Ostatnio w modzie jest "lewactwo" i "kodziarstwo". To pierwsze budzące wyraźne skojarzenia z robactwem...

W tym samym kazaniu na gorze jest też mowa o tym by nie sądzić, by być dobrym dla dobrych i słych, nastawiać drugi policzek, dla zażegnania sporu oddawać płaszcz, nie służyć Mamonie i parę innych. I co? To jest traktowane jako rada. Rada, której niejeden uważający się za pobożnego "katolika walczącego" ani myśli spełnić. Przecież walczy w słusznej sprawie. Jest rycerzem Chrystusa! Choć tak naprawdę, to z rycerzem tyle ma wspólnego, że ma zakuty łeb (oj, obraza, na szczęście pod niczyim konkretnie adresem).

A gdyby zajrzeć do Katechizmu... Ot, w kwestii ósmego przykazania jednym tchem wymienione są oszczerstwo, obmowa i pochopny sąd. Przepraszam, ale kto to dziś traktuje poważnie? Pochopnych sądów mamy zatrzęsienie. I nie tylko nie uważa się tego za grzech, ale wręcz uważa za przejaw cnoty roztropności, że się ludkowie nie nadają oszukać. Ten pochopny sąd nieraz ociera się o oszczerstwo, ale co tam! Przecież to w słusznej sprawie, a temu, takiemu a takiemu, się należało. Jak nie w tej sprawie, to w innej na pewno ma coś za uszami. Czyż nie?

Tak, zależy mi na tym, by Królestwo Boże na ziemi rosło; by ludzie szanowali jego prawa. Ale bardzo bym chciał, by przynajmniej w sferze pragnień było coś takiego zachowywanie całego Bożego prawa, nie tylko niektórych wskazań. Jeśli toczymy boje o jedno, a zupełnie nie szanujemy drugiego może się okazać, że przecedzamy komara, a połykamy wielbłąda.


 

2 Komentarze

  • A jako rezultat tej "walki o wartości" podziały stają się coraz mocniejsze. Dobrze napisane.

  • Świetny wpis!
    Z drugimi i kolejnymi małżeństwami cywilnymi nie jest to prosta sprawa. Jak najbardziej podzielam tutaj opinię autora, bo przecież zawsze, jak ktoś boi się, że nie podoła, można wybrać drogę św. Piotra. Kwestia tego, żeby dobrze wyjaśnić to ludziom, którzy trwają w tych związkach.

    Te małe, niby nie-grzechy, czyli obgadywanie, osądzanie, prowadzą do wielkich zbrodni przeciw bliźnim. Dziwię się, że tym nie zajmują się księża na kazaniach.

Zostaw komentarz

Jeżeli masz dość wpisywania tych literek lub załóż konto w portalu

© Copyright 2010; W kolorze nadziei. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Skórka: Przemijanie ma sens | Korzystając z serwisów wiara.pl akceptujesz warunki regulaminu.
Znalazłeś treści naruszające regulamin? Powiadom nas!

 

| załóż konto i pisz bloga

zgłoś błąd